W każdej sytuacji trzeba zachować klasę
Wtorek, 29 maja 2018 (10:47)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy zawieszenie protestu i opuszczenie Sejmu przez rodziców i osoby niepełnosprawne to rzeczywiście był głos rozsądku – jak mówiła Iwona Hartwich – bo, jak usłyszeliśmy, po interwencji Straży Marszałkowskiej obawiali się oni o życie i zdrowie swoje i swoich dzieci, czy po prostu sam protest się wypalił?
– Sądzę, że to, co zobaczyliśmy w niedzielę, cały ten wiec przed Sejmem i słowa, jakie tam padły ze strony osób, które zakończyły protest, to był przede wszystkim przejaw ogromnych emocji, jakie się nagromadziły w tych ludziach. Pamiętajmy, jakie przyjęcie zgotowały opuszczającym Sejm media – telewizja, prasa, było też wiele osób polityków, celebrytów, które próbowały się w tym świetle ogrzać. Byłbym ciekaw, czy Iwona Hartwich, także dzisiaj, kiedy emocje już nieco opadły, powtórzyłaby to samo... W świetle kamer padło wiele niepotrzebnych słów, ale nie chciałbym tego oceniać, bo zdaję sobie sprawę, że człowiek jest tylko człowiekiem, a emocje mają to do siebie, że potrafią nieraz w nas dominować. Natomiast kiedy przychodzi czas refleksji, czas uspokojenia, wyciszenia, relaksu, to często autorzy pewnych wypowiedzi nie powtórzyliby tego samego po raz drugi. Dlatego byłbym daleki od jednoznacznej oceny tej sytuacji, a zwłaszcza osób.
Trudno jednak wytłumaczyć emocjami, że protestujące osoby w tym momencie dziękowały tylko części mediów, zachowując się wobec niektórych osób bardzo grzecznie, natomiast wobec rządu, który przecież spełnił dwa postulaty, były niegrzeczne…
– Nie było mnie w tym czasie i w tym miejscu, więc nie chciałbym mówić o czymś, czego nie widziałem z bliska. Natomiast klub Kukiz’15 reprezentowały posłanki Agnieszka Ścigaj i Barbara Chrobak, które bardzo długo były blisko protestujących osób niepełnosprawnych oraz ich rodziców i opiekunów, pomagając im i wspierając ich na miarę możliwości.
Jak połączyć słowa o pogardzie i upokorzeniach z tym, jak wiele protestującym udało się osiągnąć: dwie ustawy podwyższającą rentę socjalną i darmowy dostęp do rehabilitacji?
– Trzeba wziąć poprawkę na słowa człowieka bardzo zmęczonego, który widać, że jest wycieńczony emocjonalnie. Te wypowiedzi nie powinny być brane do końca na serio. Ci ludzie bez wątpienia potrzebują odpoczynku, odreagowania wszystkich emocji, które się w nich nagromadziły. I właśnie tak odebrałem te ich słowa, słowa, które w pewnym sensie rozumiem, biorąc pod uwagę, w jakiej atmosferze i po jakim czasie napięcia zostały wypowiedziane. Ci ludzie przez 40 dni, nieprzerwanie, spędzali dzień i noc na korytarzu, bez chwili relaksu, intymności, nie mówiąc już o jakimkolwiek komforcie. To wszystko sprawia, że moja tolerancja w tym przypadku jest duża. Jednocześnie ufam, że wiele z tych osób po kilku dniach wytchnienia będzie mówiło o tym wszystkim inaczej.
Tyle że nikt tym osobom nie kazał spędzać 40 dni na korytarzu sejmowym, a tym bardziej zachowywać się pogardliwie wobec przedstawicieli polskich władz. Czy właśnie takie zachowanie nie stworzyło bariery, z każdym kolejnym dniem trudniejszej do pokonania?
– Zgadza się. Proszę zwrócić uwagę, że do protestu przystąpiły osoby nieprzygotowane przede wszystkim psychicznie do okoliczności, jakie mogą się pojawić. Zabrakło też podejścia psychologicznego do tych osób – mam tu na myśli negocjatorów. Jeśli mamy dramat człowieka zdesperowanego, stojącego na krawędzi dachu, to na miejsce przyjeżdża psycholog policyjny, który potrafi rozładować napięcie w stosunkowo krótkim czasie nieprzekraczającym kilku godzin. Sytuacja, z jaką przez 40 dni mieliśmy do czynienia na korytarzach sejmowych, wbrew pozorom jest bardzo podobna, choć może niezagrażająca życiu. I tu – w mojej ocenie – zabrakło dobrego psychologa, zabrakło kogoś, kto umiałby usiąść i porozmawiać z tymi ludźmi, wysłuchując, jakie są ich oczekiwania, bo to jest bardzo ważne. Chodzi o to, żeby nie pozwolić, aby ci ludzie zostali zdominowani przez polityków, którzy widząc okazję, zaczęli wykorzystywać całą tę sytuację do swoich celów. I to jest problem. W pewnym momencie całą tę ideę, co by nie powiedzieć słuszną i ważną, bo sytuacja osób niepełnosprawnych powinna być dużo lepsza, niż jest, zdominowali politycy.
Jak odebrał Pan obecność wśród witających osoby niepełnosprawne opuszczające Sejm byłą pierwszą damę Annę Komorowską?
