• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Jaki lider, taka opozycja

Środa, 7 marca 2018 (20:50)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Czy akt oskarżenia dla byłego lidera KOD Mateusza Kijowskiego jest dla Pana zaskoczeniem?

– Oczywiście nie jest to dla mnie zaskoczenie. Przecież było wiadomo, że postępowanie zostało wszczęte już kilka miesięcy temu i dotyczyło procederu niezgodnego z prawem wykorzystywania publicznych pieniędzy przez Mateusza Kijowskiego, o czym – jak pamiętamy – mówili także, a może przede wszystkim jego współpracownicy – członkowie Komitetu Obrony Demokracji. Było zatem tylko kwestią czasu, jeżeli byłyby na to dowody – a rozumiem, że takie dowody są, i to dowody twarde – aby prokuratura podjęła stosowne działania. W związku z tym prokuratura była zobligowana, aby taki akt oskarżenia pod adresem Mateusza Kijowskiego do sądu skierować.     

Jaką wiarygodność ma człowiek, który walczy o rzekomo zagrożoną demokrację, a za chwilę słyszymy, że prokuratura stawia mu zarzut przywłaszczenia pieniędzy ze zbiórek publicznych?

– Tę wiarygodność ocenili nawet sami członkowie KOD oszukani przez Mateusza Kijowskiego. KOD na dzisiaj wprawdzie nie funkcjonuje, a sam Kijowski próbuje wykreować jakąś nową inicjatywę, coś w rodzaju nowego ruchu czy stowarzyszenia, ale jego wiarygodność jest w tym momencie żadna. Myślę, że nawet członkowie opozycji parlamentarnej – mam tu na myśli Platformę i Nowoczesną – którzy jeszcze nie tak dawno stawali w jednym szeregu z Mateuszem Kijowskim jako trybunem ludowym, dzisiaj z zawstydzeniem przyznają się do wspólnego działania z tym człowiekiem. Innego wyjścia nie mają, bo przypomnę, iż w pewnym momencie oskarżony dzisiaj Kijowski był trybunem, a wręcz liderem tzw. opozycji totalnej, i to zarówno tej parlamentarnej, jak i pozaparlamentarnej. Jest to z całą pewnością sytuacja mało komfortowa, a wręcz żałosna, i to zarówno dla opozycji parlamentarnej, jak i pozaparlamentarnej, że z taką osobą współpracowali na oczach całej Polski.

Wybiegając w przyszłość, może potrzebna jest jakaś korekta prawna dotycząca obiegu pieniędzy ze zbiórek publicznych?

– Zmiany w ustawie o zbiórkach publicznych są rzeczywiście konieczne i – jak wiadomo – są przygotowywane przez resort spraw wewnętrznych. Zresztą mówił o tym dzisiaj wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker. Myślę, że działania pójdą właśnie w tym kierunku, żeby ten system uszczelnić. Ustawa o zbiórkach publicznych – co by nie powiedzieć – powinna być znowelizowana, bo – jak się okazuje – za dużo jest luk prowadzących do tego typu nieprawidłowości. Aczkolwiek w tym konkretnym przypadku mieliśmy do czynienia z sytuacją tak ewidentną, w sposób tak oczywisty naruszającą obecnie obowiązującą ustawę, że pozwoliło to na ujawnienie i skierowanie aktu oskarżenia do sądu. Natomiast na przyszłość należałoby ochronić osoby, które w swojej naiwności, na rzecz różnych podejrzanych inicjatyw przekazują swoje pieniądze, i to bez jakichkolwiek gwarancji, że te środki zostaną wykorzystane we właściwy sposób, a nie staną się łupem oszustów.

Czy to gwóźdź do politycznej trumny nie tylko dla Mateusza Kijowskiego, ale także dla KOD?

– Mateusz Kijowski nie ma już czego szukać w polskiej polityce. Nie sądzę, żeby nagle objawili się obrońcy i tak przegranej idei. Co prawda tzw. totalna opozycja i sam Mateusz Kijowski starają się jeszcze robić dobrą minę do złej gry i usiłują wmówić ludziom, że prokuratura złożyła akt oskarżenia, żeby przykryć inne sprawy, np. związane z wyborem sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa. Tyle tylko, że jest to kompletny absurd. Przypomnę, że przy postępowaniu, które toczyło się wiele miesięcy, ale jednocześnie postępowaniu, gdzie od samego początku były dokumenty czarno na białym świadczące o tym, że podejrzenie przestępstwa wobec Mateusza Kijowskiego jest w tym wypadku uzasadnione, prokuratura nie miała innego wyjścia jak skierować do sądu akt oskarżenia. W takich sytuacjach nigdy nie ma dobrego momentu, ale ważne jest, żeby wygrała sprawiedliwość. Natomiast jeśli chodzi o przyszłość polityczną Mateusza Kijowskiego, to jest to już – jak sądzę – kwestia zamknięta. W tym momencie były lider KOD jest już praktycznie poza polityką. Co prawda spektakl będzie jeszcze przez jakiś czas trwał, natomiast nie sądzę, żeby sam zainteresowany znalazł zwolenników wśród zdroworozsądkowo myślących ludzi.

Czy problemy Kijowskiego będą rzutować na notowania, wizerunek całej tzw. totalnej opozycji?

– Czas pokaże, jak się to przełoży na poparcie dla ugrupowań, które na marszach KOD ramię w ramię stawały z Mateuszem Kijowskim. Jeśli dzisiaj ktoś będzie próbował usprawiedliwić jego działania polegające na sprzeniewierzeniu środków publicznych – przypomnę, że mówimy tu o ok. 121 tysiącach złotych ze zbiórek komitetu społecznego KOD, bo takiej kwoty dotyczy zarzut – kto będzie usiłował to bagatelizować i relatywizować po to żeby obronić Kijowskiego, sam się skompromituje. Myślę, że dzisiaj ze strony tzw. opozycji totalnej nikt taki się nie znajdzie. Oczywiście nikt na razie nie feruje wyroków, bo jak każdy obywatel również Mateusz Kijowski ma prawo do sprawiedliwego procesu i obrony i pewnie skorzysta z pomocy prawnej.

W jakiej pozycji stawia to także elity brukselskie, które – jak pamiętamy – na salonach gościły Kijowskiego jako obrońcę demokracji?

– Z przykrością trzeba powiedzieć to, o czym już wspomniałem, że ci, którzy weszli w skład KOD w dobrej wierze i zostali w jakiś sposób wprowadzeni w błąd, że niby stają w obronie rzekomo zagrożonej demokracji, zostali zwyczajnie oszukani przez Mateusza Kijowskiego i liderów tzw. totalnej opozycji, którzy wyprowadzali ludzi na ulice. Trzeba też sobie jasno powiedzieć, że jaki lider, taka opozycja. Widzieliśmy przecież, kto brał udział w manifestacjach KOD. Przecież mogliśmy tam zobaczyć maszerujących ramię w ramię z politykami Platformy czy Nowoczesnej również funkcjonariuszy PRL, także funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, a więc osoby, które raczej trudno podejrzewać o przestrzeganie czy szanowanie aktualnie obowiązującego prawa niepodległej Rzeczypospolitej. Natomiast jeśli chodzi o europejskie elity, to myślę, że mogłyby być one niezorientowane do końca co do wewnętrznej sytuacji panującej w Polsce, wykorzystywane i działające w oparciu o fakty wytworzone i przekazane przez totalną opozycję. Oczywiście nie oznacza to, że próbuję usprawiedliwiać czyjekolwiek działania, bo fakt faktem nawet wprowadzenie w błąd nie zwalnia danej strony przed ferowaniem wyroków z obowiązku weryfikowania informacji. I to w jakiś sposób na pewno jest kompromitujące dla tych brukselskich polityków. Promowanie takiego lidera, jakim był Mateusz Kijowski, na salonach brukselskich to także jest kompromitacja elit europejskich.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki