Mamy pomysł, czekamy na spotkanie z kierownictwem MON
Sobota, 23 czerwca 2018 (09:41)Ze Stanisławem Głowackim, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Rada Ministrów niedawno przyjęła uchwałę w sprawie „Szczegółowych kierunków przebudowy i modernizacji technicznej Sił Zbrojnych na lata 2017-2026”. To ważny perspektywiczny krok, ale co z tego bardzo ogólnego dokumentu wynika?
– Jak to zwykle bywa, cały problem będzie tkwił w szczegółach. Zaproponowałem posiedzenie zespołu trójstronnego na 29 czerwca, chcielibyśmy bowiem poznać szczegóły, jeżeli chodzi o kwestie związane z modernizacją techniczną Sił Zbrojnych. Sprawa jest poważna, dlatego że nie można zmieniać koncepcji obronnych z miesiąca na miesiąc, z dnia na dzień. W innym wypadku jest to marnowanie pieniędzy, na co zwyczajnie nas – jako państwa – nie stać. Nie możemy też marnować wysiłków polskich firm zbrojeniowych, które poniosły niemałe koszty modernizacyjne i czekają na zamówienia. Dlatego muszą być jednoznaczne decyzje co do kwestii kierunków modernizacji sprzętu pancernego, muszą być jasne kierunki, jeśli chodzi o technikę rakietową, optoelektronikę itd.
Takiej wizji nam brakuje?
– My w tej chwili poruszamy się trochę jak w matni, jak we mgle – od ściany do ściany, bez konkretnej wizji i bez konkretnego planu. Oczywiście rozumiem problemy obecnego szefa MON min. Błaszczaka, który próbuje wszystko policzyć i podsumować, na ile wystarczy mu pieniędzy oraz skąd wziąć dodatkowe środki. Jako strona społeczna mamy pewne pomysły, sugestie, które chcielibyśmy jako równoprawny partner przedstawić, zasiadając do rozmów, i podpowiedzieć niektóre rozwiązania.
Inaczej bez dodatkowego zasilania jeżeli chodzi o kwestie związane z modernizacją techniczną i planami, które są, mimo zwiększonego budżetu nie będziemy w stanie przeprowadzić całego procesu modernizacji technicznej polskich Sił Zbrojnych. Może się zatem zdarzyć, że wszystkie plany pozostaną tylko na papierze. W dodatku – w naszej ocenie – istnieje bardzo poważne niebezpieczeństwo, że wiele z naszych zakładów nie przetrzyma wahnięć całego tego zastoju decyzyjnego, który ma teraz miejsce. Szczątkowe zapowiedzi, które do nas docierają, że oto nagle będzie zmiana koncepcji rozwoju i modernizacji naszych Sił Zbrojnych itd. przyprawiają o zawrót głowy. Takie działania byłyby wbrew jakiejkolwiek logice i wbrew temu, na co umawialiśmy się nie tylko zresztą z min. Macierewiczem.
Tendencja światowa idzie bowiem w tym kierunku, że mamy proces konsolidacji, a nie rozmontowywania. Mam nadzieję, że sygnały, jakie do nas docierają, nie mają żadnego poparcia w rzeczywistości, ale chcemy to usłyszeć u źródła.
Uchwała, o którą pytałem, to dopiero początek, bo na tej podstawie powstanie „program rozwoju Sił Zbrojnych”, a następnie dopiero Plan Modernizacji Technicznej na lata 2017-2026. Droga do jakichkolwiek zamówień sprzętu jest zatem daleka.
– Ma pan rację, panie redaktorze, taki jest obieg dokumentów, ale my to wszystko znamy. Tylko proszę to przełożyć na język praktyczny. Mianowicie, jak to się ma do procesu procedowania, jeśli chodzi o zamówienia, jak to się ma, jeśli chodzi o perspektywę funkcjonowania zamówień, przemysłu, produkcji itd., gdzie te wszystkie procesy związane z gospodarką planistyczną mogą i będą trwać. Natomiast oprócz tego jest jeszcze bieżące życie i tutaj jest coś, co mnie osobiście przeraża. Jest to kwestia tzw. procedur, które wciąż są stosowane w resorcie obrony, które były wprowadzone jeszcze za rządów Platformy i PSL-u, a które są absolutnie nieprzystające do rzeczywistości. Rozumiem, że proces zmian tych złych procedur musi potrwać, ale faktem jest, że ich ciągłe stosowanie hamuje również kwestie związane z przyspieszeniem procesu zamówień itp. A to jest dla nas niezmiernie ważne.
Wspomniał Pan wcześniej, że strona związkowa zwróciła się do MON, bo ma pomysły i jest gotowa doradzić w różnych kwestiach. Jaka jest odpowiedź?
– Formalnie zwróciłem się do ministra obrony Mariusza Błaszczaka. Chcemy zorganizować 18 lipca w Warszawie konferencję – spotkanie zamknięte, o efektach którego moglibyśmy poinformować podczas konferencji prasowej post factum. Byłoby to spotkanie eksperckie, gdzie mamy zamiar zaprezentować swoje rozwiązania. Wstępnie jest aprobata ze strony min. Mariusza Błaszczaka, jest także aprobata ze strony wiceszefa MON Wojciecha Skurkiewicza.
Liczymy, że w tej naradzie udział wezmą również przedstawiciele Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, ale także pracodawców z zakładów zbrojeniowych. Chcemy zaproponować debatę nad tym, jak planować i co robić w sytuacji, kiedy widzimy zagrożenie związane z pogarszającymi się wynikami ekonomicznymi poszczególnych firm itp. Kuriozum polega bowiem na tym, że odczucie społeczne jest takie, że owszem są duże środki na bezpieczeństwo i na obronność, na zamówienia sprzętu itd., ale tego niestety nie widać po wynikach finansowych w naszych firmach. Wiemy, gdzie tkwi błąd.
Zależy nam na tym, żeby armia polska była nowoczesna, dobrze wyposażona, na realizacji procesów, które są w planach, ale chcemy też podpowiedzieć, co zrobić, bo zmiany, jakie zachodzą, nie zawsze są trafne. Inaczej mówiąc, mamy gotowy projekt podpowiedzi, chcemy rozmawiać po partnersku, nie unikamy trudnych tematów, trudnych decyzji. Jest wstępna aprobata, jeśli chodzi o to spotkanie i mam nadzieję, że również z zarządem Polskiej Grupy Zbrojeniowej zasiądziemy do stołu i wspólnie przeprowadzimy debatę na temat sytuacji i wspólnie wypracujemy rozwiązania korzystne dla wszystkich stron, dla Polski.
Skoro program modernizacji nie jest realizowany, to polskie firmy nie mają nowych zamówień. Jak to wygląda i na ile program „Wisła” i zakup systemu Patriot pochłania gros funduszy? Czy konieczna jest korekta zamówień w innych obszarach, bo zwyczajnie brakuje pieniędzy?
– Panie redaktorze, to, że zakup amerykańskich rakiet Patriot będzie kosztował, wiedzieliśmy już na etapie planowania. Również na etapie planowania prowadziliśmy rozmowy – także z przedstawicielami MON, pokazując, gdzie w naszej ocenie tkwią niebezpieczeństwa czy zagrożenia. Tym samym szukaliśmy odpowiedzi na pytanie: Czy mamy odpowiednie zabezpieczenie finansowe, bo program „Wisła” nie jest przecież jedynym programem, jaki musi być zrealizowany w związku z modernizacją polskiej armii i czy na wszystko wystarczy nam pieniędzy? Otrzymywaliśmy zapewnienia, że wszystko jest pod kontrolą, że cały program został właściwie i odpowiedzialnie zaplanowany itd.
Nawiasem mówiąc, gdyby dzisiaj pojawiły się z tym trudności, to są sposoby, żeby temu zaradzić. Natomiast nie ulega wątpliwości, że trzeba poszukać rozwiązań, które nie hamowałyby realizacji programu „Wisła”, bo jest on niezbędny, ale musimy też wziąć pod uwagę fakt, że jeżeli mamy zamiar pieniądze polskiego podatnika wykorzystać w sposób właściwy, czyli nie tylko przetransferować je do Stanów Zjednoczonych, ale wykorzystać je na rozwój własnych technologii w drugim etapie offsetowym, to musimy zabezpieczyć środki na inwestycje, na badania naukowe i w ogóle na wdrożenie offsetu. Oczywiście wojskowi nie muszą się na tym znać w szczegółach, ale menedżerowie – ludzie związani z przemysłem i gospodarką, biznesmeni – te kwestie nie tylko powinni, ale muszą znać i przygotować odpowiednie zabezpieczenie tych wszystkich spraw.
