• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Nie możemy milczeć

Środa, 7 lutego 2018 (21:48)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jak należy ocenić fakt, że do atakujących Polskę w związku z nowelizacją ustawy o IPN dołączył Donald Tusk, który przez pewien czas milczał, ale w końcu skrytykował działania rządu?

– Żaden Polak przy zdrowych zmysłach chyba nie odważyłby się autorów nowelizacji ustawy o IPN, która ma chronić dobre imię Polski, oskarżać o to, że skutecznie jak nigdy dotąd wypromowali na cały świat oszczercze sformułowanie o „polskich obozach śmierci”. 

Sytuacja pozostaje jednak napięta…

– Nie ma co ukrywać, że sytuacja jest kryzysowa. Patrząc wstecz do historii – zarówno tej odległej, jak i tej niezbyt odległej w czasie – widzimy, że w trudnych momentach, w sytuacjach kryzysowych Polacy potrafili się jednoczyć – nawet mimo podziałów – i ramię w ramię działać dla dobra naszej Ojczyzny. I teraz, chyba po raz pierwszy się zdarza, że sytuacja oczerniania i oskarżania Polski jest wykorzystywana również do walki wewnętrznej. Donald Tusk nie skorzystał z szansy, żeby milczeć. W ten sposób pokazał, kim jest, na czym mu tak naprawdę zależy, jakie są jego nie tylko polityczne, ale w ogóle życiowe cele. Ciężko w ogóle skomentować taką postawę.

Kto korzysta na takiej postawie Donalda Tuska?    

– Na pewno nie Polska. Ale zwracam uwagę, że taka postawa nie jest korzystna ani dla samego Tuska, ani dla Platformy. Wygląda to na rozpaczliwe działanie, na którym korzystają nasi zewnętrzni przeciwnicy.

Platforma, która podczas głosowania w Sejmie nad nowelizacją ustawy w większości wstrzymała się od głosu, a część była za, dzisiaj staje po stronie atakujących Polskę…

– Ta zmiana retoryki jest dla mnie zaskakująca. To niczym barometr pokazuje, jaką partią jest Platforma tzw. obywatelska. Być może otrzymali sygnał od swoich mocodawców i stąd ta fala krytyki i taka, a nie inna postawa. Przecież po głosowaniach w Sejmie chwalili się głośno przed kamerami, że wszyscy głosowaliby za, tylko – ich zdaniem – zbyt mało zdecydowanie w projekcie nowelizacji ustawy o IPN wybrzmiał głos dotyczący zbrodni dokonanych na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Dziwne, że dzisiaj tego nie pamiętają i teraz całkowicie zmieniają swój pogląd, swoją narrację. To pokazuje również, jaki jest stosunek tej formacji do historii Polski i do trudnych momentów, które teraz niewątpliwie przeżywamy.

Widzi Pan jakieś wyjście z tej trudnej sytuacji? Prezydent zdecydował się podpisać ustawę i jednocześnie w trybie następczym skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Również premier spotyka się z zagranicznymi mediami, tłumacząc, w czym rzecz…

– Prezydent Andrzej Duda podjął bardzo mądrą decyzję. Jest zatem czas, aby podjąć dialog i tłumaczyć przedstawicielom Izraela i całemu światu nie tylko prawdę historyczną, że Polacy byli – obok Żydów – narodem, który poniósł największe ofiary w czasie niemieckiej okupacji, że nie jesteśmy katami, ale ofiarami. Będziemy też wychodzić do świata z faktami, że jako naród nieśliśmy pomoc ludności żydowskiej i że wielu Żydów zawdzięcza ocalenie Polakom. Prawda – jak widać – nie broni się sama, dlatego musimy się z nią przebijać i naprawiać zaniedbania w zakresie polityki historycznej, które zostały popełnione przez kolejne rządy po 1989 roku. Już po pierwszych wypowiedziach dziennikarzy zagranicznych brytyjskich, francuskich czy amerykańskich, ale także izraelskich (przynajmniej niektórych) widać, że ta ofensywa informacyjna premiera Mateusza Morawieckiego i spotkania w Markowej oraz w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów mają sens. Ci, którzy przyjęli zaproszenie i przyjechali do Polski, po spotkaniu z premierem mówili, że Polska musi jeszcze więcej mówić o swojej historii, o męczeństwie m.in. rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów. Również zrozumienie tych faktów przez dziennikarzy dobrze wróży na przyszłość. Oczywiście zdarzyło się wiele złych rzeczy w tych ostatnich dniach, co zapoczątkowała – delikatnie rzecz ujmując – niefortunna wypowiedź ambasador Izraela Anny Azari w Auschwitz podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia obozu. Również odpowiedź polskiego rządu na to skandaliczne wystąpienie – w mojej ocenie – była zbyt łagodna i mało zdecydowana. Co by nie powiedzieć, również nocna pora głosowania ustawy w Senacie nie była najszczęśliwiej dobrana. Przecież można to było zrobić w dzień. Wszystko to razem sprawiło, że krytyka noweli ustawy o IPN pojawiła się nie tylko w Izraelu, co skrzętnie wykorzystano w toku trwającej tam kampanii wyborczej, ale również na Ukrainie. Jak wiadomo, ustawa ta dotyczy też możliwości postępowań karnych za zaprzeczanie zbrodniom ukraińskich nacjonalistów, ale także zbrodniom tych ukraińskich formacji, które kolaborowały z III Rzeszą Niemiecką. Mam nadzieję, że w dłuższej perspektywie ta ofensywa wobec Polski przyniesie nam dobre efekty. I wyjdziemy z tego wzmocnieni.

