Przemysł
Oferta dla stoczni
Środa, 17 stycznia 2018 (02:40)Agencja Rozwoju Przemysłu chce odkupić od ukraińskiego inwestora majątek Stoczni Gdańsk
Większość akcji stoczni – 81 proc. – posiada od 2008 roku ukraiński oligarcha Siergiej Taruta przez spółkę Gdańsk Shipyard Group, która jest częścią jego holdingu ISD – Związek Przemysłowy Donbasu. Natomiast 19 proc. akcji ma w swoim ręku ARP. To Agencja złożyła ukraińskim właścicielom ofertę nabycia akcji Stoczni Gdańsk (dawnej Stoczni Gdańskiej). Oferta dotyczy też spółki-córki GSG Towers, która produkuje w oparciu o majątek stoczniowy wieże do elektrowni wiatrowych, a ARP ma w niej połowę udziałów. – Złożyliśmy uczciwą ofertę i chcemy jak najszybciej sfinalizować transakcję – zapewnia Marcin Chludziński, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu.
Szef ARP powiedział „Naszemu Dziennikowi”, że na tym etapie postępowania nie może ujawnić, za jaką kwotę Agencja jest gotowa odkupić te przedsiębiorstwa, gdyż jest to tajemnica negocjacji. Ale zaznacza, że ta propozycja była poprzedzona dokładną analizą sytuacji ekonomicznej i finansowej stoczni i GSG Towers.
Roman Gałęzewski, przewodniczący „Solidarności” w Stoczni Gdańsk, zastrzega, że związkowcy nie będą teraz komentować procesu negocjacyjnego, gdyż jest to sprawa między dwoma właścicielami i „S” nie jest tu stroną. – Ale oczywiście będziemy się przyglądali negocjacjom, gdyż „Solidarności” zależy przede wszystkim na tym, aby w stoczni i GSG Towers była prowadzona produkcja i były utrzymane miejsca pracy, a także powstawały nowe – podkreśla nasz rozmówca. W Stoczni Gdańsk pracuje teraz ponad 100 osób, a w GSG Towers – około 400. Natomiast kiedy Ukraińcy kupowali stocznię, załoga liczyła około 4 tys. ludzi.
Prezes Marcin Chludziński nie kryje, że ARP preferuje przejęcie wszystkich akcji Stoczni Gdańsk oraz udziałów GSG Towers, bo wtedy będzie można szybciej i skuteczniej prowadzić proces wznowienia produkcji przemysłu stoczniowego w Gdańsku. Jeśli jednak okazałoby się to niemożliwe (głównie ze względów prawnych), wtedy Agencja będzie się starać przynajmniej o zakup wybranych aktywów stoczniowych.
Sytuacja w obu spółkach jest trudna. Brakuje im pieniędzy na regulowanie zobowiązań, realizują też stosunkowo nieduże kontrakty. Marcin Chludziński zaznacza, że nie jest to wina ARP, gdyż nie ma ona kontroli operacyjnej nad działalnością finansową i handlową Stoczni Gdańsk i GSG Towers. Co prawda w tej drugiej spółce Agencja ma połowę udziałów, ale to i tak nic nie daje ze względu na konstrukcję statutu firmy. Prezes Chludziński przypomina, że takie warunki wejścia ARP do GSG Towers zaakceptowali poprzednicy z rządu PO – PSL.
Siergiej Taruta został właścicielem stoczni w Gdańsku w listopadzie 2007 roku i obiecywał rozwój przedsiębiorstwa, jednak niewiele z tego wyszło. W latach 2007-2016 stocznia tylko cztery razy miała zyski netto i było to możliwe dzięki dużemu wsparciu udzielonemu przez rząd oraz wyprzedaży rezerw i majątku. To wsparcie sięgnęło 300 mln zł, a i tak łączna strata za poprzednie lata wyniosła 400 mln zł. To więcej niż nakłady poczynione w Stoczni Gdańsk przez inwestora.
Kłopoty ma też GSG Towers, którą Taruta założył w 2009 roku. I w małym stopniu pomogła jej sprzedaż 50 proc. udziałów w spółce ARP w 2015 roku. Agencja w zamian darowała Ukraińcom 200 mln zł długu wobec ARP. Transakcja odbyła się za zgodą ówczesnego ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego (PO). Wtedy też minister Karpiński przekonywał, że stocznia ma perspektywy rozwoju, ale stało się inaczej.
Niespełnione obietnice
Poza tym SG sprzedała w 2015 roku część swoich nieruchomości Pomorskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej za prawie 100 mln zł. Te działania miały dać impuls obu przedsiębiorstwom do rozwoju, ale w praktyce skończyło się na tym, że środki zostały wydane na pokrycie części długów stoczni i GSG Towers, m.in. wobec ZUS. Tak więc działania rządu PO – PSL i ARP w tamtych latach były nieskuteczne, a ukraiński inwestor nie spełnił obietnicy rozwijania produkcji statków i elementów elektrowni wiatrowych.
Ten rok też zapowiada się jako trudny dla obu podmiotów. GSG Towers ma co prawda kontrakt na budowę 15 wież wiatrowych dla duńskiego odbiorcy, ale jej moce produkcyjne są znacznie większe. Stocznia też ma realizować stosunkowo nieduże zamówienia.
Marcin Chludziński nie ma wątpliwości, że zmiany własnościowe są w tej sytuacji konieczne, gdyż Agencja Rozwoju Przemysłu zapewni obu zakładom dostęp do finansowania produkcji, bez czego nie da się zdobyć nowych kontraktów i choćby wznowić produkcji dużych jednostek morskich w gdańskiej stoczni. – Naszym celem jest ustabilizowanie sytuacji w Stoczni Gdańsk i GSG Towers, a docelowo rozwój obu firm. Aby efektywnie wykorzystać w przyszłości potencjał obu spółek, potrzebne są szybkie działania naprawcze i pozyskanie kontrahentów. Jesteśmy zdeterminowani, ale musimy odzyskać realny wpływ na to, co dzieje się w spółkach – podkreśla prezes Chludziński.
Szef ARP zwraca też uwagę, że plan przejęcia gdańskich zakładów przez agencję, ich repolonizacja, ma głęboki sens ekonomiczny i strategiczny. Będzie to bowiem element programu rozwijania przemysłu stoczniowego, jaki uruchomił rząd Prawa i Sprawiedliwości. Ten sektor ma być wszak jednym z kół zamachowych rozwoju naszego przemysłu, a ze stoczniami będą kooperować setki innych przedsiębiorstw.
Krzysztof Losz