Dyplomacja twitterowa to za mało
Środa, 2 maja 2018 (21:51)Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak to jest, że z jednej strony z ust prezydenta Donalda Trumpa padają wielkie słowa, że Polska jest wspaniała i jest ważnym sojusznikiem, a w Jersey mamy do czynienia – miejmy nadzieję tylko z próbą – usunięcia pomnika Katyńskiego – ważnego symbolu Polski, ważnego także dla amerykańskiej Polonii?
– Przede wszystkim trzeba przeanalizować strukturę wewnętrzną w Stanach Zjednoczonych, gdzie – po trosze – gospodarz miejsca jest niezależny od władz centralnych. Prawo w jednym stanie jest nieco inne niż w innym, a zatem taka decyzja jest wynikiem pewnej niezależności władzy lokalnej, a prezydent państwa nie może decydować o wszystkim. Tym niemniej rzeczywiście sprawa jest bulwersująca, a sam pomysł usunięcia pomnika Ofiar Ludobójstwa Katyńskiego wywołuje delikatnie rzecz ujmując – duże zdziwienie. Takie zakusy byłyby owszem zrozumiałe, gdy istniał jeszcze Związek Sowiecki, bo to właśnie Sowietom zależało na tym, aby wszystkie znaki pamięci o ofiarach Katynia w miejscach publicznych zostały usunięte. Wprawdzie jest następca tych idei i pewnie też ucieszyłby się, gdyby ta działalność destrukcyjna wobec upamiętniania prawdy o zbrodni ludobójstwa była praktykowana. Przypominam sobie walkę o pomnik londyński, ale w Jersey dodatkowo mamy do czynienia z bardzo wysokiej klasy dziełem sztuki. Przypomnę, że autorem pomnika Ofiar Ludobójstwa Katyńskiego na Exchange Place w Jersey City jest Andrzej Pityński – znakomity twórca, wybitny artysta, ceniony także w Stanach Zjednoczonych. Dlatego próba usunięcia tego pomnika jest rzeczą niebywałą, aczkolwiek jak widać, można podejmować tego typu różne, dziwne decyzje, kiedy na miejscu – skądinąd przepięknej 12-metrowej rzeźby – pojawia się jakiś interes, w tym wypadku rewitalizacja terenu, gdzie – jak słyszymy – ma powstać park.
Trudno to jednak zaakceptować, stąd dla nas, Polaków, takie podejście jest niezrozumiałe…
– Oczywiście jest to dla Polaków przykre, bo jakby zrozumienie dla sprawy polskiej wydaje się być dzisiaj większe niż to bywało wcześniej. Mamy oficjalnie deklarowaną życzliwość Stanów Zjednoczonych, co zresztą widać także po zwiększaniu potencjału militarnego sił amerykańskich w naszym kraju. I to jest istotny symbol tych relacji. Natomiast trzeba też pamiętać, że Stany Zjednoczone są państwem wielonarodowym, wielokulturowym, a więc elementów tworzących społeczeństwo amerykańskie jest wiele i stąd dochodzi do różnych zgrzytów czy starć. W tym wypadku dotknęło to Polski, ale chyba nikt nie chce przypuszczać, że jest to akcja zorganizowana, która ma za zadanie testowanie Polski i Polaków. Niedawno przecież mieliśmy taką sytuację, nazwijmy to, testu naszej odporności.
Jak Pan Profesor zauważył, ten pomnik to obok symbolu także dzieło sztuki i choć – jak słyszymy – po rewitalizacji placu ma wrócić na miejsce, ale istotna jest tu również argumentacja szefa firmy, który na placu nad rzeką Hudson ma wybudować park – mianowicie, że pomnik jest „makabryczny”, niepoprawny politycznie i de facto nieodpowiedni do eksponowania w takiej metropolii, jaką jest Jersey...
– Pomnik rzeczywiście jest w swej wymowie dramatyczny i nic w tym dziwnego, bo symbolizuje zbrodnię ludobójstwa na wielką skalę, a więc coś, co było ogromną tragedią dla polskiego Narodu. Dlatego ten monument w swej drastycznej wymowie dla tych wszystkich, którzy nie znają historii Narodu Polskiego, nie znają wymiaru zbrodni katyńskiej może być dziwny. Nic zatem dziwnego, że trudno im zrozumieć przesłanie i artystyczny wyraz tego dzieła. Oczywiście, z jednej strony wprawdzie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, iż współczesna kultura ma szokować czy wręcz prowokować, to jednak z drugiej strony życzylibyśmy sobie, aby sztuka była piękna, powabna, zachwycająca i niebudząca niepokojów czy kontrowersji. Okazuje się jednak, że trudno jest pogodzić te dwie kwestie.
Jak usunięcie pomnika Ofiar Ludobójstwa Katyńskiego w Jersey, i to w roku setnej rocznicy odzyskania przez Polskę Niepodległości, może wpłynąć na relacje polsko-amerykańskich?
– Nie sądzę, żeby sprawy zabrnęły aż tak daleko. Natomiast dla nas – jeśli rzeczywiście do tego dojdzie – będzie to niewątpliwie bardzo emocjonalne przeżycie i zadanie nam pewnej rany, bo sprawa Katynia jest w naszej, Polaków, świadomości wciąż bardzo ważna, żywa. Z pewnością będzie to dla nas, Polaków w kraju, ale również dla amerykańskiej Polonii, bardzo trudne do zaakceptowania – nawet jeśli w tle pojawiają się obietnice, że po rewitalizacji pomnik Ofiar Ludobójstwa Katyńskiego wróci na swoje dawne miejsce, tyle że być może zostanie on wyeksponowany nieco inaczej niż dotychczas. Oczywiście rana czy rysa na naszej narodowej wrażliwości pozostanie, ale w związku z tym, że jest to decyzja lokalnych władz, z którą Biały Dom i prezydent Donald Trump nie mają właściwie nic wspólnego, to sprawa ta nie będzie rzutowała na wzajemne polsko-amerykańskie relacje. Aczkolwiek – jak wspomniałem – zadra pewnie w nas pozostanie, że oto nawet w przyjaznych nam Stanach Zjednoczonych możemy spodziewać się czasem jakiegoś bolesnego ciosu.
Komu zależy na zaognianiu relacji między Stanami Zjednoczonymi a Polską?
– Polska ma wrogów, i to nie mało. Wśród nich są również sprawcy ludobójstwa katyńskiego oraz ich spadkobiercy – dzisiaj często bardzo wpływowi, którzy w różny sposób starają się zacierać ślady zbrodni. Po za tym sprawa ta jest na rękę siłom mało życzliwym Polsce, co więcej, trzeba powiedzieć, że również w kraju są dzisiaj ludzie, którzy będą się cieszyć, jeżeli coś, cokolwiek dotknie ekipę, która jest wrażliwa na historię, która dba o politykę historyczną naszej Ojczyzny. Wrogów zewnętrznych, wrogów wewnętrznych będzie zatem nie mało, należy też sądzić, że nie zabraknie również tych, którzy okażą się pożytecznymi idiotami i choćby nabiorą się na argument, że pomnik jest nazbyt drastyczny w swojej formie i w swym artystycznym wyrazie i należy się go pozbyć, bo szokuje. Ci ludzie czy też środowiska będą się starali choćby ten argument mocniej zaakcentować. Wyrachowanych przeciwników lub pożytecznych idiotów, którzy będą chcieli Polsce zaszkodzić, jest całkiem sporo.
Jaką rolę w obronie polskiego symbolu pamięci o zbrodni dokonanej na polskich oficerach przez sowieckie NKWD powinna odegrać Polonia Amerykańska?
– Warto przypomnieć, że pomnik Ofiar Ludobójstwa Katyńskiego w Exchange Place w Jersey powstał dzięki wieloletnim staraniom społeczności polsko-amerykańskiej w Jersey City, a głównie dzięki staraniom weteranów polskiego i amerykańskiego pochodzenia. Dzieło Andrzeja Pityńskiego od 1991 roku stało się trwałym świadectwem polskości w Ameryce, a jednocześnie świadectwem prawdy o zbrodni popełnionej na Polakach przez Sowietów. Polonia Amerykańska, a także Kongres Polonii Amerykańskiej jest instytucją bardzo ważną i patrząc na dorobek, jestem pełen uznania, ale z drugiej strony Polonia wykazuje bardzo dużo niedowładu. Inna rzecz, że przez długi czas – patrząc z perspektywy Warszawy – nie docenialiśmy naszej Polonii i być może z tego powodu również oni nie do końca się organizowali tak, jak powinni. Być może dlatego Polonia Amerykańska, która w wielu kwestiach była pomocna Polsce, nie wykazywała się do końca zaangażowaniem i z tego wynika, że jest ona daleka od tego, co możemy określić mianem legalizmu – mianowicie, że musimy coś wywalczyć dla Polski. Dzisiaj wciąż jeszcze wśród Polonusów panuje przekonanie, że skoro ojczysty kraj nas nie potrzebuje albo potrzebuje za mało, to my nie będziemy się specjalnie angażować. Natomiast sprawa pomnika jest bardzo emocjonalna i jak sądzę próba jego usunięcia wywoła dużą eskalację protestów, sprzeciwów. W tym wypadku liczę, że Polonia Amerykańska stanie w obronie tego monumentu i władze lokalne Jersey nie będą mogły wobec tego przejść obojętnie.
A jak powinno wyglądać zaangażowanie władz Polski, wiadomo, że głos zabrał już ambasador RP Piotr Wilczek?
– Pan ambasador zamieścił swoje stanowisko na Twitterze. Przy całym szacunku muszę przyznać, że z rezerwą podchodzę do tej skądinąd bardzo modnej twitterowej dyplomacji. No cóż, widocznie taki jest współczesny świat, który posługuje się najnowszymi zdobyczami techniki także w sferze komunikacji. Jest modne, że nawet przywódcy największych państw posługują się tym narzędziem komunikacji. Natomiast w sprawie pomnika katyńskiego w Jersey wolałbym, aby ambasador RP nie czuł się zwolniony z innych działań, bo zamieścił już swoje stanowisko na Twitterze. Przy możliwościach współczesnej dyplomacji bardzo ważne jest utrzymywanie dobrego kontaktu przede wszystkim z wpływowymi osobistościami w Ameryce, osobami życzliwymi Polsce i Polakom. A zatem jest to kolejne pole działań, które trzeba zagospodarować i wykorzystać. Twitter jest działaniem pod publiczkę, stąd zamieszczenie za jego pośrednictwem oświadczenia czy komunikatu jest bardzo ogólnym wezwaniem do działania, ale oprócz tego potrzebne są także inne dyplomatyczne przedsięwzięcia, o których jako opinia publiczna wcale nie musimy wiedzieć, bo dyplomacja – jak wiadomo – lubi dyskrecję, ale ważne, żeby działania zostały podjęte i były skuteczne.