Najlepiej zachować dystans
Czwartek, 10 maja 2018 (22:35)Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Stany Zjednoczone wycofują się z nuklearnego porozumienia z Iranem. Jak z punktu widzenia Polski odbiera Pan stanowisko prezydenta Trumpa?
– Z perspektywy Polski jest to sytuacja dosyć trudna w tym sensie, że tworzy napięcie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską, której jesteśmy członkiem. Polsce zależy na dobrych relacjach z prezydentem Donaldem Trumpem, ale także z Unią Europejską, więc byłoby najlepiej, żeby polski rząd zachował dystans i nie wypowiadał się na ten temat.
Czy możliwe jest przyjęcie takiej pozycji i jak długo można trwać w takim rozkroku?
– Myślę, że jest to możliwe. Czasem lepiej przemilczeć niektóre kwestie. Jeśli bowiem opowiemy się po stronie Donalda Trumpa, to przez Unię Europejską będziemy traktowani jak przysłowiowy koń trojański. Z drugiej strony zależy nam przecież na utrzymaniu, co więcej – na polepszeniu relacji z administracją amerykańską. W tej sytuacji jeśli tylko jest taka możliwość, to lepiej nie zajmować wyraźnego stanowiska w sprawie nuklearnego porozumienia z Iranem. Tym bardziej że nie wiemy, czy problem na linii Unia Europejska – Stany Zjednoczone związany z taryfami celnymi na stal i aluminium się nie pogłębi. Pamiętajmy też, że do tych spornych spraw dojdzie jeszcze inna kwestia, mianowicie czy przedsiębiorstwa z Unii Europejskiej zostaną objęte embargiem czy nie i czy przestrzegają embarga czy też nie. Mamy więc sytuację pewnego niepokoju na linii Unia Europejska – Stany Zjednoczone, a do tego pojawia się również napięcie związane z sytuacją w Iranie.
Czy w tej sytuacji prezydent Trump ma przygotowany scenariusz dalszego działania?
– Przypomnę, że celem zawartej w lipcu 2015 roku umowy między sześcioma mocarstwami (Stany Zjednoczone, Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Chiny i Rosja) a Iranem było ograniczenie programu nuklearnego tego kraju w zamian za stopniowe znoszenie sankcji. Miejmy nadzieję, że to, co robi Donald Trump, unieważniając porozumienie, które zawarł jego poprzednik Barack Obama, co zresztą obecny prezydent obiecywał podczas kampanii wyborczej, że jest to początek jakiejś drogi do zawarcia kolejnego porozumienia, lub scenariusza zmiany władzy w Iranie, ale ten scenariusz będzie się wiązał z jeszcze większym niepokojem i napięciami. Ważne jest zatem to, co się będzie działo później, a więc po zerwaniu porozumienia nuklearnego z Iranem.
Wracając do Polski – jak w tej sytuacji znaleźć złoty środek, skoro Francja, Niemcy i Wielka Brytania krytycznie odniosły się do decyzji Trumpa, również Turcja ostrzega przed destabilizacją regionu, a ONZ wezwała wszystkie kraje do przestrzegania umowy z Iranem? Czy to oznacza, że rysuje się koalicja przeciwko Trumpowi?
– Taka koalicja przeciwko Trumpowi może oczywiście powstać, ale my, będąc członkiem Unii Europejskiej, nie możemy wchodzić w żadne koalicje ze Stanami Zjednoczonymi przeciwko tejże Unii. Jako Polska interesów z Iranem nie mamy, więc lepiej zachować pewien dystans do tej sprawy, tak długo jak tylko będzie można. Jeżeli zaangażujemy się po którejkolwiek ze stron, to zyskamy niewiele. Nie zmieni to naszej sytuacji w relacjach z administracją amerykańską czy w relacjach z Komisją Europejską. Wydaje się zatem, że w miarę możliwości najlepiej zachować tu dystans.
Chyba trudno będzie lawirować na dłuższą metę, skoro Federica Mogerini stwierdziła wręcz, że jest zaniepokojona decyzją Trumpa, a to wskazywałoby, jaki kierunek obiera Unia?
– Szefowa unijnej dyplomacji znana jest z tego, że często wyraża zaniepokojenie w różnych kwestiach, natomiast pytanie jest takie, jakie decyzje w tej sprawie podejmie kanclerz Angela Merkel czy prezydent Emmanuel Macron odnośnie do zaangażowania niemieckich czy francuskich przedsiębiorstw. Dlatego że tak naprawdę to nie Stany Zjednoczone są zaangażowane we współpracę gospodarczą z Iranem, ale właśnie kraje europejskie. W tej sytuacji to, co teraz chce zrobić Donald Trump, to wymóc za pomocą presji zastosowanie embarga – także przez kraje europejskie, po to żeby było ono skuteczne. Jeżeli tego nie będzie, to możemy mieć sytuację patową, sytuację przedłużającego się napięcia. Dlatego cały czas najważniejsze są scenariusze po stwierdzeniu, że porozumienie z Iranem nie obowiązuje. Trzeba też wziąć pod uwagę, że są to również racjonalne przesłanki dla Donalda Trumpa, bo zniesienie sankcji daje środki reżimowi irańskiemu, żeby angażować się chociażby w Syrii. Pojawiają się też sygnały, że Iran nie przestrzega porozumienia nuklearnego. Sytuacja jest więc dość skomplikowana, należy mieć tylko nadzieję, że jest to początek jakichś negocjacji, których efektem będzie nowe, trwałe porozumienie. Natomiast kiedy takiego porozumienia nie będzie, za to będziemy mieli do czynienia z sytuacją długotrwałego impasu i napięcia, to może to wpłynąć nie tylko na działanie rynku – również w Unii Europejskiej – ale rezygnacja z porozumienia może też skutkować pogłębieniem się konfliktów na Bliskim Wschodzie. Jest to szczególnie niebezpieczne. Co więcej, sytuacja społeczno-gospodarcza w Iranie jest trudna i być może administracja amerykańska liczy na zmianę władzy.
A jeśli do zmiany władzy w Iranie nie dojdzie?
– Nie można wykluczyć takiego scenariusza. Zresztą jak wiadomo, każda władza, zwłaszcza osłabiona, broni się, uciekając w konflikty wojenne, po to żeby społeczeństwo w sytuacji konfliktowej jednoczyło się wokół danego przywódcy. Tak czy inaczej mamy tu do czynienia z sytuacją niewątpliwie trudną i czekamy na to, jakie dalsze kroki w tej grze zaplanował Donald Trump.
Wiadomo, kto jest przeciwny zerwaniu porozumienia nuklearnego z Iranem, a może ważniejsze i dające odpowiedź na pytanie, dlaczego Trump zdecydował się na ten krok, jest to, komu szczególnie na tym zależało?
– Oczywiście są takie kraje jak Izrael i Zjednoczone Emiraty Arabskie, które nie kryją zadowolenia z powodu anulowania przez Waszyngton porozumienia nuklearnego z Iranem. Natomiast kraje europejskie są zainteresowane małą stabilizacją. Tyle że tego typu rozwiązania funkcjonują raczej na krótkim dystansie. W tej sytuacji pytanie, które się powtarza brzmi: czy Biały Dom ma jakiś scenariusz na przyszłość? Nie można przecież wykluczyć eskalacji napięcia na Bliskim Wschodzie. Iran, jak wiadomo, angażuje się chociażby w działania w Syrii – jest jednym z kluczowych sojuszników reżimu Baszara al-Asada w wojnie domowej, w której Syria pogrążona jest od siedmiu lat, czy też w Jemenie. I być może na tym poziomie należałoby szukać rozwiązania tej patowej sytuacji na dłuższym dystansie, na trwałe, a nie tylko w formie małej stabilizacji.
Stany Zjednoczone podobno mają dowody, iż Teheran mimo porozumienia wciąż pracował nad programem nuklearnym. Czy zważywszy, że już raz tak było, za prezydentury Busha i zaatakowaniu reżimu Saddama Husajna, ktoś nie wpuszcza Trumpa w maliny?
– Trudno sobie dzisiaj wyobrazić takie zaangażowanie Waszyngtonu. Taka decyzja byłaby bardzo niepopularna w Stanach Zjednoczonych. Natomiast na takim zaangażowaniu – z całą pewnością – zależy Izraelowi. I to właśnie stamtąd płyną sygnały, informacje dotyczące rozwijania arsenału nuklearnego przez Iran. Jaka będzie odpowiedź Waszyngtonu? Z odpowiedzią na tak postawione pytanie radziłbym zaczekać do czasu ujawnienia wspomnianego dalszego scenariusza i ogłoszenia, co zamierza zrobić prezydent Trump. Osobiście raczej widzę Donalda Trumpa – byłego biznesmena – jako twardego negocjatora niż „wojskowego jastrzębia”. W związku z tym wydaje się, że raczej są planowane twarde negocjacje, które mają doprowadzić do nowego porozumienia z Iranem, być może bardziej restrykcyjnego dla irańskiego reżimu niż to, które przed trzema laty zostało zawarte przez ówczesnego prezydenta Baracka Obamę. Miejmy nadzieję, że jest taki rozsądny scenariusz po zerwaniu przez Biały Dom obecnego porozumienia z Iranem. To istotne, bo przecież o pokój tu chodzi.