W przeciwnym wypadku, któregoś pięknego dnia polski podatnik, społeczeństwo zapyta: No dobrze, zakupiliśmy ten potrzebny dla naszej obronności sprzęt, ale co mamy w zamian? Ta inwestycja musi nakręcać całą naszą gospodarkę, musi w przyszłości zarobić na to, żebyśmy mieli za co serwisować ten program itd. Ponadto program „Wisła” jest jednym z kilku programów, ale oprócz tego są jeszcze inne, jak chociażby program „Homar”, których realizację także musimy zabezpieczyć z myślą o naszym bezpieczeństwie. Mamy zatem poważny problem, jeśli chodzi o finansowanie. Owszem, wiem, jakie są możliwości finansowe, ale nie chcę o tym mówić bez uprzedniej rozmowy z MON. Mam nadzieję, że rozwiejemy wszystkie wątpliwości podczas spotkania.
O szczegóły oczywiście nie pytam, ale chodzi też o to, żeby nie powtórzyły się błędy z offsetem przy zakupie samolotów F-16…
– Właśnie o to chodzi. Od samego początku, jeszcze wiceministrowi Kownackiemu, mówiłem, że – i owszem – możemy mieć piękne, szlachetne idee czy cele, natomiast musimy pod to wszystko przygotować odpowiednie środki i wyliczyć, żeby nie było tak jak przy myśliwcach F-16, gdzie kupiliśmy samoloty, przetransferowaliśmy miliardy dolarów do Stanów Zjednoczonych, a w zamian – tak naprawdę – nic z tego nie mieliśmy albo bardzo niewiele. I dzisiaj musimy zrobić wszystko, żeby nie powtórzyć tego samego błędu. Nie możemy postąpić w ten sam sposób, a co za tym idzie, drugi etap, a więc offset musi mieć zabezpieczenie finansowe, musi mieć twarde gospodarcze podstawy.
Najdziwniejsze, że my jako związkowcy zwracamy na to szczególną uwagę, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że jako pracownicy firm i zakładów zbrojeniowych z tego na co dzień żyjemy. Tak czy inaczej, owszem, obawiamy się, bo istnieje takie niebezpieczeństwo, tym bardziej zależy nam na tym, żeby nie wydawać pieniędzy tylko w jedną stronę, a więc nie wysyłać miliardów z kieszeni polskiego podatnika za ocean, ale coś z tego mieć tu, w Polsce.
Ponadto są także inne obszary polskiej obronności wymagające pilnej modernizacji. Mam tu na myśli przetarg śmigłowcowy, który wciąż kuleje, nie mówiąc już o marynarce wojennej i okrętach podwodnych, których jak nie było, tak wciąż nie ma…
– Zapóźnienia w kwestii modernizacji technicznej polskich Sił Zbrojnych są ogromne i wieloletnie. Problemów, które trzeba rozwiązać, nagromadziło się naprawdę wiele, a potrzeby polskiej armii są ogromne. Nasi żołnierze, którzy dzisiaj biorą udział w różnych misjach, ćwiczeniach na poligonach z żołnierzami innych armii patrzą – czasami z zazdrością na sprzęt, którym dysponują nasi sojusznicy ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy inni i chcieliby mieć na wyposażeniu podobne uzbrojenie. My też chcielibyśmy im dostarczyć najwyższej klasy sprzęt, bo dotyczy to naszego bezpieczeństwa, natomiast wszystkiego od razu nie da się zrobić i musimy sobie z tego zdawać sprawę. Ponadto my – jako przemysł – też mamy wieloletnie zapóźnienia, zarówno w kwestii samej produkcji, jak i badań naukowych.
Mamy w Polsce doskonałych inżynierów, mamy też nową kadrę inżynieryjno-techniczną, która dopiero wchodzi do gry, ale musimy im dać szansę, aby się mogli wykazać. To wszystko kosztuje, ale muszą się na to znaleźć środki. Dlatego chcemy zaproponować resortowi obrony dodatkowy sposób pozyskiwania środków, bo w innym wypadku może się skończyć na tym, że zakupimy kilka baterii patriotów, ale będzie nas stać tylko na ich obsługę, nic poza tym. I to byłby największy dramat dla Polski, dla naszej gospodarki i rodzimego przemysłu zbrojeniowego.