• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Przywódcy Unii traktują wybiórczo fakty

Wtorek, 2 stycznia 2018 (20:41)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Komisarz ds. budżetu Guenther Oettinger zapowiedział plan, zgodnie z którym przyznawanie unijnych funduszy ma zależeć od praworządności i przyjmowania uchodźców. Co Pan o tym sądzi?

– Guenther Oettinger powinien wiedzieć, że to akty prawne regulują kwestie przyznawania unijnych dotacji i nikt jednoosobowo czy też Komisja Europejska lub Parlament Europejski nie jest w stanie tego zmienić. Kwestie te reguluje Traktat o Unii Europejskiej, a więc wypowiedź komisarza Oettingera, którą można też odczytywać jako wręcz próbę zastraszenia, nie powinna wzbudzać niepokoju, co więcej, ośmiesza osobę wypowiadającą takie słowa. Uważam, że Guenther Oettinger powinien się zapoznać z tym, co zaczynają mówić politycy Europy o sytuacji na Starym Kontynencie, podając Polskę jako przykład kraju, który dba o interes nie tylko własnego państwa. W tej sytuacji trudno mówić, że łamana jest demokracja czy zasady solidaryzmu, bo nic takiego nie ma miejsca.       

Oettinger pomoc Grecji, Włochom, Bułgarii, Hiszpanii, Malcie i Cyprowi – krajom, które szczególnie ucierpiały wskutek migracji –  nazwał „nakazem solidarności”…

– Zastanawiam się, czy ten polityk w ogóle rozumie pojęcie solidarności czy solidaryzmu międzynarodowego. Co więcej, wypowiadając te słowa, zapomina, że Polska, która według danych Eurostatu (Europejskiego Urzędu Statystycznego) za rok 2016 jest na drugim miejscu, i to nie po Niemczech, ale po Wielkiej Brytanii, jeśli chodzi o liczbę przyjętych imigrantów. Polityka unijna traktuje wybiórczo fakty, bo niby dlaczego pomija żelazne, rzeczywiste dane dotyczące przyjmowania imigrantów spoza UE – mam tu na myśli obywateli Ukrainy, którzy uciekają przed działaniami wojennymi prowadzonymi w sposób regularny na wschodzie Ukrainy. To nie gdzie indziej jak w Polsce ci ludzie znajdują schronienie.   

Słowa komisarza Oettingera nie wskazują, że szykuje się kolejna ofensywa przeciwko Polsce?

– Taki zamiar pewnie istnieje, ale uważam, że są to już ostatnie podrygi i próba tłumaczenia nieudolności, braku kompetencji organów unijnych, takich jak Komisja Europejska czy Parlament Europejski. Jean-Claude Juncker czy Frans Timmermans doskonale zdają sobie sprawę z tego, że sprawy zaszły za daleko, że problemy wywołane przez niekontrolowany napływ imigrantów muzułmańskich, którym bramy Europy otworzyła na oścież kanclerz Angela Merkel, nie tylko są, ale się zaostrzają. Te problemy widać w poszczególnych krajach, jak Francja czy Niemcy, które wyraźnie sobie nie radzą. Stąd podejmowane działania, o których mówi Oettinger – być może – są próbą odwrócenia uwagi i wyjścia z twarzą z sytuacji, do której doprowadzono.        

Premier Morawiecki na Twitterze oraz w wywiadzie dla telewizji publicznej jasno zaznaczył, że Polska się nie ugnie w sprawie przymusowej relokacji uchodźców...

– Z całą pewnością premier Mateusz Morawiecki będzie słuchany i słyszany nie tylko w Polsce, ale także za granicą. Politycy zachodni są – można powiedzieć – przerażeni możliwością zaistnienia nowych faktów – mam na myśli Austrię i jasne stanowisko obecnego kanclerza Sebastiana Kurza wobec imigrantów. Stwierdził on, że każde państwo narodowe ma prawo decydować o sobie, a zmuszanie do przyjmowania uchodźców nie pomaga Europie. Jeśli zatem UE nadal będzie kroczyć tą drogą, to będziemy mieli do czynienia nie z łączeniem, ale z dzieleniem Unii. Co więcej, Austria coraz głośniej zaczyna mówić o tym, że Wyszehrad się jej podoba, coraz więcej słychać tam również o projekcie Trójmorza.

W ofensywie premiera Morawieckiego na pierwszy ogień idą Węgry. W tym roku odbędą się wybory na Węgrzech. Francja już rozmawia z opozycją węgierską. Czy w związku z tym stawianie na Budapeszt, który ma nas obronić przed ewentualnymi sankcjami, nie jest zbytnią naiwnością?

