• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Dobra opozycja potrzebna Polsce

Sobota, 30 grudnia 2017 (13:26)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Żegnamy 2017 rok. Czy to był dobry rok dla Polski?

– Słupki sondażowe, statystyki i oceny gospodarki są pozytywne. Dlatego uczciwie rzecz biorąc, był to rok pozytywny dla Polski. Gospodarka staje na nogi, bezrobocie spada, jednocześnie mamy wzrost ściągalności podatku VAT, to wszystko pokazuje, że jest dobrze.

Ale opozycji totalnej te wzrosty nie przekonują?  

– Z opozycją totalną jest problem. Mam wrażenie, że opozycja totalna po dwóch latach od przegranej w wyborach wciąż szuka pomysłu na siebie i swoje frustracje usiłuje przerzucić na część społeczeństwa, grając emocjami Polaków. Ale to nie jest tylko gra emocjami Polaków, ale gra Polską. Natomiast nie widać żadnego pomysłu na Polskę. Platforma i Nowoczesna nie mają żadnej wizji, żadnego planu rozwoju Polski poza krytyką Prawa i Sprawiedliwości. Krótko mówiąc, jest to wyrafinowana polityczna gra.

Jakie będą główne zadania rządu na przyszły rok?

– Czeka nas rok szczególny – zwłaszcza na arenie międzynarodowej. Polska – jak wiemy – nie ma najlepszej prasy w Unii Europejskiej, nie mamy najlepszych notowań. Natomiast jesteśmy państwem, które próbuje się ubierać – w sposób nieuprawniony – w szaty nacjonalizmu, nietolerancji, doklejając nam łatki niemające nic wspólnego z rzeczywistością. Niestety zetknęliśmy się ze ścianą ideologii, jaka – niestety – rządzi Unią Europejską.   

Dlaczego fakt, iż Polska się rozwija, reformuje państwo, nie powoduje entuzjazmu na zachodzie Europy, a wręcz przeciwnie?

– Sprawa jest bardziej złożona, niż się wydaje. Z jednej strony ktoś w Polsce próbuje przeprowadzić sanację – odrodzenie, oczyszczenie, odbudowanie państwa, ale z drugiej strony rządzący Polską mają świadomość, że – jakby nie spojrzeć, są to działania na granicy prawa. Jest to balansowanie na granicy prawa i co do tego nie ma wątpliwości, tyle tylko, że największe historyczne wydarzenia w Polsce działy się na granicy prawa, żeby nie powiedzieć – dokonywały się ze złamaniem prawa. Tak było chociażby przy okazji Konstytucji 3 Maja, której uchwalenie odbyło się w wyniku naruszenia prawa. Inaczej mówiąc, są takie sytuacje w historii państwa, kiedy aby coś dobrego zrobić, trzeba złamać czy nagiąć prawo, aby po latach mieć z tego poczucie dumy. To paradoks, ale takie są fakty. Dzisiaj nikt nie podważa Konstytucji 3 Maja, która jest celebrowana, a która – jak wspomniałem – powstała w wyniku naruszenia ówczesnego prawa. Dopiero po latach widać, że te działania, które przed laty wydawały się irracjonalne, jednak miały sens. To swoisty paradoks historyczny, że takie osoby jak Marszałek Józef Piłsudski, który za życia – w oczach wielu – jawił się jako dyktator, czy wręcz zamachowiec majowy, dzisiaj jest bohaterem narodowym. A zatem jest to złożony problem.

Rozumiem, że nawiązuje Pan do niedawno uchwalonych i podpisanych przez prezydenta Dudę ustaw reformujących wymiar sprawiedliwości…?                  

– Dokładnie. Z jednej strony widzę manię naciągania Konstytucji RP, ale z drugiej strony jeśli weźmiemy pod uwagę, że polskie sądownictwo przeszło – można rzec – suchą stopą z komunizmu do wolnej Rzeczypospolitej, że w Polsce nie dokonano dekomunizacji sędziów, tak jak zrobiono to w innych krajach, to nie jest to w porządku. Tak czy inaczej – z jednej strony patrząc na uchwalone ustawy mogę się buntować, ale z drugiej widzę zasadność przeprowadzenia takiej sanacji w Polsce i zdaję sobie sprawę, że nie będzie to bezbolesne. Każde działanie, które ma na celu oczyścić Polskę z różnych zaszłości itd., będzie bardzo bolało. I to jest jedna strona medalu, bo z drugiej wszystko to sprawia, że strona rządowa jest wystawiona na bardzo poważną pokusę, żeby nie stracić kontaktu z rzeczywistością.

Takim „sumieniem” każdego rządu powinna być opozycja, której póki co rząd Zjednoczonej Prawicy nie ma…       

– Jako Ruch Kukiz’15 staramy się być dobrą opozycją.

Dobrą to znaczy jaką?  

– Dobra opozycja to opozycja uczciwa, która jak trzeba skarci, ale jeśli są ku temu uzasadnione powody, to pochwali. Dobra opozycja jest po to, żeby rządzący nie mieli pokusy naruszenia prawa i popadania – niekiedy – w bardzo poważne problemy. Przyznam, że słyszę od wielu posłów Prawa i Sprawiedliwości, że potrzeba dobrej opozycji, bo jak twierdzą, sami widzą, co się dzieje w niektórych ministerstwach, że trzeba tam interweniować. Ale nie ma kto działać, a im samym nie bardzo wypada. Dlatego dobra, zdrowa opozycja jest potrzebna nie tylko dla PiS-u, ale przede wszystkim dla Polski.

Bez kontroli każda władza, prędzej czy później się degeneruje…    

– Zgadza się. Dlatego chcę powiedzieć, że mijający rok był trudny. Z jednej strony PiS uczyło się rządzić, a z drugiej opozycja totalna nie nauczyła się być konstruktywną opozycją. Niestety nie udało się nam wypracować modelu silnej opozycji, która mądrze w sposób korzystny dla Polski kontroluje sytuację w kraju. I to według mnie jest największa bolączka polskiej polityki w mijającym roku. To sprawiło, że PiS-owi nie udało się uniknąć pokus i ewidentnego popełnienia błędów.

Zgadza się Pan z krytykowaną w niektórych środowiskach wypowiedzią ministra Mariusza Błaszczaka, że wraz z podpisem prezydenta pod ustawami ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS skończył się w Polsce komunizm?

– Tak jak wspomniałem, sądownictwo, co więcej wymiar sprawiedliwości w Polsce wyszedł z komunizmu de facto bez zmian, nie oczyszczając się wewnętrznie. Ale to jest tylko jedna sprawa, bo z drugiej jest cały zasób aktów prawnych, które ciągle wymagają wyprostowania czy zmian – jak chociażby Kodeks Postępowania Cywilnego. Chodzi o to, żeby prawo, na podstawie którego sędziowie orzekają, zmieniać tak, aby Polacy, którzy stają przed wymiarem sprawiedliwości, czuli się bezpiecznie i pewnie. Oczywiście możemy zmienić sędziów, ale nie zapominajmy, że sędziowie działają na podstawie obowiązującego prawa i jeśli to prawo jest wadliwe, jeśli to prawo jest nieskuteczne, jeśli wzrasta liczba odwołań obywateli do sądownictwa europejskiego, to pokazuje, że polskie sądownictwo jest bardzo chore i wymaga leczenia.

Komisja Europejska dopatrzyła się naruszenia praworządności uruchomiła przeciw Polsce artykuł 7. Traktatu o Unii Europejskiej. Czy i na ile mogą to być skuteczne działania i czy rzeczywiście możemy liczyć na Węgry?

– Przyznam, że nie obawiam się tego słynnego już art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, bo jest to „papierowa atomówka”, a nie coś, co mogłoby Polskę zmusić do zmiany własnej wewnętrznej polityki, do której uprawiania mamy prawo. Bać się można wtedy, kiedy ktoś rzeczywiście łamie prawo i za to powinien ponieść konsekwencje. Tymczasem mamy do czynienia z sytuacją, kiedy Komisja Europejska stosuje podwójne standardy i jest niekonsekwentna w swoich działaniach. Przykłady można mnożyć. Afera Panama Papers, skandale korupcyjne i śmierć dziennikarki tropiącej afery z udziałem maltańskich polityków i brak reakcji ze strony KE pokazują, że mamy do czynienia z podwójnymi standardami. Idźmy jednak dalej, budżet Grecji czy budżety Hiszpanii oraz Włoch i cisza to kolejne przykłady podwójnych unijnych standardów. Stan wyjątkowy we Francji – podwójne standardy, łamanie praw człowieka w Niemczech i we Francji w trakcie rozpędzania manifestacji to także przykłady podwójnych standardów. Gdyby w Polsce dochodziło do aktów siłowych i rozpędzania manifestacji jak we wspomnianych krajach, to byłby krzyk na całą Europę, że oto Polska niszczy prawa człowieka. Dzięki Bogu tego u nas w Polsce nie ma, ale gdyby u nas płonęły opony, gdyby to w Polsce były dewastacje miast, to Polskę odsądzano by od czci i wiary. Ale kiedy coś takiego ma miejsce na co dzień w innych państwach europejskich, to wszystko jest w porządku i tam nie ma naruszenia prawa. Europa milczy, jakby nic się nie stało.

Co powoduje te podwójne standardy?

– Poplecznicy polityczni KE są w porządku – nawet wtedy, kiedy łamią prawo, a rządy, które ideowo nie są bliskie lewicowym unijnym elitom, co więcej działają w interesie własnego państwa, są na cenzurowanym. To powoduje podwójne standardy i wadliwość działań KE.             

No tak, ale z polityków maltańskich, greckich czy hiszpańskich nikt nie donosił na własny kraj do KE, jak to czyniły Platforma i Nowoczesna?

– To jest dodatkowa sprawa, w którą nie chciałbym wchodzić, bo ci, którzy donoszą na Polskę, nie zasługują na większą uwagę. Tak czy inaczej prawo unijne ma być jednakowe dla wszystkich, tymczasem w UE, która stosuje podwójne standardy, tak nie jest.

Podwójne standardy to jest kwestia wadliwości prawa czy tylko ludzi, którzy powinni stać na straży przestrzegania prawa, ale tego nie robią?

– Problem jest głębszy, mianowicie Europa wymaga głębokiej korekty i innego spojrzenia na to, co się dzieje na naszym unijnym podwórku. Czy to się komuś podoba czy nie należy taką analizę przeprowadzić i powrócić do korzeni. Europa, której częścią jest Polska, musi wrócić do korzeni i co do tego nie ma wątpliwości.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki