Hiszpania rok po wyborach
Piątek, 28 grudnia 2012 (02:10)Rok temu w Hiszpanii zmienił się rząd. Partia Socjalistyczna opuściła rząd, a zastąpiła ją Partia Ludowa. Rząd socjalistyczny pozostawił kraj w ruinie, podzielony i zdemoralizowany.
Stąd też większość Hiszpanów oddała swój głos na Partię Ludową. W tamtym czasie partia ta była powiewem nadziei. Wielu wierzyło – ja również – że nowy rząd polepszy sytuację gospodarczą i socjalną. Niestety, po roku znaleźliśmy się w sytuacji jeszcze gorszej pod wieloma względami. Indeks giełdowy (IBEX) nie podnosi się, premia za ryzyko nie zmalała, wskaźnik bezrobocia rośnie w sposób zatrważający, ceny idą w górę, a zarobki spadają. Klasa średnia została poważnie dotknięta niesprawiedliwym wzrostem podatków. W tym roku w budżecie obcięto fundusze na służbę zdrowia, edukację, systemy emerytalny oraz opieki nad ludźmi pozostającymi w zależności od innych.
Ekonomiczne prognozy
Utrzymują się jeszcze jedynie dwa sektory: turystyka i eksport. Ale ostatnie wiadomości docierające z Unii Europejskiej nie brzmią zachęcająco także i dla nich. Oba poważnie zależą od gospodarki innych krajów, jak Francja i Niemcy. A ostatnie informacje napływające z tych dwóch krajów są również negatywne.
W Niemczech wzrost w ostatnim kwartale był bardzo słaby, a Francja właśnie osiągnęła najgorszy od dziesięcioleci wskaźnik bezrobocia. Spodziewany wzrost w eurostrefie jest nikły, jak poinformował Europejski Bank Centralny. Najwidoczniej eurostrefa grzęźnie w drugiej już recesji w ciągu ostatnich trzech lat. To zapowiada niewesołą perspektywę dla hiszpańskich sektorów eksportu i turystyki.
W sektorze finansowym nie dzieje się lepiej. Połowę hiszpańskiego systemu finansowego stanowiły kasy oszczędnościowe („Cajas de Ahorros”). Instytucje te cieszyły się długą i chlubną tradycją. Wiele z nich założono ponad 100 lat temu. Powstały w ramach społecznej i wspólnotowej inicjatywy przy silnym udziale środowisk katolickich. No cóż, w ostatnich dekadach rady wykonawcze tychże instytucji były zajmowane przez polityków i związkowców, którzy odeszli, zabierając z kas oszczędnościowych całe dobro. A w ostatnich pięciu latach wszystkie kasy zniknęły.
Była to przykra strata dla jedynego winowajcy: klasy politycznej. Reszta systemu finansowego pozostaje rzekomo zdrowa. Ale całą jego zdolność kredytową pochłania państwo, samorządy miejskie i władze regionalne. Dla firm i rodzin nie pozostaje nic. Całość kredytów wchłaniana jest przez sektor publiczny. Bankowość wykupuje obecnie dług państwowy, a firmy i rodziny pozostawia bez zabezpieczeń. Efektem tego jest upadek w sferze konsumpcji domowej oraz przedsiębiorczości inwestycyjnej.
Na brak funduszy nie pomogły pieniądze z europejskich funduszy, ponieważ hiszpański rząd do tej pory nie zwrócił się o ratunek do Unii Europejskiej. Nie uczynił tego, ponieważ warunki tego rodzaju pomocy nigdy nie były jasne. Zarówno Niemcy, jak i sama Komisja Europejska zwiększyły niepewność ze względu na ciągle zmieniający się proces ustalania warunków.
Ogólnie rzecz biorąc, nasza najbliższa przyszłość rysuje się w ciemnych barwach. Ale najgorszą rzeczą jest to, że nie wiemy, jaka jest przyczyna tego gwałtownego upadku. Część odpowiedzialności z pewnością spoczywa na poprzednim socjalistycznym rządzie. Ale po upływie pełnego roku nie da się udawać, że obecny rząd Partii Ludowej jest całkowicie bez winy. Nawet nasi europejscy partnerzy niezbyt nam pomagają. Teraz np. zapowiadają, że nie będzie żadnych euroobligacji. A co najważniejsze, nie możemy już pokładać nadziei w zmianie rządu!
Zawiedzeni wyborcy
W tej sytuacji jesteśmy świadkami powszechnie rosnącego braku zaufania wobec polityków, klasy politycznej w ogóle, bez względu na partię, a w szczególności wobec tych, którzy sprawowali rządy w ostatnich latach. W konsekwencji Partia Ludowa poważnie traci na poparciu. Ale Partia Socjalistyczna wcale na tym nie wygrywa. Ta również traci poparcie i głosy, i to nawet bardziej od prawego skrzydła.
Proces ten powoduje zarówno niebezpieczne pęknięcie między obywatelami a klasą polityczną, jak i zapoczątkowuje powstawanie partii bardziej radykalnych czy ekstremistycznych. Partia Ludowa wyraźnie ucierpiała ze względu na przeciągający się kryzys. Jej popularność spadła po wprowadzeniu cięć budżetowych. Co więcej, jej wyborcy są niezadowoleni. Nie dostrzegli żadnych społecznych ani politycznych zmian, jakich oczekiwali. Prawo aborcyjne w dalszym ciągu pozostaje niezmienione.
Cywilne związki między osobami tej samej płci nadal traktowane są jako małżeństwa. Rzecznicy rządu oświadczyli już, że nie zamierzają nic z tym zrobić. Świat kultury jest wciąż w rękach tzw. postępowców. Korupcja w równej mierze obejmuje wszystkie partie polityczne. Nacjonaliści poszczególnych regionów – głównie Katalonii – wplątani są w liczne skandale korupcyjne, podobnie jak socjaliści… a nawet Partia Ludowa.
Co więcej, każdego dnia rząd popełnia gafy. Dopuścił się także absurdalnych i niewytłumaczalnych błędów, jak zdjęcie kary z katalońskich policjantów skazanych niedawno za tortury. Bilans minionego roku jest następujący: pogorszyła się sytuacja w gospodarce, a w sferze politycznej, socjalnej i kulturalnej nic nie naprawiono. Jedyną pociechą dla prawicowych wyborców jest świadomość, że gdyby socjaliści nadal byli u władzy, sytuacja byłaby jeszcze gorsza, i to na wszystkich polach. To pocieszające, tak, ale to smutna pociecha.
Nadchodzący rok – według hiszpańskiego rządu – będzie kolejnym rokiem recesji i niedomagania.
Rząd Hiszpanii przewiduje, że dopiero w 2014 r. gospodarka zacznie odnotowywać wzrost. Wtedy mamy zobaczyć owoce obecnych regulacji budżetowych. Nie wiemy, czy te prognozy się spełnią. Jeśli tak (miejmy nadzieję!), nasze obecne wyrzeczenia się opłacą. Być może wtedy też aktualnemu rządowi wybaczone zostaną wszystkie niespełnione obietnice i ponownie będzie mógł wygrać wybory. To jedyna karta, jaka mu teraz pozostaje.
Zgodnie z ostatnimi badaniami 80 proc. Hiszpanów uważa, że bezrobocie jest najpoważniejszym problemem, przed jakim stanęliśmy. Wskaźnik bezrobocia jest już teraz skandaliczny. Sięga 25 procent. Bez pracy pozostaje blisko 5 milionów osób. Sytuacja ta dramatycznie dotyka młodych ludzi. Całe pokolenie ugrzęzło między złym systemem edukacyjnym nieskoordynowanym z rynkiem pracy. Pracy nie ma 50 proc. młodych Hiszpanów.
Pociąga to za sobą wiele konsekwencji w postaci choćby trudności z usamodzielnieniem się czy planowaniem przyszłości – zakładaniem rodzin czy posiadaniem dzieci. Obecnie średni wiek, kiedy można mówić o usamodzielnieniu się, przesunął się do 27. roku życia. Liczba nowożeńców w 2011 r. zmalała o 4,4 proc. w stosunku do roku poprzedzającego.
Liczba urodzeń w 2011 r. spadła o 3,5 procent. Średni wiek, w którym kobieta staje się matką, wzrósł do 31,4 r.ż., a średnia liczba dzieci na jedną kobietę spadła do 1,35. Demograficzne prognozy na najbliższy okres dla Hiszpanii przewidują – po raz pierwszy od wielu lat – spadek liczby ludności. Wynikająca z tego piramida populacyjna jest głównym czynnikiem ryzyka dla systemu emerytalnego. A musimy brać pod uwagę fakt, że wiele hiszpańskich rodzin już teraz żyje dzięki „emeryturze dziadków”.
Za chlebem za granicę
Można śmiało powiedzieć, że doszło do przekrętu na ogromną skalę. Powtarzaliśmy naszym dzieciom, że dzięki ciężkiej pracy, nauce i przygotowaniu można iść naprzód. Obiecaliśmy im lepsze życie. Prawda jest taka, że to się nie spełniło. Po raz pierwszy od dziesięcioleci spodziewamy się, że standard życia naszych dzieci będzie gorszy od naszego.
Najbardziej konkurencyjna część młodych Hiszpanów pakuje się i wyjeżdża poszukiwać pracy za granicą. Najczęściej wybieranym krajem są Niemcy. Pracuje tam już wielu hiszpańskich techników, inżynierów i fachowców. Młodzi wyjeżdżają też do wielu innych krajów Europy, szczególnie do części północnej i centralnej. Ale znamy również młodych, którzy poszukują zatrudnienia w wybranych krajach Ameryki Łacińskiej, jak Kolumbia, Meksyk czy Brazylia, które obecnie odnotowują wzrost gospodarczy. Ci, którzy pozostają w Hiszpanii, w wielu przypadkach nie mają pracy, a tym, którzy ją tutaj znajdują, grozi niepewność i brak zabezpieczenia.
Płace młodych są groszowe. Jeszcze pięć lat temu wynagrodzenie w wysokości 1000 euro było uważane za niskie. Ludzie, którzy tyle zarabiali, byli z drwiną nazywani „tysiąceurakami” („mileuristas”: neologizm określający młodych z wyższym wykształceniem, zarabiających 1000 euro miesięcznie). Dzisiaj niewielu osiąga takie zarobki, a status „tysiąceuraka” jest niemalże rzadkim przywilejem młodych ludzi. W tej sytuacji nie dziwi, że młodzi są rozczarowani i zawiedzeni. Odsunęli się od polityki i z podejrzliwością spoglądają na wszystkich polityków.
Reforma edukacji
W tak negatywnej dla młodych rzeczywistości zwróćmy jednak uwagę na pozytywne aspekty. Obecny rząd powziął odważną reformę edukacji. Być może poziom kształcenia nieco się podniesie, a wraz z nim wzrosną także szanse młodych na przyszłość, kiedy poprawi się sytuacja ekonomiczna. W Hiszpanii od ostatnich trzydziestu lat mamy do czynienia wyłącznie z socjalistycznymi zasadami edukacji.
Zasady te przyniosły bardzo mierne skutki, jak wynika z raportu PISA (Program for International Student Assessment). Wraz z nowymi zapisami rząd zamierza podnieść poziom umiejętności uczniów, zmniejszyć odsetek szkolnych niepowodzeń i opuszczania zajęć lekcyjnych. Chce także przywrócić nauczycielom należny im autorytet i prestiż. Chodzi również o to, ażeby pozwolić szkołom na większą autonomię, a rodzinom dać większą swobodę wyboru.
Jako filozof muszę powiedzieć, że nowe zapisy znacząco ograniczają obecność filozofii w szkołach wyższych. W tym zakresie myślę, że można by jednak poczynić zmiany na lepsze. Ale poza tym uważam, że ogólnie to dobry projekt zmian. Jak można się było spodziewać, budzi on poważną opozycję głównie ze strony tzw. postępowych kręgów. Partie lewego skrzydła zawsze traktowały edukację jako rodzaj prywatnej własności.
Nawet nie mogą sobie wyobrazić, że nasz naród może mieć ustawę edukacyjną wykraczającą poza postępową ortodoksję. Tym niemniej obecnie głęboka reforma edukacji jest jednym z zasadniczych warunków polepszenia perspektyw na rynku pracy dla młodych Hiszpanów, a co za tym idzie – perspektyw na rozwój własny i rodzinny.
Prof. Alfredo Marcos, Uniwersytet Valladolid w Hiszpanii, tłum. Anna Bałaban