– Małe sprostowanie, to nie Francja próbuje rozmawiać z węgierską opozycją, ale prezydent Emmanuel Macron. Na ile jest to skuteczny polityk, to chyba najlepiej widać po sondażach we Francji, gdzie zaledwie po siedmiu miesiącach od objęcia władzy polityk ten ma niespotykane dotąd niskie poparcie w swoim narodzie. Nie chciałbym też spekulować, czy możemy, czy nie liczyć na Węgrów, bo to jest – według mnie – pewny partner. Węgry na pewno zajmą stanowisko po stronie Polski, co wielokrotnie już deklarował premier Viktor Orbán. Natomiast pytanie jest: kto jeszcze oprócz Węgrów może wesprzeć Polskę?

Ale to chyba już nie nasz problem?

– Owszem, jest to problem i ból głowy wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa. Sytuacja wygląda tak, że nie tylko Węgry podzielają stanowisko Polski. Pod uwagę brane są np. Hiszpania, wspomniana wcześniej Austria, również Dania jest skłonna poprzeć Polskę w tym starciu z Komisją Europejską. Spośród krajów zachodniej Europy – starej 15 – część uważa, że uruchomienie art. 7.1 traktatu o Unii Europejskiej, czyli wstępnej procedury praworządności przeciwko Polsce, jest – mówiąc bez owijania w bawełnę – zwykłym draństwem.

Polska ma szanse wyjść wzmocniona z tego starcia z Komisją Europejską?

– Polska ma szanse i wierzę w to, że wyjdzie z tego starcia z Komisją wzmocniona. Szanse, by wyjść wzmocniona, ma także Unia, bo stanowisko Polski – jak można sądzić – nie będzie odosobnione, co w konsekwencji zmusi do chociażby częściowych reform UE, które – jak pokazuje życie – są konieczne.         

11 stycznia prezydent Duda wygłosi programowe wystąpienie dotyczące polityki zagranicznej. Czego Pan oczekuje po tym przemówieniu?

– Myślę, że to, co powie prezydent Andrzej Duda, będzie w jakiś sposób zsynchronizowane z polityką zagraniczną polskiego rządu, że nie będzie tu żadnego rozdźwięku. Ponadto do 11 stycznia – zgodnie z zapowiedzią premiera Morawieckiego – zostanie wyjaśniona sprawa rekonstrukcji rządu, w tym również – jak sądzę – wiadomo będzie, kto obejmie stery Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Trzeba też będzie połączyć kierunki, priorytety polityki zagranicznej prowadzonej przez Pałac Prezydencki i rząd RP. Jak sądzę, te kierunki – może nie szczegółowo, ale ogólnie – z pewnością nakreśli w swoim wystąpieniu prezydent Andrzej Duda.

Wracając jeszcze do wystąpienia prezydenta, wśród kierunków i aktywności ma być dyplomacja gospodarcza. Jak ważny to obszar?

– Dyplomacja gospodarcza to nic nowego. Przypomnę tylko wszystkie wcześniejsze podróże zagraniczne – zarówno europejskie, jak też chociażby do Chin, Ameryki Południowej, Stanów Zjednoczonych i innych państw świata prezydenta Dudy, któremu towarzyszą nie tylko politycy, ale również, a może przede wszystkim, polscy przedsiębiorcy, ludzie biznesu. To pokazuje, że oprócz załatwiania spraw ważnych politycznie dla Polski prezydentowi zależy na zacieśnianiu już istniejących relacji gospodarczych i rozwijaniu nowych kierunków z korzyścią dla Polski i rodzimej gospodarki. Skutkami są duże kontrakty, które są liczone w dziesiątkach miliardów dolarów, podpisywane przy okazji takich wizyt. Jest zgoła inna sytuacja, kiedy rozmowy gospodarcze dwustronne są prowadzone bez udziału polityków z tzw. pierwszego szeregu, a inna, kiedy się odbywają przy okazji wizyt międzypaństwowych z udziałem prezydenta, który w pewnym sensie legitymizuje takie porozumienia, a przynajmniej tworzy dla nich odpowiedni, przyjazny grunt. Tak czy inaczej ta polityka gospodarcza, do której dużą wagę przywiązuje prezydent Duda, była, jest i – jak sądzę – nadal będzie prowadzona. Spodziewałbym się natomiast doprecyzowania przez pana prezydenta kierunków tej ofensywy gospodarczej na najbliższy czas.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki