Czekamy na spotkanie z ministrem Błaszczakiem
Sobota, 19 maja 2018 (20:57)Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Miały być kary za zakończenie przez polski rząd – bez wyłaniania oferenta – przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii, jednak sprawy zaczynają układać się po naszej myśli…
– Rzeczywiście, informacja Prokuratorii Generalnej, że spółki koncernu Airbus Helicopters cofnęły wezwanie na arbitraż wniesione w grudniu ubiegłego roku przeciw Polsce w sprawie zerwanego kontraktu na francuskie śmigłowce Caracal, brzmi optymistycznie. Sprawy – zresztą zgodnie z oczekiwaniami – zaczynają się układać po naszej myśli. Oczywiście, sądy arbitrażowe czy inne kierują się swoimi kryteriami czy zasadami, ale w Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” od samego początku – jak pan redaktor dobrze wie – byliśmy przekonani, że sposób prowadzenia procedury przetargowej przez Ministerstwo Obrony Narodowej za czasów rządów koalicji PO – PSL, kiedy resortem kierował Tomasz Siemoniak, był, delikatnie rzecz nazywając, niewłaściwy. Zasady i kryteria, które zostały przedstawione do przetargu ogłoszonego w 2012 roku, i odrzucenie – już na samym początku – producentów, zakładów PZL Mielec i PZL Świdnik, to wszystko było dla nas rażącym naruszeniem procedury przetargowej. Sądzę, że gdyby Mielec i Świdnik skarżyły się, że przetarg na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii został rozstrzygnięty na korzyść Airbusa, to wynik prawdopodobnie byłby pozytywny dla polskich zakładów.
Jednak Airbus tak łatwo nie zrezygnuje z roszczeń?
– Oczywiście, francuski producent ma takie prawo i może jeszcze dochodzić odszkodowania na drodze procesu cywilnego. Przypomnę tylko, że w pierwszym momencie Wojsko Polskie miała zakupić 70 śmigłowców wielozadaniowych za kwotę ponad 13,4 miliarda złotych. Ostatecznie liczba maszyn została zredukowana do 50 śmigłowców, ale cena pozostała taka sama. To pokazuje, że śmigłowce, jakie oferowali nam Francuzi, były bardzo drogie, ale droga miała być również obsługa posprzedażna. Tak czy inaczej, z całą pewnością decyzja o cofnięciu wezwania na arbitraż przeciw Polsce w sposób znaczący osłabia pozycję roszczeniową koncernu Airbus Helicopters i to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Natomiast patrząc na obecną sytuację dotyczącą nowego przetargu na śmigłowce dla Wojska Polskiego, jako strona społeczna, też nie jesteśmy zadowoleni, bo to wszystko się przeciąga. Jednak w tym momencie, jeśli zostanie rozpisana procedura przetargowa na śmigłowiec wielozadaniowy, to prawdopodobnie i Airbus Helicopters, ale również pozostałe firmy, a więc konsorcjum PZL Mielec i Sikorsky Aircraft Corporations (należące do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin), a także spółka WSK PZL Świdnik (należąca do włoskiej grupy Leonardo) będą miały szansę wystartować, aby ubiegać się o kontrakt. I tutaj jest pole do popisu także dla Airbusa, żeby zaprezentować bardzo dobry, atrakcyjny cenowo sprzęt – taki, który będzie konkurencyjny w stosunku do koncernów Sikorsky i Leonardo.
Tymczasem – jak Pan zauważył – śmigłowców dla polskiej armii jak nie było, tak wciąż nie ma...
– Tak naprawdę jesteśmy tydzień przed wyborami na nową kadencje Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, ale cały czas monitorujemy sprawę. Już po raz drugi wystąpiliśmy do ministra Mariusza Błaszczaka z wnioskiem o spotkanie (po raz pierwszy uczyniliśmy to zaraz po tym, jak objął stery MON) w celu omówienia wszystkich bieżących spraw, w tym zwłaszcza przetargowych, ale również kwestii dotyczących remontu śmigłowca Sokół, co też jest dla nas i dla polskiej armii niezwykle istotne. W pierwszym momencie otrzymaliśmy odpowiedź, że dopiero co nastąpiła zmiana na stanowisku ministra obrony, więc nowy szef musi się bliżej zapoznać z tematem, że potrzebny jest czas. Tyle tylko, że tego czasu już trochę minęło, a gotowości do rozmów ze stroną społeczną jakoś nie widać. Stąd w ubiegłym tygodniu Rada Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „S” skierowała do ministra Błaszczaka kolejne pismo, tym razem w bardziej stanowczym tonie, żeby w końcu się z nami spotkał. Chcemy omówić pewne kwestie, jak również uzyskać informacje, jakie są zamysły i plany MON.
Jak na tę zwłokę reagują pracownicy firm lotniczych z Mielca i Świdnika?
– Muszę powiedzieć, że ludzie zaczynają się niepokoić całą tą sytuacją, tą bezsilnością, która trwa i się przedłuża. My jako strona związkowa będziemy się domagali tego, aby zamówienia na sprzęt obronny dla naszej armii – tam, gdzie to tylko możliwe – były realizowane w zakładach na terenie naszego kraju i żeby te zamówienia w końcu były lokowane w tych firmach.
Proszę powiedzieć, czy i ewentualnie jakie informacje w sprawach przetargowych docierają od producentów?
– Ostatnio odbyło się posiedzenie zespołu trójstronnego, gdzie niestety nie otrzymaliśmy informacji na temat bieżącej sytuacji. Wiemy natomiast, że teraz priorytet uzyskały śmigłowce dla Wojsk Specjalnych, w drugiej kolejności są śmigłowce dla Marynarki Wojennej do zwalczania okrętów podwodnych, zdolnych także do akcji ratowniczych na morzu. Natomiast kolejny etap to zakup śmigłowców szturmowych, a dopiero w dalszym planie są śmigłowce transportowe. W związku z tym chcemy wiedzieć, czy został już dokonany wybór, bo z nieoficjalnych informacji wynika, że oferenci przedstawili już oficjalne oferty, ale pewności wciąż brak. Stąd nasze dość kategoryczne żądanie spotkania z ministrem Mariuszem Błaszczakiem i prośba o wyjaśnienie, jakie są postępy i dokąd to wszystko będzie trwało. Naszym zdaniem, trwa to stanowczo za długo.
Tymczasem wielozadaniowe helikoptery chce kupić Komenda Główna Policji. Z nieoficjalnych informacji wynika, że negocjacje są prowadzone – w trybie z wolnej ręki – z amerykańską firmą Sikorsky należącą do koncernu Lockheed Martin…
– Ten zakup śmigłowców jest przewidziany w ramach programu modernizacji technicznej służb mundurowych. Słyszymy, że koncern Lockheed Martin na swoich stronach zamieścił informację o rekrutacji na stanowisko osoby odpowiedzialnej za szkolenie w zakresie napraw i konserwacji śmigłowców Black Hawk dla polskiej policji. I choć PZL Mielec sprawy nie komentuje, to formalnie rozmowy się toczą i wszystko wskazuje, że policja na swoje potrzeby jednak zamówi dwa śmigłowce S-70i Black Hawk produkowane w PZL Mielec. Wiemy ponadto, że policja potrzebuje też małych śmigłowców, natomiast niepokoi nas fakt, że w tym wypadku do przetargu nie będzie mógł wystartować produkowany w PZL Świdnik lekki, wielozadaniowy, szkolny, patrolowo-obserwacyjny śmigłowiec o masie do półtorej tony SW-4 – popularny Puszczyk – używany w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. Powodem są – podobno – znacznie większe oczekiwania, niż może spełnić śmigłowiec SW-4. Ta kwestia też jest w sferze naszych zainteresowań.
Chrapkę na ten kontrakt ma także Airbus Helicopters?
– Z informacji, jakie do nas docierają, wynika, że wiceprezes Airbus Helicopters wystosował w tej sprawie pisma do ministra spraw wewnętrznych i administracji Joachima Brudzińskiego i komendanta głównego policji nadinspektora Jarosława Szymczyka, chcąc zaprezentować policji swoje maszyny, w tym wypadku kompaktowy, dwusilnikowy śmigłowiec H145. Ale co z tego wyniknie i jakie naprawdę są zamiary i oczekiwania, tego póki co nie wiemy. Trzeba sobie też powiedzieć jasno, że jeśli dany śmigłowiec, czy to ze Świdnika, z Mielca, czy od jakiegokolwiek innego producenta, nie spełnia oczekiwań, warunków technicznych wojska czy policji, to trudno się dziwić, że instytucje te będą wybierały i zamawiały taki sprzęt, jakiego oczekują, a nie taki, który my chcielibyśmy im sprzedać.
Tak czy inaczej cały proces wyłaniania musi być transparentny...
– Zdecydowanie tak. Jako strona społeczna stoimy na stanowisku, że poziom technologiczny, techniczny zakładów w Mielcu i Świdniku oraz możliwości stojących za tymi zakładami firm Sikorsky oraz Leonardo są na tak wysokim poziomie, że raczej nie powinno być problemów ze spełnieniem oczekiwań zarówno Polskich Sił Zbrojnych, jak i policji. Jednakże o tym wszystkim chcielibyśmy porozmawiać z osobami decyzyjnymi, także m.in. o tym, jak to jest, że wspomniany wcześniej śmigłowiec SW-4 nie spełnia oczekiwań. Skoro z powodzeniem szkolą się na tym sprzęcie polscy piloci w Dęblinie, to niby dlaczego nie mógłby służyć naszej policji? Czekamy zatem na spotkanie, którego minister Mariusz Błaszczak – w mojej ocenie – unika. Nie wiem, dlaczego, czy nie ma nam nic w tych kwestiach do powiedzenia, czy może nie chce nam nic powiedzieć? Jednak jesteśmy cierpliwi i poczekamy jeszcze chwilę. Jak już powiedziałem wcześniej, w ubiegłym tygodniu skierowaliśmy do szefa MON dość jednoznaczne stanowisko i zobaczymy, czy oraz jaka będzie odpowiedź, bo to leży nie w naszym, związków zawodowych, interesie, ale w interesie Polskich Sił Zbrojnych, w interesie naszego bezpieczeństwa zewnętrznego, ale także wewnętrznego, bo w grę wchodzą też śmigłowce dla naszej policji. Zależy nam także na tym, żeby tam, gdzie jakość sprzętu jest porównywalna, był on produkowany w Polsce rękoma naszych pracowników.