Krótki był żywot Nowoczesnej
Piątek, 11 maja 2018 (22:01)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Nowoczesna Ryszarda Petru bez ojca założyciela. Czy to oznacza koniec tej partii?
– Na to wygląda. Oczywiście Nowoczesna może dalej funkcjonować, tak jak kiedyś Sojusz Lewicy Demokratycznej czy Unia Pracy. Przypomnę, że był nawet taki twór polityczny z dwuczłonową nazwą SLD-UP, ale w istocie, kto dzisiaj pamięta o Unii Pracy. W tym względzie ruch wykonany przez Katarzynę Lubnauer w kierunku Grzegorza Schetyny będzie raczej prowadził do wchłonięcia Nowoczesnej przez Platformę. Natomiast Ryszard Petru wraz z towarzyszkami, które wraz z nim opuściły szeregi Nowoczesnej, pewnie będzie szukał dla siebie jakiejś formuły czy raczej alternatywy na politycznej scenie. Tak czy inaczej krótki był żywot Nowoczesnej. Dla polityków tej formacji stan schyłkowy to katastrofa. Natomiast to, że Nowoczesna się kończy, to nie jest to też pozytywne wydarzenie dla Prawa i Sprawiedliwości, bo w ten sposób Platforma się wzmacnia. W związku z osłabieniem Nowoczesnej w tym obszarze elektoratu de facto nie ma już rywalizacji, a wiadomo, że dla partii rządzącej lepiej jest, gdy scena polityczna po stronie opozycji jest podzielona.
Tylko czy Grzegorz Schetyna potrafi to wykorzystać?
– Grzegorz Schetyna z całą pewnością dołożył swoją cegiełkę do tego, że Nowoczesna zniknęła ze sceny politycznej, bo o tej formacji należy już chyba mówić w czasie przeszłym. Zresztą to był główny cel obecnego szefa Platformy, natomiast sprawą wtórną była walka z PiS-em. Schetyna licytował się z Petru na radykalizm, nie zważając na to, czy nie spowoduje to spadku w sondażach. To dążenie miało na celu jedno, aby Platforma była jedynym liderem opozycji. I patrząc pod tym kątem rzeczywiście jest to w pewnym sensie tryumf Grzegorza Schetyny, który wynika nie tyle z jego zasług, umiejętności przywódczych, czy też przemyślanej strategii, bo co do tego można mieć spore wątpliwości, ale jest to bardziej efekt dużej słabości Nowoczesnej. Skoro Grzegorz Schetyna już przytulił i połyka Nowoczesną, to teraz będzie musiał jakoś strawić to przejęcie. To oczywiście jest pewien proces. Ponadto Platforma w obliczu zbliżających się wyborów samorządowych może traktować Nowoczesną z góry i stawiać warunki. Trzeba też brać pod uwagę rozmaite konflikty, co do kształtu list wyborczych, co do rozbieżnych interesów itd., które będą się pojawiać, ale jeśli Schetyna będzie konsekwentny i cierpliwy, to przełknie partię, którą kieruje dzisiaj Katarzyna Lubnauer.
Można mieć wątpliwości, czy Platforma – poza czołowymi politykami Nowoczesnej – jest w stanie pozyskać także elektorat tej partii?
– Tak naprawdę jest to niemal ten sam elektorat. Tylko że wyborcy Platformy byli rozczarowani sposobem sprawowania rządów, stąd spora ich część – w poprzednich wyborach – postawiła na Nowoczesną. Natomiast czas szybko mija, wydarzenia na scenie politycznej zmieniają się dynamicznie i dzisiaj tak na dobrą sprawę coraz mniej się o tym pamięta. Potężne błędy liderów Nowoczesnej, skonfliktowanych działaczy i działaczek doprowadziły do tego, że formacja ta zamiast funkcjonować i rozwijać się na krytyce Platformy, od czego zaczynała swój polityczny żywot, to pozwoliła sobie na błędy wizerunkowe i zaczęła tworzyć koalicję z Platformą. Przy czym w polityce zawsze jest tak, że jeśli słabszy łączy się z mocniejszym – zwłaszcza, gdy nie widać różnicy programowej, to ten mniejszy musi zginąć. Po co wyborcom mniejsza formacja, skoro jest ktoś silniejszy o podobnych poglądach.
W jaką stronę skręca Platforma?
– Platforma to jest byt bezideowy, którego celem jest władza dla władzy, więc zawsze skręca w tę drogę, która prowadzi do przejęcia rządów. W tym sensie póki co mamy mocny skręt Platformy w lewo. Niewykluczone też, że ponownie na polityczną scenę wkroczy SLD. Co by jednak nie powiedzieć, pewne jest, że Platforma to partia bezideowa, która z jednej strony dobrze stroiła się w piórka chadeckie, a z drugiej strony przytulała się do środowisk powiązanych z SLD. Można się zatem spodziewać, że najbliższa przyszłość Platformy to będzie odbijanie się od ściany do ściany.
Wracając do Nowoczesnej – tak jak Pan Profesor zauważył – projekt bez idei prędzej czy później musi odejść do przeszłości. Pamiętamy, jak skończył Ruch Palikota – też partia jednego sezonu, o której tak na dobrą sprawę nikt już nie pamięta?
– Owszem, to prawda. W polityce jest jak w wojsku, liczy się dyscyplina. Jeśli jest silny, wyrazisty lider, to dane ugrupowanie jest w stanie funkcjonować, być przekonujące dla elektoratu, w przeciwnym wypadku znika ze sceny. Ale nie wietrzyłbym końca tego typu lewackich projektów, bo – moim zdaniem – należy się spodziewać ponownych prób. Jest przecież jeszcze partia Razem i ci outsiderzy z Nowoczesnej, czyli Ryszard Petru, Joanna Scheuring-Wielgus i Joanna Schmidt z pewnością będą próbowali coś zorganizować, być może się łączyć, niewykluczone, że z SLD. Wiele zatem wskazuje, że w tym obszarze ciągle będzie się coś działo, ale jaki będzie finalny rezultat tych politycznych harców, trudno jest dzisiaj jednoznacznie powiedzieć. Dla outsiderów Nowoczesnej najgorszy scenariusz byłby wtedy, gdyby poszli do wyborów rozbici czy rozdrobnieni na różne mniejsze podmioty. Ale to jest już problem samych zainteresowanych.
Czy w tej chwili na polskiej scenie politycznej jest miejsce dla nowej formacji, bo jak widzimy, kolejne byty, które powstają, mają krótki żywot?
– Na polskiej scenie politycznej było miejsce nawet na Nowoczesną, tylko formacja ta była fatalnie zarządzana i prowadzona od strony przywódczej przez jej liderów. Jak wiemy Platforma – w pewnym momencie – stała się partią tak mocno skażoną aferami, różnymi obciążeniami wizerunkowymi, że wyborcy odwracali się od niej i wówczas pojawił się Ryszard Petru, który mówił, że jego partia nie ma takich „genetycznych” obciążeń, co więcej, że ma nowoczesny pomysł na Polskę. I ta formuła zyskała poparcie, natomiast teraz będzie bardzo, bardzo trudno stworzyć nową formułę, która zyska poparcie jakiejś części elektoratu.
Jakie rady wobec tego powinni wziąć sobie do serca, ci, którzy chcieliby zakładać nową partię z wizją?
– Zawsze jest pytanie o dwie sprawy: – pierwsza to pytanie właśnie o wizję, czyli o program, a raczej o kwestie ideowe, czyli o pewną wizję człowieka, która może łączyć, a więc wspólny cel. Po drugie, ważne są kwestie personalne. Nie każdy się bowiem nadaje do takiej politycznej gry, a jak wiemy, konflikty personalne jakie się mogą pojawić, zniszczyły już niejeden polityczny byt, co widać chociażby na przykładzie Nowoczesnej. I to są dwie kwestie fundamentalne: – wizja czy idea, która łączy i personalia. Przypadkowość działaczy danej formacji powoduje, że o konflikt jest bardzo łatwo.
Czy i na ile upadek Nowoczesnej może wykorzystać SLD?
– Na lewej politycznej flance jest ciągle miejsce. Lewica do poprzednich wyborów poszła rozbita i dlatego nie znalazła się w parlamencie. Jednak widać, że na lewicy ciągle się coś gotuje. Nowoczesna miała pewne predyspozycje i potencjał, żeby lewicę wchłonąć w siebie i zebrać jej głosy, natomiast skoro jednak znika ze sceny, to pojawia się wzmocniony SLD. Pytanie: – czy SLD znów nie popełni jakiegoś błędu – dajmy na to – zwrotu w kierunku Platformy, co się okazało zgubne dla Nowoczesnej, a wtedy znów zniknie z przestrzeni politycznej. Jest także kwestia, czy potrafi wykazać się na tyle wystarczającą siłą, żeby dokleić do siebie te byty, które się pojawiają na politycznej giełdzie. Wiele mówi się ostatnio o Biedroniu i o Petru, również o innych działaczach czy działaczkach np. o Partii Razem. Są to struktury czy środowiska, które albo się zjednoczą, albo będą szły osobno. I od tego w dużej mierze zależy, co będzie z lewicą. SLD bazuje przede wszystkim na różnego rodzaju resentymentach postkomunistycznych, a to, co by nie powiedzieć, jest jednak spora grupa ludzi w kraju, do których mogą adresować swój przekaz. SLD jest ugrupowaniem, które wciąż z czymś się kojarzy wielu zwłaszcza starszym Polakom. Nic zatem dziwnego, że odbija się w górę w sondażach i to w momencie, kiedy pojawiła się ustawa degradacyjna. Fakty są zatem takie, że po Nowoczesnej, na lewej flance pojawia się SLD, który może mieć szanse, ale równie dobrze może tę szansę zmarnować.
Włodzimierz Czarzasty już deklaruje, że po wyborach ponownie wprowadzi SLD do parlamentu…
– SLD ma pewne szanse, aby wypełnić lukę, jaka powstaje po Nowoczesnej, ale równie dobrze może przegrać starcie o powrót do parlamentu. Jak pamiętamy, Adrian Zandberg i Partia Razem bardzo krytyczni są wobec SLD, uznając tę formację za politycznie skostniałą bądź postkomunistyczną, która nie niesie z sobą współczesnych idei rewolucyjnych. W tej sytuacji, czy politykom SLD uda się skleić ten nowy, stary projekt, to się okaże. Ostatnie wybory pokazały wręcz coś przeciwnego.