• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Polityka spójności jest niezbędna

Niedziela, 4 lutego 2018 (21:56)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W Domu Polski Wschodniej w Brukseli podpisano deklarację sojuszu na rzecz silnej polityki spójności Unii Europejskiej. Czemu ma służyć ten sojusz?

– Deklarację podpisali marszałkowie województw: podkarpackiego, lubelskiego, podlaskiego, warmińsko-mazurskiego i świętokrzyskiego. W ten sposób chcą zabiegać, aby w przyszłym budżecie unijnym nie zmniejszać dotacji dla najbiedniejszych czy też najbardziej zapóźnionych regionów Unii Europejskiej. Samorządowcy apelują również, aby pomoc, jaka dociera do adresatów, była bardziej uproszczona i lepiej skoordynowana z innymi projektami unijnymi. Sygnatariusze tego porozumienia czy apelu obawiają się obcięcia środków na fundusz spójności przyszłej perspektywy unijnej. Dziś trudno powiedzieć, jaki będzie ten budżet, ze względu na Brexit. Jednak nie ulega wątpliwości, że wystąpienie Wielkiej Brytanii z szeregów Wspólnoty spowoduje uszczerbek w budżecie przyszłej siedmiolatki planistycznej. Można oszacować, że ten uszczerbek będzie bardzo znaczący. Ponadto nie ma jedności, jeśli chodzi o Komisję Europejską i Parlament Europejski, czy należy kontynuować politykę spójności, czyli wyrównywanie szans, czy też rozwoju poszczególnych regionów, szczególnie tych słabszych, które dotychczas otrzymywały więcej środków, oraz w zakresie wspólnej polityki rolnej i w jakiej wysokości. Ale to nie wszystko, bo są plany wprowadzenia trzeciego elementu, mianowicie poprawy bezpieczeństwa i obrony zewnętrznych granic Unii.

Jak w tej chwili kształtuje się wysokość składek, jakie wpłacamy do unijnego budżetu?          

– Obecnie to mniej więcej jeden procent Produktu Krajowego Brutto, które wpłaca każdy z 28 krajów członkowskich Unii. Propozycja dotyczy podniesienia składki do 1,2 proc. PKB. Może dla przykładu podam, że w przypadku Polski 1 proc. PKB w perspektywie 2014-2020 to ok. 35 miliardów euro. W tej sytuacji przedstawiciele najuboższych regionów nie tylko Polski, ale też innych państw unijnych, podpisując deklarację, chcą wywrzeć presję czy też lobbować na rzecz polityki spójności, aby w przyszłym unijnym budżecie się nie załamała. Sygnatariusze tego porozumienia pokazują, że kontynuacja polityki spójności jest potrzebna w dotychczasowym wymiarze. To, że pięciu marszałków podpisało w czwartek tę petycję, to nie przypadek, bo województwa: podkarpackie, lubelskie, podlaskie, warmińsko-mazurskie i świętokrzyskie korzystają już drugą perspektywę ze specjalnych środków wydzielonych ekstra z funduszu spójności w ramach Programu Polska Wschodnia, który wcześniej nosił nazwę Rozwój Polski Wschodniej. Oprócz tego, żeby zachować politykę spójności na dotychczasowym poziomie, wspomniane regiony w Polsce dopominają się, aby program specjalny adresowany do tych pięciu województw mógł być  kontynuowany. Petycję czy też deklarację podpisano podczas obrad tzw. Europejskiego Komitetu Regionów, który tworzą głównie reprezentacje samorządów terytorialnych Europy.         

Jaką wagę ma ta deklaracja marszałków?

– Z pewnością jest to element, który można pokazać, chociażby w Komisji Budżetowej czy Komisji Gospodarczej i Monetarnej, w której zasiadam. Tam najprawdopodobniej już od kwietnia zostanie podjęta dyskusja na temat budżetu przyszłej perspektywy, że argumenty czy stanowisko przedstawicieli konkretnych regionów czy Europejskiego Komitetu Regionów jest jednoznaczne co do kontynuacji polityki spójności.

Na co zazwyczaj przeznaczane są pieniądze pochodzące z funduszu spójności?

– Jeśli zaś chodzi o przykłady inwestycji w ramach unijnej polityki spójności, to dotyczyły one głównie spraw pro-rozwojowych. I tak w woj. podkarpackim, w pozostałych także, była to głównie infrastruktura drogowa, kolejowa, lotnicza, można również np. wymienić rozbudowę terminalu lotniska Rzeszów Jasionka czy budowa Centrum Wystawienniczo-Kongresowego w podrzeszowskiej Jasionce. Ale środki w ramach polityki spójności mogły konsumować nie tylko samorządy wojewódzkie, ale także pozostałe samorządy i nie tylko samorządy, bo również przedsiębiorcy. Duża część tych pieniędzy była też przeznaczona na szeroko pojęte badania i rozwój, pod którym się kryje m.in. tworzenie laboratoriów przy uczelniach czy wyposażanie laboratoriów, ale również tworzenie w tych pięciu województwach sieci szerokopasmowej dostępu do internetu, ponadto informatyzacja urzędów administracji publicznej w ramach Projektu e-Urząd. Zatem wykorzystanie tych środków było bardzo szerokie, natomiast były preferowane inwestycje prorozwojowe.

Co może oznaczać ograniczenie tych środków?

– Przede wszystkim takie regiony Polski jak Podkarpacie, Lubelszczyzna, Świętokrzyskie, Podlasie czy też Warmia i Mazury nie będą się rozwijały i zmniejszały zapóźnień. Wiele w tych obszarach już udało się zrobić, ale brak środków może spowodować zastój i ograniczenia w zakresie rozwoju szeroko pojętego np. transportu kołowego drogowego, kolejowego, ale też lotniczego. Potrzeby w tych obszarach są wciąż ogromne, ale bez pieniędzy, bez odpowiedniego wsparcia unijnego realizacja wielu programów, które są niezbędne, może stanąć w miejscu, a realizacja zaplanowanych może się okazać niemożliwa. Niestety regiony Polski Wschodniej mimo wysiłków wciąż dalece odstają od innych, nie tylko bogatszych regionów Unii, ale od średniej unijnej czy w Polsce. Przypomnę, że jednym z założeń UE jest wyrównywanie poziomów życia w całej Wspólnocie.  

Zakładając, że czarny scenariusz się spełni, czy to znaczy, że polityka spójności, która jest jednym z fundamentów UE, jest zagrożona?

– Nie. Nie mówi się o zaprzestaniu prowadzenia polityki spójności, natomiast istnieje realne zagrożenie zmniejszenia środków na realizację programów. Na środki w ramach polityki spójności liczą nie tylko kraje czy regiony Europy Środkowej, w tym Polski, ale także kraje Europy Południowej, do której te środki finansowe były kierowane.

Dodam jeszcze, że tak szumnie zapowiadany Plan Junckera, przygotowany w czerwcu 2015 roku przez Komisję Europejską i Europejski Bank Inwestycyjny, plan pobudzenia inwestycji w gospodarce europejskiej w dwóch obszarach: szeroko rozumianej infrastrukturze oraz sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, który miał się okazać zbawienny także dla słabiej rozwiniętych regionów, okazał się niewypałem. Pieniądze te trafiają bowiem głównie do regionów niemieckich, francuskich, włoskich czy krajów Beneluksu, ale beneficjentami tego wsparcia byli czy też są jeszcze także Brytyjczycy. Natomiast część pieniędzy z programu Jean-Claude'a Junckera pochodzi z Funduszu Spójności. Innymi słowy, z tego funduszu, który miał wesprzeć regiony słabiej rozwinięte czy zapóźnione, w Unii korzystają wszystkie państwa.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki