Zaskakująca amnezja byłego premiera
Poniedziałek, 23 kwietnia 2018 (21:49)Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jaki obraz państwa w obliczu tragedii smoleńskiej rysuje się po dzisiejszym przesłuchaniu byłego premiera Donalda Tuska przed Sądem Okręgowym w Warszawie, w procesie Tomasza Arabskiego, w związku z wizytą prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu 10 kwietnia 2010 roku?
– To państwo zostało – zresztą trafnie – nazwane na słynnych taśmach nagranych w restauracji „Sowa i Przyjaciele” przez członka ekipy Donalda Tuska, ówczesnego szefa MSWiA Bartłomieja Sienkiewicza. Nic zatem dziwnego, że państwo polskie za rządów koalicji PO – PSL zostało nazwane państwem teoretycznym, czy jak to określił podczas przesłuchania przed komisją ds. Amber Gold syn premiera Tuska Michał wręcz państwem lipą. W związku z tym jeśli tak państwo nazywają prominentni działacze, członkowie tamtego rządu czy osoby związane z władzą, to taki przekaz jest – po pierwsze – wiarygodny, a po drugie – z tego właśnie względu Polacy pokazali Platformie czerwoną kartkę.
Najczęściej pojawiającymi się w odpowiedziach Tuska były słowa: nie pamiętam, nie wiem, nie mam wiedzy, nie mam opinii na ten temat, nie umiem powiedzieć, nie brałem udziału. Tak powinien odpowiadać były premier polskiego rządu?
– Myślę, że słowa wypowiedziane dzisiaj przed sądem – pierwszy raz pod przysięgą – przez Donalda Tuska powinny zostać skonfrontowane z rzeczywistością. Donald Tusk, stając przed warszawskim sądem, oczywiście zasłania się niepamięcią, ale cóż innego może w tej sytuacji powiedzieć. Jeśli trudno jest zbudować inny wiarygodny, spójny logicznie obraz to nie pozostaje nic innego jak przyjąć taką, a nie inną linię obrony. Nic zatem dziwnego, że zasłania się niepamięcią, niewiedzą czy wręcz unika odpowiedzi na niewygodne pytania. Skoro jednak nic nie wie, nic nie pamięta, to pytanie, jakie musi paść, brzmi: – jak w takim układzie ten człowiek sprawował rządy w Polsce?
Zasłanianie się niepamięcią może być argumentem do przyjęcia?
– To jest argument, który przyjmą tylko sympatycy Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Oni patrzą na tego polityka przez różowe okulary, co sprawia, że zawsze znajdą dla wypowiadanych przez niego słów zrozumienie. Natomiast przeciwnicy Platformy będą krytykować. Jeżeli Donald Tusk mówi o rozdzieleniu wizyt, że był to temat publicystyczny czy polityczny, który niespecjalnie go interesował, albo wręcz nie pamięta szczegółów, to trzeba mieć naprawdę pamięć złotej rybki, która bardzo szybko zapomina, co się dzieje. Trudno uwierzyć, że były premier nie pamięta, iż właśnie ta kwestia dotycząca rozdzielenia wizyt była przedmiotem sporu i debaty między ówczesnymi Kancelariami Premiera i Prezydenta. Była także elementem wypowiedzi medialnych śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To pokazuje, jak za rządów Platformy funkcjonowało państwo polskie.
Czyli jak…?
– Mieliśmy boksowanie polityczne, w czym dość umiejętnie odnajdował się premier Donald Tusk, który potrafił dostarczać mediom materiały, które go interesowały, tym samym niejako narzucając swoją narrację. Nic zatem dziwnego, że część mediów określa dzisiaj premiera Morawieckiego nudnym, bo prezentuje różnego rodzaju ważne dla Polaków projekty społeczno-gospodarcze, bo w tej funkcji Donald Tusk był bardziej interesujący. I nie ma nic do rzeczy, że zamiast namacalnych efektów rządzenia Tusk prowadził grę ładnie wyglądającą od strony PR-owej, a de facto była to polityka dysfunkcjonalna służąca zdyskredytowaniu czy to prezesa Jarosława Kaczyńskiego, czy urzędującego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To nie była polityka w pozytywnym tego słowa znaczeniu rozumiana jako działanie na rzecz dobra wspólnego, to nie było rozwiązywanie problemów społeczno-gospodarczych państwa i obywateli, ale boksowanie się, personalizowanie sceny politycznej tak, żeby definiować wybory, decyzje polityczne Polaków jako spór personalny, osobowościowo, a nie na płaszczyźnie, kto lepiej rozwiązuje problemy, czy unika pułapek, które stoją przed Polską.
Zakładając nawet, że państwo w tamtym czasie działało teoretycznie, czy fakt, iż w katastrofie ginie prezydent i najważniejsze osoby w państwie, nie jest wystarczającym argumentem dla premiera, aby poważnie zainteresować się wyjaśnianiem przyczyn i okoliczności tragedii, a nie oddawać śledztwo w ręce Rosjan?
– W krajach brytyjskich czy państwach skandynawskich wystarczającym powodem do przyjęcia odpowiedzialności politycznej, do dymisji jest użycie karty kredytowej w celach prywatnych. Tu natomiast mamy do czynienia z ewidentnymi zaniedbaniami jeśli chodzi o organizację wizyty prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu, które być może przyczyniły się do największej w powojennych dziejach Polski tragedii, ponadto państwo nie było przygotowane do wyjaśnienia przyczyn katastrofy, bezwolnie oddając inicjatywę i śledztwo w obce ręce. Rosjanie w tego typu kryzysowych sytuacjach doskonale sobie radzą i nie bez powodu wybrali sposób wyjaśnienia okoliczności tej katastrofy – myślę o konwencji chicagowskiej, na podstawie której to strona rosyjska przejęła śledztwo. W obliczu narodowej tragedii państwo polskie zawiodło. Jednak problem polega na tym, że jeśli chodzi o odpowiedzialność, niestety nie ma na to konkretnych dowodów, a skoro tak, to politycy ówcześnie rządzący Polską nie chcą przyjąć na siebie winy za to, co się wydarzyło przed, jak i po katastrofie smoleńskiej. W tej sytuacji pozostaje tylko kwestia politycznej dojrzałości społeczeństwa, które albo zapomni o odpowiedzialności politycznej określonych osób, albo będzie pamiętać i pokaże to przy urnach podczas kolejnych wyborów.
Czy fakt, iż państwo w obliczu narodowej tragedii nie zadziałało, a Tusk jako sprawujący funkcję premiera nie podjął żadnych działań, żeby Polska prowadziła śledztwo, należy rozpatrywać tylko w kategoriach politycznych czy także prawnych, karnych?
– Sąd z reguły nie chce się wypowiadać w kwestii niedopełnienia obowiązków przez takie osoby jak premier itd., bo trudno jest dokonywać takiej oceny. Po to jest Trybunał Stanu, który jak pamiętam, dość rzadko wydaje wyroki. Kłopot polega na tym, że w tej sprawie dotykamy problemu braku kompetencji politycznych, co w dużej mierze ogranicza się do zarządzania kryzysami politycznymi i PR-em. Trudno w tej sytuacji o ocenę tych kwestii przez sąd, bo dotykamy tu sfery politycznej. Władza sądownicza miałaby zatem duży kłopot z wydaniem wyroku, chociaż z drugiej strony niekompetencja, a więc odpowiedzialność urzędnicza ówcześnie sprawujących władzę wydaje się być oczywista i bezsporna. Tyle tylko, że jest ona na tyle rozmyta, na tyle przeważają tu subiektywne oceny, że zdaje się żaden sąd nie będzie chciał się podjąć oceny i wydania werdyktu w tej sprawie.
Skoro mowa o odpowiedzialności politycznej, to w kontekście przyszłych wyborów prezydenckich i ewentualnego powrotu Donalda Tuska do polskiej polityki musi się pojawić pytanie, czy taki polityk mógłby sprawować najwyższy urząd w państwie?
– To jest zdaje się w miarę oczywiste, że Donald Tusk, któremu upływa kadencja szefa Rady Europejskiej, będzie się ubiegał o najwyższy urząd w państwie w przyszłych wyborach prezydenckich. Pytanie brzmi: – czy i na ile wyborcy potraktują lata spędzone przez tego polityka na salonach brukselskich jako swoisty polityczny czyściec i czy upływ czasu sprawi, że czerwona kartka pokazana Platformie w 2015 roku przez Polaków okaże się wystarczająca karą? Jest także kwestia, czy wyborcy wciąż będą mieli w pamięci słowa o państwie teoretycznym i obrazy pokazujące – w dużej mierze przegraną państwa, które za rządów koalicji PO – PSL zostało w dużej mierze – wraz ze śledztwem i wrakiem Tu145-M zepchnięte do narożnika i oddane w ręce Rosjan, czy może ta pamięć z czasem ulegnie zatarciu?
Polacy o tym zapomną?
– Moja opinia jest niestety dosyć pesymistyczna, tzn. wyborcy konserwatywni owszem będą pamiętać o tym, co się wydarzyło w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku i kto ponosi za to winę, ale inni będą patrzeć na tę tragedię przez partyjne okulary. Tym samym wyborcy o poglądach liberalnych czy centrolewicowych mogą głosować na Donalda Tuska, widząc w nim alternatywę dla obozu Zjednoczonej Prawicy, a zwłaszcza dla Prawa i Sprawiedliwości. Z tego wyłania się pewien dość pesymistyczny obraz, a mianowicie, że wciąż są ludzie gotowi opowiedzieć się za państwem teoretycznym, państwem określanym jako „…kamieni kupa”. Najsmutniejsze jest jednak to, i nie jest to tylko subiektywna ocena eksperta czy obserwatora polityki, ale całkiem realna wizja, że ten obóz może powrócić do władzy. Jeśli tak, to nie można wykluczyć, że możemy ponownie mieć okres państwa teoretycznego.