Pole dla dyplomacji
Wtorek, 6 lutego 2018 (22:10)Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy podpisanie przez prezydenta nowelizacji ustawy o IPN, a jednocześnie w trybie następczym skierowanie jej do Trybunału Konstytucyjnego, który ma zbadać, czy określone przepisy są precyzyjne, jest wyjściem z trwającego obecnie sporu?
– To salomonowe rozwiązanie, które łączy wartości i interesy. Wartości – w tym sensie, że Polacy oczekiwali od prezydenta Andrzeja Dudy podpisania nowelizacji ustawy o IPN, Polacy są za tym, żeby twardo bronić prawdy historycznej, o tym, że Polska jak państwo czy Naród nie współuczestniczyła w holokauście. Z drugiej strony kontrola następcza nad tą ustawą jest wyrazem troski prezydenta o interesy Polski. Musimy sobie zostawić pole do dialogu z partnerami, czyli z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. Długotrwały czy przedłużający się konflikt jest niekorzystny dla Polski. Przypomnę, że rządy Izraela, Stanów Zjednoczonych i Polski łączą prawicowe wartości, historia, mamy też wspólne interesy. W tej sytuacji skierowanie noweli ustawy o IPN do kontroli następczej, czyli do Trybunału Konstytucyjnego, zostawia miejsce dla dyplomacji. Jest sens, żeby zespoły, które mają prowadzić dialog, spotykały się i dyskutowały nad interpretacjami owej ustawy. Generalnie jest to także sposób, żeby zredukować niepotrzebne napięcia. Skoro bowiem dzielimy te same wartości, jeżeli niemal wszyscy – za wyjątkiem kilku radykałów z Izraela – czy to w Polsce, Stanach Zjednoczonych czy w Izraelu zgadzamy się, że nie było „polskich obozów śmierci”, to wówczas jest sposób, żeby od emocji przejść do bardziej racjonalnych.
Z kim ma dyskutować zespół ds. dialogu prawno-historycznego z Izraelem, skoro po drugiej stronie taki zespół wciąż nie powstał?
– Podczas rozmowy telefonicznej premiera Morawieckiego z premierem Netanjahu było zdaje się ustalenie, że zespół ten będzie dyskutował zapisy tej ustawy przed przegłosowaniem jej w Senacie i przed podpisaniem noweli ustawy o IPN przez prezydenta. Strona izraelska stawiała sprawę na ostrzu noża, za wszelką cenę usiłując zatrzymać proces legislacyjny, dlatego też uwarunkowała dialog od tego, czy ta ustawa zostanie wprowadzona czy nie. Stąd zespół ds. dialogu prawno-historycznego z Polską nie powstał. W tej nowej sytuacji jest jednak pozostawione małe pole do dialogu i taki wspólny zespół ma sens, istnieje przestrzeń do tego, żeby się spotkać i rozmawiać, bo proces związany z tą ustawą wciąż trwa, jeszcze jest czy będzie kontrola następcza i dyplomaci mają wciąż otwarte pole do dyskusji z Izraelem.
Czy te poprawne stosunki są możliwe, skoro ambasador Izraela Anna Azari po wczorajszym spotkaniu z ministrem Jackiem Czaputowiczem mówiła wprost, że oczekuje weta od prezydenta Dudy. Tego weta nie ma, jest za to deklaracja dialogu…
– Strona izraelska tworzy atmosferę swoistego szantażu politycznego. Mianowicie przez naciski usiłowała wymóc, żeby nowelizacja ustawy o IPN nie weszła w życie. Warto jednak zauważyć, że wśród polityków izraelskich i w ogóle zachodnich pojawiają się sformułowania świadczące o pewnej nieznajomości zapisów tej ustawy. Przykładem są opinie ocenne – co istotne, że zapisy tej ustawy mają uniemożliwić pracę naukowcom, czy chociażby to, że np. przewodnicy izraelskich wycieczek w Polsce nagle będą karani, co podobnie jakie wiele innych podnoszonych kwestii jest całkowitą nieprawdą. Takie podejście jest podyktowane albo emocjami, albo uwarunkowaniami wspomnianej już przeze mnie kampanii wyborczej toczącej się w Izraelu. Bywa, że czas wygasza emocje, a wówczas pojawia się coraz więcej miejsca dla rozumu. Musimy też mieć świadomość, że nie przekonamy strony izraelskiej do zapisów tej ustawy, ale można w znaczący sposób zredukować niepotrzebne napięcia.
Jak dzisiejsza decyzja prezydenta Andrzeja Dudy wpłynie na relacje z Izraelem?
– Myślę, że jest to możliwe. Prezydent Andrzej Duda odpowiedział na oczekiwania polskiego społeczeństwa. Jest to stanowisko, a jednocześnie komunikat do elektoratu prawicowego, że obóz rządzący Polską podejmuje suwerenne decyzje, co ważne – decyzje godnościowe. Jednocześnie prezydent pozostawił pole dla dyplomacji. Jest zatem opcja czy ścieżka, którą można przejść od warunków wojny dyplomatycznej do warunków negocjacji – może nie jakiegoś bliskiego dialogu, ale jest czas na to, żeby szukać rozwiązań.
Kukiz’15, komentując decyzję prezydenta, uważa wprost, że szkoda, iż Andrzej Duda nie skierował do Sejmu własnego projektu ustawy o IPN…
– Prezydent Duda, gdyby taką ustawę przygotował i skierował ją do Sejmu, to wówczas znalazłby się w konflikcie ze swoją najważniejszą grupą wyborców, czyli elektoratem Prawa i Sprawiedliwości. Elektorat PiS oczekiwał od Andrzeja Dudy podpisania nowelizacji tej ustawy. Raz już – jak pamiętamy – prezydent Duda zawetował ustawę o KRS i Sądzie Najwyższym, co nie spotkało się z aprobatą tej części wyborców i drugi raz mogłoby to być dla niego bardzo kosztowne. Emocje w elektoracie PiS były zbyt silne, żeby zmieniać ową ustawę, konkretyzować – jeśli już – jej zapisy. Inna sprawa, że sam prezydent mówi, że rok temu dyskutował z politykami izraelskimi kwestie tej ustawy i wówczas nie budziły one kontrowersji, dlatego uznał, że powinna być ona podpisana. Natomiast wszelkie wątpliwości, pozostawienie furtki w postaci czasu na ewentualne zmiany zapisów – może to będzie kwestia wytycznych Prokuratora Generalnego, które skonkretyzują owe zapisy, być może będzie to też kwestia dłuższej dyskusji i tłumaczenia zapisów, bo nieporozumienia dotyczą samej interpretacji ustawy i być może to okaże się wystarczające, aby zredukować napięcia w polityce zagranicznej.