Warszawa na przedwiośniu
Sobota, 24 marca 2018 (19:41)Warszawa w okresie przedwiośnia nie wygląda dobrze. Miasto sprawia wrażenie, że jest zaniedbane, bez gospodarza. Na krawężnikach ulic i na chodnikach zalegają złogi piasku wysypywanego zimą, na trawnikach wyszły spod śniegu ślady bytności czworonogów niesprzątnięte przez opiekunów. Wiosną trawa litościwie przykryje ten bałagan.
Prace w mieście
Są w naszym mieście piękne domy, zadbane ulice, ale są również miejsca i ulice, a nawet dzielnice, których wygląd można i trzeba poprawić. Nie ma nadzoru nad prowadzeniem inwestycji budowlanych. Najbliższe budowy ulice są pokryte błotem, jakie pozostawiają ciężarówki, nikt tego nie sprząta.
Naprawa ulic przebiega wolno, pracownicy nie dbają o elementarny porządek w miejscu, gdzie prowadzone są prace i w najbliższym otoczeniu. Nie ostrzega się kierowców zawczasu, że będzie przeszkoda na jezdni, płot otaczający miejsce, gdzie trwają prace, pojawia się niespodziewanie, nie ma ostrzeżenia kilkadziesiąt metrów wcześniej. W nocy płot jest słabo widoczny, nie ma na nim ostrzegawczych świateł. Tragedia może wydarzyć się w każdej chwili. Prace przy ul. Wiertniczej trwają od kilku miesięcy w takim właśnie stylu i końca nie widać. Chodniki wzdłuż całej ulicy Miodowej są rozkopane, ludzie grzęzną w błocie, a na budowie nie ma ani jednego pracownika.
Mam wrażenie, że obecna administracja miasta, na której kładą się cieniem afery związane z prywatyzacją kamienic, z tolerowaniem niejasnych układów w urzędzie miasta, chce tylko jakoś dotrwać do końca kadencji. Zmęczenie wynikające z ogromnego wysiłku, jakiego wymagał skomplikowany proces prywatyzacji nieruchomości, można zrozumieć. Mam pewien pomysł, by poprawić sytuację. Czyścicieli kamienic trzeba oddelegować do czyszczenia ulic.
Dla zwykłych ludzi
Turystów w Warszawie niewielu, zimna aura tegorocznego przedwiośnia odstrasza. Oferta gastronomiczna również nie przyciąga. Jednym z naszych oryginalnych, ale bardzo dobrych pomysłów były kiedyś bary mleczne. Znajomi z zagranicy byli zaskoczeni takim pomysłem. Dla nich bar kojarzy się raczej z piwem, frytkami, a tutaj – bar z mlekiem! Ale jedzenie im smakowało.
W każdym mieście było i nadal jest ich kilka, znany jest bar mleczny w Krakowie przy Grodzkiej, długoletnią zasłużoną sławą cieszy się bar „Poranek” w Słupsku. W Warszawie był kiedyś dobry bar mleczny „Szwajcarski” przy Nowym Świecie, a i teraz kilka przetrwało: przy Marszałkowskiej, Kruczej, Krakowskim Przedmieściu. Warto o nie zadbać, by dla ludzi, którzy się śpieszą, studentów, emerytów jedzenie w przeróżnych kebabach, barach chińskich czy wietnamskich nie było jedyną, dość nudną alternatywą.
Niedawno byłem na Starym Mieście przy ul. Świętojerskiej, zauważyłem tam bar mleczny „Barbakan”. Postanowiłem odnowić studenckie wspomnienia i sprawdzić, czy nadal się tam woła: „Leniwe odebrać proszę!”. Ludzi było dość dużo, także obcokrajowców. Wnętrze jednak nie spełnia kryteriów lokalu gastronomicznego w zabytkowej, turystycznej dzielnicy. Wymaga radykalnego odświeżenia. W oknach domowe firanki, ale szpary w nich uszczelnione są przy pomocy szmatek czy sznurków. Zima była ostra tego roku. Tablica z nazwami posiłków i cenami jest całkowicie nieczytelna, zawiera różne uzupełnienia, skreślenia, poprawki. Rzuca się w oczy ogólny bałagan. Ceny są niskie, ale czy ma to oznaczać brak dbałości o detale? Panie bardzo miłe, nadal nie tolerują spóźnień przy odbieraniu posiłków.
Najgorszym pomysłem byłoby zamknięcie tego „lokalu”. Bar mleczny jest na staromiejskim szlaku niezbędny. Potrzeba dwóch dni na odnowienie całości. Nie słyszałem, by budynek przy Świętojerskiej, gdzie bar się mieści, był na liście tak sprytnie prywatyzowanych nieruchomości. A więc nie będzie przeszkód, żeby zrobić coś pożytecznego dla zwykłych ludzi. Zachęcam ratusz do działania. Mam nadzieję, że elity nie zgłoszą sprzeciwu. W barach mlecznych ośmiorniczek się nie podaje.
prof. Bogdan Chazan