Dyplomacja to sztuka korzystnego kompromisu
Sobota, 20 stycznia 2018 (15:05)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
W niedzielę minister Jacek Czaputowicz ma spotkać się z wiceszefem Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem. Czego możemy się spodziewać po tych rozmowach?
– Frans Timmermans to w tej chwili najbardziej zagorzały przeciwnik i największy krytyk Polski w Komisji Europejskiej. Wiemy, że wcześniejsze spotkania premiera Mateusza Morawieckiego z przewodniczącym Jean-Claude'em Junckerem w Brukseli, a min. Jacka Czaputowicza z szefem MSZ Niemiec Sigmarem Gabrielem w Berlinie miały za zadanie ocieplić te relacje i de facto konflikt wokół Polski.
Minister Czaputowicz skuteczniej prowadzi politykę zagraniczną niż jego poprzednik?
– Na razie minister Jacek Czaputowicz jest na początku politycznej drogi, więc trudno to przesądzać w sposób jednoznaczny. Generalnie rzecz ujmując, stan napięcia, który miał miejsce, był pochodną niezależnej polityki polskiego rządu, uporządkowania spraw wewnętrznych Polski. Natomiast decyzja kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości o zmianie na fotelu premiera, a także m.in. na stanowisku szefa MSZ jest nakierowana na to, aby stworzyć wizerunek bardziej łagodny, pojednawczy, a przez to zmniejszyć napięcie na linii Warszawa – Bruksela. I taką rolę odgrywa min. Czaputowicz. Pytanie tylko, na ile te działania będą skuteczne. Druga kwestia dotyczy granic kompromisu, których też nie można przekroczyć, bo nie można nam wycofać się z ważnych dla Polski spraw.
Skoro mowa o kompromisie, to pewnym cieniem na niedawnej wizycie nowego szefa polskiej dyplomacji w Niemczech kładzie się niejednoznaczna wypowiedź w kwestii reparacji…
– Prezes Jarosław Kaczyński krótko i zdecydowanie skomentował tę kwestię – słusznie twierdząc, że w sprawie reparacji wojennych nic nie będzie zmieniane. Tym oświadczeniem przeciął wszelkie dalsze spekulacje, jakie mogły się pojawić po tej wypowiedzi. To jak najbardziej słuszna deklaracja. Natomiast pytanie brzmi, jaka jest rola – jeśli o tym w ogóle możemy mówić – jaką wziął na siebie min. Czaputowicz? Niezależnie od tego, ważne jest, aby nie zrezygnować z narodowych interesów. Natomiast dyplomacja zawsze rządzi się własnymi prawami. Środki do celu są różne, ale ważna jest konsekwencja w działaniu i ostateczny efekt, czyli skuteczność.
Wygląda na to, że rząd Mateusza Morawieckiego stawia na rozmowy, na dialog z Komisją Europejską. Czy i jak te gesty mogą się przełożyć na postrzeganie Polski w związku z wszczętą przeciw nam procedurą z art. 7?
– To wszystko wygląda na próbę ocieplenia wizerunku Polski, który w Brukseli za sprawą donoszących na nasz kraj polityków tzw. totalnej opozycji został mocno nadszarpnięty. Natomiast to się tylko wtedy przełoży na konkretne efekty, gdy Komisja Europejska stwierdzi, że nie leży w jej interesie kontynuowanie walki z Polską. W tym kontekście łagodniejszy wizerunek Polski może być tylko dobrym pretekstem, żeby się wycofać z tej antypolskiej polityki. Jednak źle byłoby, gdyby Polska z czegoś ważnego rezygnowała czy wycofywała się w zamian za zmianę nastawienia unijnych elit. Natomiast nie byłoby to efektem dyplomatycznych zabiegów. Powtórzę jeszcze raz: łagodzić ton zawsze można, natomiast zawsze należy twardo bronić swoich żywotnych interesów. Zasada jest taka, że można w formie robić rzeczy bardzo łagodne, ale w treści twarde i zdecydowane i na odwrót. Tu chodzi o to, żeby w sprawach zasadniczych się nie cofać, a co do formy można ją stosować łagodnie pod warunkiem, że te działania będą skuteczne. Na tym polega dyplomacja.
Idąc tym tokiem rozumowania, kto się cofa: czy Jean-Claude Juncker, który w tonie pojednawczym wydaje się łagodzić napięcie, twierdząc, że uruchomienie art. 7 nie oznacza sankcji, ale ostrzeżenie, czy rząd Morawieckiego?
– Widzimy pewne próby dyplomatycznego łagodzenia napięć, a przynajmniej w sferze tonu prowadzonych rozmów. Na razie nikt się nie cofa, ale jesteśmy świadkami gestów słownych. Żeby zobaczyć wymierne efekty tych działań, potrzeba więcej czasu. Twarde stanowisko nie służy ani Komisji Europejskiej, ani Polsce. Dlatego najlepszym rozwiązaniem tego bądź co bądź konfliktu byłoby umożliwienie honorowego wycofania się Komisji Europejskiej poprzez dalsze łagodzenie tonu, ocieplające gesty i zabiegi typowo dyplomatyczne ze strony Polski, które wskazywałyby, że nie chcemy prowadzić agresywnej polityki w stosunku do Wspólnoty przy jednoczesnym utrzymaniu tego wszystkiego, co stanowi o podmiotowej roli Polski. Mam tu na myśli reformy, które jako Polska przeprowadzamy, do których mamy prawo, również co do polityki migracyjnej, którą prowadzimy itd. W tym względzie byłoby to rozwiązanie optymalne przy – jak już wspomniałem – złagodzonym tonie. Jednak sprawy, które są podmiotowo dla nas ważne, powinny być przez rząd premiera Mateusza Morawieckiego nadal realizowane.
Jak ocenia Pan wypowiedź premiera Węgier Victora Orbana na temat ewentualnego złagodzenia polityki w kwestii imigrantów, pod warunkiem, że Budapeszt będzie mógł decydować o tym, kogo przyjąć?
– Premier Victor Orban jest znany z niekonwencjonalnego uprawiania polityki, stąd pewnie i tym razem mówiąc, że jest skłonny do rozmów, stosuje manewr taktyczny w związku ze zbliżającymi się negocjacjami w sprawie nowej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej. Nie wykluczałbym, że stara się manewrować. Nie sądzę jednak, żeby jeśli chodzi o istotną sprawę – a mianowicie dotyczącą relokacji imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu – miał jakieś inne zdanie, niż pierwotnie to deklarował. Jego zdanie na temat nielegalnej imigracji jest przecież powszechnie znane.
Czy jako Polska możemy być pewni Orbana i Węgier? Mam na myśli ewentualne głosowanie w Radzie Europejskiej, jeśli chodzi o sankcje wobec Polski?
– Do sankcji to jeszcze daleka droga, ale jeśli chodzi o ewentualne konsekwencje wypływające z art. 7 traktatu unijnego, to sądzę, że w tym względzie nic się nie zmieni i węgierskiego weta możemy być pewni. Zresztą temu służy ofensywa dyplomatyczna prowadzona przez polski rząd. Natomiast premier Orban wielokrotnie wypowiadał się w różnych kwestiach – nazwijmy to – w sposób dość kontrowersyjny, ale trudno byłoby go posądzać, że sprzeniewierza się interesom węgierskim. Nie sądzę też, żebyśmy stracili sojusznika w sprawie imigrantów na forum unijnym.