– Wczorajsza obecność i słowa wypowiedziane przed Sejmem przez żonę byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego Annę Komorowską zbulwersowały nawet ludzi, którzy na co dzień nie interesują się polityką. I trudno się temu dziwić, bo przed czterema laty jako małżonka urzędującego wówczas prezydenta RP Anna Komorowska nie znalazła czasu, żeby się spotkać z protestującymi w Sejmie rodzicami osób niepełnosprawnych. Co więcej, jej mąż – prezydent miał wtedy bardzo zdecydowane stanowisko wobec protestujących niepełnosprawnych i ich opiekunów, przedstawiając bardzo surową ocenę tej sytuacji. Powiedział m.in., że jest zbulwersowany całą tą sytuacją i oczekuje radykalnych, zdecydowanych działań, bo Sejm nie jest miejscem do tego typu zachowań. Tak czy inaczej odnoszę wrażenie, że w niedzielę ze strony Anny Komorowskiej zabrakło zwykłej ludzkiej przyzwoitości, jednocześnie nie było nikogo, kto powiedziałby byłej pierwszej damie, aby – zważając na zachowanie sprzed kilku lat, de facto wobec tych samych osób – zwyczajnie zamilkła. Ta pani nie ma dziś żadnego prawa, żeby krytykować obecną władzę, kiedy koalicja PO – PSL, którą jako prezydentowa reprezentowała, nie zrobiła nic, aby poprawić los osób niepełnosprawnych. To jest przykład, jak politycy potrafią w cyniczny sposób wykorzystywać nieszczęście ludzkie i na tym próbować zbić polityczny kapitał. To niemoralne.
Opozycja liberalna wykorzystała protest niepełnosprawnych do swoich celów politycznych. Pytanie tylko, czy godzi się wykorzystywać nieszczęście ludzkie…
– Pozostawiam to ocenie indywidualnej wszystkich Polaków, czytelników portalu NaszDziennik.pl. Jak Polacy się czuli, kiedy wśród osób niepełnosprawnych widzieli polityków, ewidentnych zwolenników aborcji eugenicznej, którzy nagle – w świetle kamer – wykazywali troskę o osoby niepełnosprawne. Osobiście – widząc to zachowanie – czułem niesmak.
Okazuje się, że na cynizmie i krzywdzie osób niepełnosprawnych też można robić politykę?
– Taka postawa jest mi obca. W każdej sytuacji trzeba zachować pewną klasę, po prostu trzeba być człowiekiem. Trzeba też mieć świadomość, że ludzie widzą i oceniają nas po czynach, a nie po słowach czy gestach pod publiczkę, a przede wszystkim trzeba mieć szacunek wobec drugiego człowieka. Tak jak Agnieszka Ścigaj, która od lat fizycznie zajmuje się problemami osób niepełnosprawnych, te problemy zna od dawna, jest prawdziwa w tym, co robi, że jej postawa nie pachnie kombinacją. Kiedy jednak zobaczyłem, nie chcę wymieniać nazwisk, żeby całkiem nie pogrążać tych polityków, którzy najpierw na „czarnych marszach” wykrzykują hasła propagujące aborcję nienarodzonych dzieci, które trzeba usunąć, bo – jak twierdzą – będą zdeformowane, bo będą niepełnosprawne, a podczas protestu w Sejmie wykazują się wielką troską o osoby niepełnosprawne, to zastanawiam się, kiedy ci ludzie mówią prawdę. A może mamy do czynienia z ich cudownym nawróceniem…? Daj Boże.
Protest w Sejmie się skończył, ale czy kończy się sprawa i czy ze strony tej konkretnie grupy protestującej możliwy jest dialog, do którego zaprasza rząd?
– Sądzę, że właśnie na tym powinien polegać tzw. ciąg dalszy, że wszystkie strony, do których dołączą także przedstawiciele osób, które zakończyły protest w Sejmie, będą się teraz spotykać w Centrum „Dialog”. Rozmowy już bez tak dużych emocji, które towarzyszyły wszystkim podczas protestu w Sejmie, mam nadzieję, przyniosą więcej korzyści. Pamiętajmy o tym, że środowiska – nawet osób niepełnosprawnych – w Polsce są różnorakie i mocno podzielone, dlatego powstaje pytanie, jakie środowisko podczas tego protestu reprezentowała Iwona Hartwich. Jestem daleki od oceniania, ale nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, pewnie jak większość z nas. Ponadto chcę zwrócić uwagę, że w Centrum „Dialog” trwają już rozmowy z przedstawicielami osób niepełnosprawnych i jeśli ktoś do tej pory pomimo ponawianych zaproszeń, m.in. minister Elżbiety Rafalskiej, nie chciał brać udziału w rozmowach, to nie może mieć pretensji do nikogo, tylko do siebie. Jest stara prawda, że nieobecni głosu nie mają, dlatego czas skończyć z dąsaniem się i zacząć przychodzić na spotkania z przedstawicielami rządu, uczestniczyć w rozmowach, po prostu być i brać aktywny udział w dialogu. Stąd liczę, że wszystkie strony, którym zależy na dobru niepełnosprawnych, pojawią się w Centrum „Dialog” i zacznie się merytoryczna dyskusja na temat poprawy sytuacji tych osób w Polsce, bo jest taka potrzeba.