Polska nie jest izolowana
Piątek, 26 stycznia 2018 (19:08)Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak powinniśmy patrzeć na dzisiejsze spotkanie prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos?
– Do Davos prezydent Donald Trump przyjechał, aby przede wszystkim budować pozytywną aurę dla interesów amerykańskich i zachęcić do inwestowania w jego ojczystym kraju. Podkreślił to, mówiąc, że dla niego Ameryka zawsze będzie na pierwszym miejscu. Ale nie znaczy to, że amerykański rząd nie chce współpracować z innymi na różnych polach. Ponadto Trump spotyka się w pierwszej kolejności z tymi przywódcami, którzy mają znaczenie dla uprawianej przez siebie polityki. Wczoraj – goszcząc w Davos – spotkał się z przywódcą Izraela Beniaminem Netanjahu oraz premier Wielkiej Brytanii Theresą May, a dzisiaj z prezydentem Polski Andrzejem Dudą. Polska, co pokazała ubiegłoroczna wizyta prezydenta Trumpa w Warszawie, ma dla Stanów Zjednoczonych istotne znaczenie – zwłaszcza jeśli chodzi o realizowaną przez Trumpa politykę bezpieczeństwa i energetyczną. Dwustronna współpraca gospodarcza, zwłaszcza w kontekście energetyki i inwestowania amerykańskich firm w Polsce, jest istotna. Stąd także to dzisiejsze spotkanie można potraktować jako symboliczne wsparcie, zwłaszcza w sytuacji, kiedy Polska niejako na nowo stara się budować swoją pozycję i wizerunek po dyskusji na temat praworządności wywołanej przez Komisję Europejską. To dobrze, że w tak napiętym kalendarzu spotkań podczas szczytu w Davos przywódcy Polski i Stanów Zjednoczonych znaleźli czas, żeby ze sobą porozmawiać.
Jakie znaczenie mają tego typu spotkania bilateralne?
– Gesty mają olbrzymie znaczenie polityczne, ale też gospodarcze. Dzisiejsze spotkanie prezydentów Dudy i Trumpa świadczy także o intensyfikacji stosunków, współpracy wojskowej, gospodarczej między naszymi państwami. Tego typu spotkania są ważne, bo przede wszystkim wpływają na wizerunek kraju. Nie jest też prawdą, jak to niektórzy próbują głosić, że Polska jest izolowana, ale wprost przeciwnie – w świat idzie sygnał, że mamy poważnego, znaczącego partnera w postaci Stanów Zjednoczonych. Ponadto – jak słyszymy – rozmowy prezydentów dotyczyły kwestii gospodarczych, więc są one niejako wskazówką, zielonym światłem dla tych firm, które mogłyby się jeszcze wahać, czy inwestować w Polsce. Widzą oni, że polityka energetyczna Stanów Zjednoczonych będzie zmierzać w tym kierunku, żeby Polska stała się ważnym odbiorcą skroplonego gazu LNG, co więcej, że Polska ma potencjał, żeby stać się ważnym punktem handlu gazem w tym regionie Europy. Oczywiście żeby tak się stało, to zielone światło musi dać także prezydent Stanów Zjednoczonych. Niemniej jednak widać, że z tym nie będzie problemu, bo na zacieśnieniu tej współpracy zależy obu stronom.
Wiemy, że prezydent Trump nie jest nazbyt pozytywnie postrzegany przez elity unijne. Jaką w tej sytuacji rolę w strategii Stanów Zjednoczonych wobec Europy odgrywa dzisiaj Polska?
– Prezydent Donald Trump chce przede wszystkim budować bezpieczeństwo w tej części Europy Środkowej i Wschodniej, i to przy dużym udziale Polski. Obecny polski rząd ma podobny stosunek do Rosji co Stany Zjednoczone, również mamy podobny pomysł na zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego, co wiąże się również z protestami wobec projektu rosyjsko-niemieckiego Nord Stream 2, który ma podzielić Europę i de facto uzależnić wiele państw od dostaw gazu z Rosji. Ten wspólny interes Waszyngtonu i Warszawy jest korzystny dla obu stron, co więcej, Stany Zjednoczone chcą, aby Polska dostarczała amerykański gaz LNG innym państwom Europy Środkowej. Widać zatem, że dla Donalda Trumpa Polska i obecny rząd jest z jednej strony ważnym partnerem jako wspólnota wartości, ale z drugiej strony także jako wspólnota interesów. To jest istotna kwestia, bo nie zawsze wspólnota interesów i wartości jest w ten sposób postrzegana w europejskich stolicach, takich jak np. Berlin czy Paryż. Tak czy inaczej ważne również jest, aby mieć wielu, przynajmniej kilku sojuszników i budować współpracę międzynarodową nie tylko w oparciu o państwa członkowskie Unii Europejskiej, ale też układać relacje z jakimś innym partnerem spoza Europy, zwłaszcza tak istotnym mocarstwem jak Stany Zjednoczone.
Jak wpływa to na polską politykę zagraniczną?
– Powinniśmy uważać, aby nie być traktowanym jako przysłowiowy koń trojański Stanów Zjednoczonych w Unii Europejskiej, o co – przypomnę – byliśmy już wcześniej oskarżani. Polski rząd powinien – co zresztą czyni – mówić o nowym otwarciu, o porozumieniu, o gotowości do debaty, a swoje interesy konsekwentnie rozgrywać. Zresztą nie jest to nic odkrywczego, bo tak robi Berlin czy Paryż. Trzeba też pamiętać, że w dyplomacji retoryka jest raczej wstrzemięźliwa, natomiast akcenty są kładzione np. na partnerstwo. Dobrze tę grę prowadzą Niemcy czy Francja, które bardzo skutecznie rozgrywają swoją politykę, często wbrew temu, co głoszą, i to się im opłaca.
Jak w takim przypadku powinniśmy traktować rozpoczynającą się dzisiaj wizytę sekretarza stanu Reksa Tillersona w Warszawie, który omija Berlin…?
– Ta wizyta to nic innego jak przejaw tego, iż Polska stała się ważnym partnerem Stanów Zjednoczonych. Po rządach Baracka Obamy jako państwo wróciliśmy na orbitę zainteresowań amerykańskich, a Polska – jej rola – wzrosła w oczach prezydenta Donalda Trumpa. Zaznaczył to bardzo wyraźnie podczas ubiegłorocznej wizyty w Polsce. Również ta dzisiejsza wizyta amerykańskiego sekretarza stanu Reksa Tillersona w Warszawie jest podkreśleniem tych dobrych relacji z Polską. Wydaje się zatem, że tę wizytę należy postrzegać bardziej jako podkreślenie coraz bardziej rosnącej roli Polski w świecie. Natomiast fakt, że tak wysokiej rangi polityk amerykańskiej administracji omija Berlin, owszem, można uznać za pewien sygnał, ale polski rząd nie powinien się na tym skupiać czy wchodzić głębiej w tę retorykę, czy w grę dotyczącą budowania bloków albo animozji z Niemcami. Nie o to tu chodzi. Powinniśmy raczej pokazać, że Polsce zależy na otwartości, i zasugerować, że prowadzimy nowe otwarcie, że jesteśmy gotowi i prowadzimy debatę, oraz przekonywać do naszych racji związanych z reformowaniem szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości i w ogóle państwa inne kraje.
Jak w tej roli – Pana zdaniem – wypada polski rząd?
– Krytyka polskiego rządu została powstrzymana, a nowe otwarcie ma o tyle znaczenie, że Polska znów debatuje, jest w gronie negocjatorów, jeśli chodzi o wspólny unijny budżet, przyszłość Unii Europejskiej. Niewykluczone też, że będzie trwało poszukiwanie bardziej kompromisowych rozwiązań, jeśli chodzi o problem praworządności. Ostatnio Politico opublikowało ciekawy artykuł o malejącej roli wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, który jeszcze kilka lat temu był uznawany za wschodzącą gwiazdę polityki Unii Europejskiej, a dzisiaj jest gasnącą gwiazdą. Ta surowa ocena jest związana z tym, że to nie kto inny jak właśnie Timmermans doprowadził do sytuacji patowej w relacjach między Polską a Komisją Europejską.
Co może być sposobem na zarządzaniem patem z Komisją Europejską?
– Myślę, że sposobem na zarządzaniem owym patem ze strony Polski powinno być przekonywanie do otwartości, a jednocześnie pozostanie przy swoich racjach. Oczywiście zawsze jest miejsce na jakieś drobne ustępstwa, tak aby dać możliwość wycofania się z tego pata państwom naszego regionu – podczas głosowania art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej ust. 1 w Radzie Unii Europejskiej, bo – przypomnę, że dopiero art. 7 ust. 2 jest głosowany w Radzie Europejskiej na szczeblu szefów państw. Wydaje się, że jesteśmy na dobrej drodze, aby nie być rozgrywani, co usiłuje się nam wmówić, próbując odebrać czy ograniczyć nasze pole negocjacyjne w kwestii przyszłego budżetu Unii Europejskiej. Jak wiemy, trwają też zabiegi, aby wysokość dotacji unijnych uzależnić od stanu praworządności w danym kraju. Polski rząd jest na najlepszej drodze, aby zarządzać kryzysem, który powstał w związku z napięciem na linii Warszawa – Bruksela i uruchomieniem procedury związanej z osławionym art. 7.
Jakie znaczenie ma ofensywa dyplomatyczna prezydenta i premiera podczas szczytu w szwajcarskim Davos?
– Wpisuje się ona w misję, cel nadrzędny polityki prezydenta Andrzeja Dudy, który nie tylko w Davos, ale podczas swoich wizyt w różnych państwach stawia na promocję Polski i polskich spraw. Prezydent Duda stwarza odpowiedni klimat do współpracy na wielu polach. Zarówno prezydent, jak i premier – jak się wydaje – doskonale się uzupełniają, realizując politykę międzynarodową Polski.