• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

W Platformie trwa walka różnych frakcji

Niedziela, 25 lutego 2018 (21:19)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Elżbieta Bieńkowska zabrała głos w Krakowie na temat Polski, mówiąc, że sytuacja w kraju nie jest normalna. „To nie jest kraj, o którym przez wiele lat marzyłam. Gospodarka ma się dobrze, jednak bez  wolności nie można mieć swobody ekonomicznej” – powiedziała. Jak należy interpretować wypowiedź unijnej komisarz?

– To są rzeczy skandaliczne, które z trudem mieszczą się w głowie. Elżbieta Bieńkowska, podobnie zresztą jak Donald Tusk – z samej definicji funkcji piastowanej w strukturach europejskich – powinna być bezstronna i nie angażować się w wewnętrzne sprawy kraju członkowskiego. W związku z tym ta bezstronność powinna nade wszystko dotyczyć państwa, z którego dany polityk się wywodzi. Takich zachowań wrogich wobec własnego państwa nie praktykuje się w Europie, tym trudniej to pojąć. Jednak nawet, jeśli Elżbieta Bieńkowska krytycznie ocenia sytuację polityczną w Polsce, z czymś się zgadza lub nie zgadza, to absolutnie nie wolno jej używać tego typu uogólnień, stawiać tez takich, jakby Polska była państwem dyktatury czy państwem totalitarnym. Wychodzi na to, że jeśli w Polsce nie rządzi Platforma, to w kraju panuje dyktatura. Jeśli takie wnioski czy tezy się stawia, to absolutnie jest to kompromitujące tym bardziej dla wysokich urzędników Unii Europejskiej. Niestety – jak widać – przez osiem lat rządów Platformy mieliśmy do czynienia z warstwą polityczną, która tego typu standardów nie potrafi dotrzymać. Cóż jednak zrobić… Z całą pewnością takie słowa, jakie wypowiada komisarz Bieńkowska, wpisują się w pewną narrację kreowaną przez Brukselę w stosunku do Polski, takie słowa tylko wzmacniają ten unijno-biurokratyczny przekaz. Ale widocznie musimy to przecierpieć, nie ma na to innej rady, ale z całą pewnością jest to bardzo smutne.

Jakie kompetencje ma unijna komisarz ds. rynku wewnętrznego, żeby teraz się wypowiadać w sprawach Polski, pouczać polski rząd?

– Platformie, która coraz bardziej przypomina cień dawnej formacji politycznej, na rynku krajowym coraz bardziej brakuje autorytetów. Stąd „wariant z Bieńkowską” jest rozpaczliwą próbą szukania kogoś, kto uchodziłby za autorytet kogoś, kim można by się posłużyć, pod kogo można się podwiesić bądź też kogoś, kto mógłby jeszcze dolać oliwy do ognia. Tymczasem wielu polityków tej formacji zdążyło się skompromitować, również sam Donald Tusk nie wypada na tym tle dobrze, więc wykorzystywane są wszystkie siły i środki, inne możliwości, żeby tylko przedłużyć swoje szanse na przetrwanie. Jednak nie sądzę, żeby tego typu manewry wzmocniły Platformę. W trakcie trwającej antypolskiej agresji, wobec ataków na Polskę należałoby raczej wspierać i wzmacniać państwo polskie, wykazywać pewną solidarność narodową, a nie zaogniać konflikty – zwłaszcza jeśli mamy tu na myśli urzędników, którzy reprezentują Polskę w Brukseli.      

Ta wypowiedź – jak Pan zauważył – pada w momencie, kiedy rozpoczynają się dyskusje na temat przyszłego unijnego budżetu oraz w czasie, kiedy wciąż trwa konflikt na linii Komisja Europejska – Polska. Czy to może być element nacisku, aby konflikt zaogniać, a nie wygaszać?

– To jest jedna kwestia. Po drugie, proszę pamiętać, że Komisja Europejska pod naciskiem m.in. Niemiec czy Francji chce uzależnić przyznawanie dofinansowania unijnych dotacji w ramach funduszu spójności, od przestrzegania tzw. praworządności. Pytanie brzmi: co jest miernikiem owej praworządności lub który kraj jest niepraworządny? Takie wypowiedzi komisarz ds. rynku wewnętrznego – notabene pochodzącej z Polski – z całą pewnością nie pomagają w negocjacjach obecnemu rządowi, który musi walczyć o jak najlepszy budżet dla Polski w nowej perspektywie unijnej oraz o jak najlepsze zasady jego wydatkowania. Co by nie powiedzieć, wypowiedź Elżbiety Bieńkowskiej jest kuriozalna. Trudno pojąć, że tam, gdzie idzie o interesy państwa polskiego, w kulisach zaczyna się gra partyjna. Niestety pod tym względem jesteśmy „krajem wyjątkowym”.

Czy w tej wypowiedzi należy dopatrywać się elementu walki Platformy w rozpoczynającej się kampanii samorządowej?

– Trzeba jasno powiedzieć, że w tej chwili wszystko, co dzieje się w polskiej polityce, ma kontekst wyborczy. Przed nami cała seria wyborów – począwszy od jesiennych wyborów samorządowych, poprzez wybory do Parlamentu Europejskiego, aż po wybory do Sejmu i Senatu. Nic zatem dziwnego, że wszystkie siły polityczne powoli ustawiają się w blokach startowych. Zaczyna się kampania, w której każda partia będzie chciała osiągnąć jak najlepszy wynik, więc i tę wypowiedź komisarz Bieńkowskiej należałoby odczytywać również w takim wyborczym kontekście.     

Skoro mowa o kampanii samorządowej, to podczas sobotniej Rady Krajowej Platformy głos zabrał wychodzący z cienia Radosław Sikorski. To ma być „wybawca” Platformy?

– Nie sądzę, żeby Radosław Sikorski mógł uratować Platformę. To jest jedna z osób, która przez jakiś czas działała jako singiel na styku polityki i teraz być może chce wrócić do głównej polityki. Jak wiadomo, taśmy od „Sowy i Przyjaciół” postawiły go w niekorzystnym świetle, co wszyscy pamiętają. Również w perspektywie tego, co zwiemy wewnętrznym życiem Platformy, wypowiedzi Radosława Sikorskiego o Grzegorzu Schetynie też były mocno skandaliczne. Tak czy inaczej widać, że w Platformie cały czas trwa walka różnych frakcji, różnych osób o przywództwo. Zbliżają się wybory, więc obok innych pretendentów uruchamia się również Radosław Sikorski. Jednak nie sądzę, żeby to był jakiś wielki gracz, który rozstrzygnie polityczną batalię.

Grzegorz Schetyna zresztą kolejny raz mówił dzisiaj, że Platforma użyje wszelkich metod, żeby zatrzymać rządy PiS. Ulica i zagranica… Stara narracja wraca?

– Myślę, że mamy tu raczej do czynienia z zaklinaniem rzeczywistości niż z realnymi możliwościami przekonania kogokolwiek do tez stawianych przez Platformę. Życie pokazuje, że już ani ulica nie odgrywa takiej roli, jaką pokładała w niej opozycja tzw. totalna, ani zagranica nie ma aż takiego wpływu na to, co się dzieje w Polsce, aby cokolwiek zmienić. Widać wyraźnie, że Komisja Europejska słabnie w swoich działaniach przeciwko Polsce, szukając kompromisu. W związku z czym po stronie Platformy jest próba prężenia muskułów, pokazywanie rzekomej siły, ale na tym się kończą możliwości tej partii. Przez ponad rok od czasu okupacji Sejmu opozycja liberalna w Polsce wyraźnie osłabła. Grzegorz Schetyna wprawdzie usiłuje kreować się na lidera opozycji, ale de facto ciągnie Platformę, nękaną wewnętrznymi tarciami, coraz bardziej na dno.

Do kogo Platforma kieruje swoje działania?

– Przede wszystkim do swoich działaczy partyjnych, bo – jak wspomniałem – w Platformie cały czas toczy się walka o przywództwo, kto będzie dzierżył w rękach stery władzy tej coraz bardziej podupadającej formacji. Ta walka dotyczy też tego, kto będzie miał wpływ na rozdział partyjnej kasy oraz kto będzie miał wpływ na ustalanie list wyborczych. I to są sprawy kluczowe, którymi tak naprawdę żyje Platforma. Oczywiście retoryka jest cały czas antypisowska, ale w istocie cele Platformy są zupełnie inne, mianowicie chodzi o to, jak wygrać wewnętrzną walkę o władzę.

W wystąpieniu Grzegorza Schetyny uwagę przykuwa jeszcze jedno stwierdzenie o tym, że Platforma to formacja silna nie tylko w Polsce, ale także w Europie…

– Formułując taką tezę, Grzegorz Schetyna najprawdopodobniej miał na myśli sojuszników w Europie, a także to, iż Platforma – przynajmniej w tej kadencji – ma jeszcze swoich przedstawicieli, swoich prominentnych działaczy w Brukseli typu przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk czy komisarz Elżbieta Bieńkowska, ale to powoli się kończy. Ta wynoszona na sztandary europejska marka Platformy jeszcze jakiś czas temu robiła wrażenie, a dzisiaj jak jest, każdy widzi.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki