Hipokryzja opozycji
Wtorek, 17 kwietnia 2018 (22:46)Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Senat bez poprawek przyjął nowelizacje tzw. ustaw sądowych. To odpowiedź na oczekiwania Komisji Europejskiej, ale czy nie zmienia istoty reformy?
– W jakimś zakresie jest to odpowiedź na oczekiwania Komisji Europejskiej, ale – co godne podkreślenia – nowelizacja nie zmienia istoty reformy. W szczególności jeśli chodzi o ustawę o ustroju sądów powszechnych nowelizacja wprowadza wymóg, aby przed odwołaniem prezesa czy wiceprezesa danego sądu minister sprawiedliwości był zobowiązany zasięgnąć opinii kolegium sądu. Tylko pozytywna opinia będzie upoważniała szefa resortu sprawiedliwości do odwołania prezesa lub wiceprezesa sądu. Ale gdyby ta opinia była negatywna, a minister w dalszym ciągu obstawałby przy swoim zamiarze, to wówczas może zwrócić się do Krajowej Rady Sądownictwa o taką opinię. Druga istotna zmiana dotyczy Krajowej Rady Sądownictwa. Jest to reakcja na działania obstrukcyjne ze strony I prezes Sądu Najwyższego. Nowelizacja polega na tym, że w sytuacji, gdy I prezes Sądu Najwyższego nie wywiąże się ze swojego obowiązku, wówczas posiedzenie KRS zwoła najstarszy wiekiem sędzia – członek KRS.
Kolejną zmianą w tym pakiecie dotyczącym sądów i trybunałów jest kwestia publikacji rozstrzygnięć Trybunału Konstytucyjnego…
– Takie oczekiwania miała zarówno Komisja Europejska, jak i opozycja, w związku z tym przyszedł moment, że rozstrzygnięcia mogą być publikowane. Ustawa dotyczy rozstrzygnięć Trybunału Konstytucyjnego, które zostały wydane z rażącym naruszeniem prawa. Opozycja podnosi, że ustawa w tym zakresie nie jest konieczna, bowiem kwestie publikacji Trybunału rozstrzyga już sama Konstytucja RP, a zatem taka regulacja nie jest potrzebna. Podkreślam jednak, że Konstytucja mówi o publikacji wyroków, a to, z czym mamy do czynienia, na miano wyroków nie zasługuje, o czym wielokrotnie już wspominałem przy innych okazjach. Mianowicie organy władzy publicznej na mocy Konstytucji są zobowiązane działać na podstawie prawa i w granicach prawa. W odniesieniu do rozstrzygnięć TK nie działał na podstawie prawa i w granicach prawa. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież orzeczenia TK są ostateczne, w związku z tym kto miałby je kontrolować? Otóż, jeżeli ustawa przewidywała, że Trybunał ma orzekać w pełnym, czyli w 15-osobowym składzie, a orzekał w składzie pięcioosobowym, to nie trzeba być wybitnym prawnikiem, a wystarczy umieć liczyć do 15, żeby stwierdzić, iż TK nie zastosował się wówczas do obowiązującego prawa. Skoro jednak jest takie oczekiwanie, żeby ten fakt został opublikowany, to rzeczywiście przyjęliśmy takie rozwiązania prawne, które pozwolą na opublikowanie rozstrzygnięć niebędących wyrokami. Tak zatem w nowelizacji przyjęto, że zostaną opublikowane rozstrzygnięcia TK z jednoczesnym zaznaczeniem, że zostały one podjęte z rażącym naruszeniem prawa.
To pokazuje, że dialog z KE jest prowadzony, tymczasem słychać, że zwolennikiem porozumienia Polski z KE bynajmniej nie jest Donald Tusk, który – jak twierdzi jeden z portali – ma rozpowiadać po Brukseli, że PiS go aresztuje i jego syna także…
– Opozycja nie ma dziś Polsce, Polakom niczego do zaoferowania, dlatego wszelkimi sposobami próbuje doprowadzić do destabilizacji życia publicznego w kraju. Nawet z ostatniej, sobotniej konwencji Platformy i Nowoczesnej wynikało, że programem działania tych formacji jest anty-PiS, a więc przejęcie władzy, ale zdobycie władzy tylko dla jej posiadania, natomiast nie ma żadnej oferty programowej. Opozycja totalna próbowała i próbuje tę władzę zdobyć przy pomocy ulicy i zagranicy, i paradoksalnie Platforma, która tak domagała się publikacji wyroków TK, dzisiaj już tak bardzo tym zainteresowana nie jest. W interesie Platformy nie leży wygaszanie jakiegokolwiek sporu, a jego podsycanie. Zresztą to nie pierwszy przypadek, kiedy napięcie pomiędzy KE a polskim rządem jest tym, czego oczekuje opozycja. Natomiast kiedy są prowadzone rozmowy i trwa dialog, gdy dochodzi do wygaszenia sporu i coraz bliżej jest do kompromisu, to opozycja jest niezadowolona i podejmuje wszelkie wysiłki, żeby eskalować napięcia. To jest jedyne paliwo polityczne, bo niczego innego – jak widać – opozycja nie ma Polsce i Polakom do zaoferowania.
Czemu zatem miałoby służyć przejęcie władzy w Polsce przez totalną opozycję?
– Prawdopodobnie również powód jest taki, jak wspomina Donald Tusk. Wydaje się, że wielość afer, z jakimi mieliśmy do czynienia za czasów rządów koalicji PO – PSL, stanowi wielkie obciążenie dla tego obozu i jednocześnie może rodzić obawy konsekwencji prawnych. W związku z tym przejęcie władzy miałoby zapewnić bezkarność w przypadku stwierdzenia przez powołane do tego organy, że do przestępstwa doszło. W tym kontekście trzeba też widzieć zapowiedź Grzegorza Schetyny, że kiedy dojdą do władzy, to zlikwidują CBA. Można powiedzieć, że za rządów koalicji PO – PSL uczyniono wiele, żeby CBA nie robiło tego, co do jego zadań należy. Między innymi ten parasol ochronny pozwalał na rozwój afer takich jak Amber Gold i szereg innych, znacznie bardziej brzemiennych w skutkach. Podczas rządów Platformy ograniczano środki finansowe na funkcjonowanie CBA. Doprowadzono do tego, że CBA dysponowało środkami na utrzymanie i funkcjonowanie obiektów, na wynagrodzenia, ale brakowało pieniędzy na to, co jest istotą tej służby, a więc na działania o charakterze operacyjnym. Jednym słowem podejmowano wysiłki, żeby CBA nie ujawniało korupcji w Polsce. Teraz Schetyna zapowiada, że kiedy dojdą do władzy, to w ogóle zlikwidują CBA i Instytut Pamięci Narodowej. To wszystko – jak widać – układa się w jedną całość i najprawdopodobniej dążenie do przejęcia władzy przez Platformę jest dążeniem do tego, aby zapewnić sobie bezkarność. Również i w tym kontekście upatruję wysiłki Platformy, PSL, aby w wymiarze sprawiedliwości nie doszło do reform. Wszak jak mówił senator Jan Rulewski, mają swoich sędziów, którzy – jak można się domyślać – mieliby zapewnić bezkarność tym, którzy naruszyli prawo.
Reformowaniu państwa także w obszarze wymiaru sprawiedliwości służy KRS w nowym składzie, ze zwołaniem posiedzenia, której zwlekała prezes Małgorzata Gersdorf. Ostatecznie zmieniła zdanie, ale przysłuchując się jej argumentacji, można było odnieść wrażenie, że tłumaczy się ze swojej decyzji. Przed kim i dlaczego?
– Przede wszystkim I prezes Sądu Najwyższego należy do tej części środowiska sędziowskiego, które podejmowało wysiłki, żeby nie doszło do żadnej reformy wymiaru sprawiedliwości. Z drugiej strony prof. Małgorzata Gersdorf jako prawnik miała świadomość, że nie wypełnia obowiązku, jaki nakłada na nią prawo. Mianowicie I prezes Sądu Najwyższego w sytuacji, kiedy nie ma przewodniczącego KRS ani wiceprzewodniczących, jest zobowiązany zwołać posiedzenie KRS. Prezes Gersdorf tego nie czyniła, licząc na to, że w ten sposób zablokuje reformę. Chodziło o to, że jak KRS nie pracuje, to wówczas nie można prowadzić dalej reformy, nie można obsadzać stanowisk, w tym również w Sądzie Najwyższym i w Izbie Dyscyplinarnej tego sądu. Gdy jednak zorientowała się, że parlament poradził sobie z tym zaniechaniem, z obstrukcją, i przyjął ustawę, a co za tym idzie, posiedzenie KRS może zwołać najstarszy wiekiem sędzia – członek KRS, to wówczas zdecydowała się sama zwołać posiedzenie KRS.
A więc konieczność zaważyła na decyzji prezes Gersdorf?
– Można powiedzieć, że z jednej strony świadomość bezprawności działania, zaniechania, bo miała taki obowiązek, z drugiej strony nieskuteczność działań blokujących w obliczu nowelizacji prawa skłoniły prezes Gersdorf do tego, ażeby zwołać posiedzenie KRS. Komentarze, jakimi opatrzyła swoją decyzję, są niedopuszczalne z punktu widzenia sędziego. Świadczą o wielkim zaangażowaniu politycznym, które jest negatywną przesłanką w przypadku sprawowania urzędu sędziego. Wszak – zgodnie z Konstytucją – sędziowie winni zachować swoją apolityczność, tymczasem I prezes Sądu Najwyższego wykazała swoje daleko idące zaangażowanie polityczne. I druga sprawa – podjęła się oceny zgodności reformy wymiaru sprawiedliwości z Konstytucją. A przecież jako prawnik doskonale wie, że każda ustawa, w tym również te dotyczące wymiaru sprawiedliwości, co jest rzeczą oczywistą, korzystają z domniemania zgodności z Konstytucją RP, a więc są uważane za zgodne z Ustawą Zasadniczą. Wszystkie ustawy przyjęte przez parlament, podpisane przez prezydenta i opublikowane w Dzienniku Ustaw są uważane za zgodne z Konstytucją dotąd, dopóki organ uprawniony do tego nie stwierdzi inaczej. Jedynym organem uprawnionym do stwierdzenia, czy przepisy ustawy są zgodne z Konstytucją czy też nie, jest Trybunał Konstytucyjny, a nie inne instytucje państwowe, nie mówiąc już o poszczególnych sędziach, w tym również o I prezes Sądu Najwyższego.
Jakie są najpilniejsze sprawy do załatwienia przez KRS, której pierwsze posiedzenie w nowym kształcie odbędzie się 27 kwietnia?
– Przede wszystkim od strony formalnej KRS musi się ukonstytuować, a więc wybrać przewodniczącego, wiceprzewodniczących i inne organy. Druga kwestia, już merytoryczna, to przede wszystkim obsadzenie stanowisk w Sądzie Najwyższym. Zgodnie z przyjętymi nowelizacjami w Sądzie Najwyższym powinno być 120 stanowisk sędziowskich, przy czym w tej chwili obsadzonych jest niewiele ponad 80, z czego 38 sędziów osiąga wiek emerytalny. Czy wszyscy odejdą, tego nie wiem, bowiem rozwiązania ustawowe przyjęte w projekcie prezydenta Andrzeja Dudy zakładają, że ci sędziowie, którzy uzyskali wiek emerytalny, mogą się zwrócić do głowy państwa o przedłużenie pracy na stanowisku sędziowskim. Nie wiem zatem, ilu sędziów skorzysta z tego uprawnienia i w ilu przypadkach prezydent taki wniosek uwzględni. Tak czy inaczej do obsadzenia w Sądzie Najwyższym pozostaje wiele stanowisk. Również KRS jako jedyny organ w Polsce jest uprawniona do tego, aby przedstawiać kandydatów na stanowiska sędziowskie na wszystkich szczeblach wymiaru sprawiedliwości. I m.in. tymi sprawami KRS musi się zająć.