Czy niepokojące nie jest również zachowanie Stanów Zjednoczonych, które wyraźnie stanęły w tym sporze po stronie Izraela…

– Tego się można było spodziewać, że amerykański Departament Stanu zajmie stanowisko, które nie będzie korzystne dla Polski. Pozycja Izraela jest mocniejsza od naszej i co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. W tej chwili należy położyć nacisk na dyplomację oraz na spokojne, a zarazem stanowcze, zgodne z faktami przedstawianie prawdy historycznej. Próbują nas oskarżać, że chcemy na nowo pisać historię, ale to nieprawda. My nie chcemy pisać historii, ale chcemy o niej informować, mówić głośno o faktach takich, jakie one były. Nie chcemy też unikać gorzkiej prawdy dotyczącej udziału pojedynczych Polaków w holokauście. Natomiast nigdy nie pozwolimy na to, aby oskarżano nas, Polaków, o współudział w eksterminacji narodu żydowskiego. Nie jesteśmy i nie będziemy chłopcem do bicia. Jeśli pozwolimy choćby na najmniejsze zakłamanie, to wkrótce może się okazać, że Hitler był z pochodzenia Polakiem albo że to nie Niemcy wywołali II wojnę światową. Nie możemy pozwolić, żeby kto inny pisał za nas historię Polski.

Niemcy dość długo nie zabierały głosu, dopiero ostatnio szef dyplomacji Sigmar Gabriel przyznał, że za holokaust odpowiadają Niemcy, a sformułowanie „polskie obozy koncentracyjne” jest kłamliwe…

– Niemcy problem odpowiedzialności za zbrodnie niemieckiej III Rzeszy – zdaje się – załatwili już dość dawno wysokimi reparacjami tyle, że o tych sprawach głośno się nie mówiło. Dyplomacja niemiecka usilnie pracowała nad tym dziesiątki lat. Czy do końca załatwili sobie tzw. święty spokój, to – mam nadzieję – jeszcze czas pokaże. To, co się dzisiaj dzieje, cały ten kryzys dyplomatyczny i ataki na Polskę, może sprawić, że w świat pójdzie jasny, czytelny komunikat, że to nie jacyś tam naziści, nie jacyś tam faszyści, ale to Niemcy są odpowiedzialni za zbrodnie za całą tę hekatombę, jaką była II wojna światowa. Stanowisko Sigmara Gabriela – dodajmy, dość odosobnione w Niemczech – jest owszem ważne i potrzebne. Kto Niemcom, zwłaszcza młodemu pokoleniu, ma przypominać o zbrodniach dokonanych podczas II wojny światowej i odpowiedzialności za holokaust jak nie przedstawiciele obecnych władz? Niemcy tego nie unikną.

Czy w działaniach dyplomatycznych powstał też zespół ds. dialogu prawno-historycznego z Izraelem? Czy w spodziewanych rozmowach jest miejsce na ustępstwa z naszej strony?

– Jeśli chodzi o prawdę historyczną, to my nie mamy się gdzie cofać. Musimy bronić prawdy o nas samych, o naszej przeszłości. Jesteśmy to winni tym, którzy złożyli swe życie na ołtarzu Ojczyzny, także tym, którzy się narażali, ratując Żydów, a często płacili za to najwyższą cenę. Jeśli dzisiaj ktoś próbuje oskarżać nas, Polaków, o współudział w holokauście, to my nie możemy milczeć. Mam nadzieję, że członkowie wspomnianego przez pana redaktora zespołu, osoby o dużej wiedzy i uznanym autorytecie będą rzeczowo współdziałać i wyjaśniać ze stroną izraelską wszelkie wątpliwości oraz nieporozumienia i pomagać prawdzie, aby się obroniła.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki