• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Bruksela nie słucha

Sobota, 23 grudnia 2017 (21:23)

Z Witoldem Waszczykowskim, ministrem spraw zagranicznych, rozmawia Piotr Falkowski

Co było, według Pana, prawdziwą przyczyną środowej decyzji Komisji Europejskiej o rozpoczęciu procedury naruszenia zasad europejskich przez Polskę?

– Pytanie, czemu ma służyć ta decyzja Komisji Europejskiej, jest pytaniem do samej Komisji. Ta jej decyzja wpisuje się w dwuletnią kampanię wymierzoną w obecny polski rząd. Rząd, przypominam, wybrany w demokratycznych wyborach i realizujący zdefiniowane jasno interesy narodowe. Rząd, który nie jest akceptowany przez przegranych w wyborach z 2015 roku i przez elity brukselskie. One chciałyby, żeby było jak dawniej, gdy Polska godziła się bezrefleksyjnie na każdy pomysł tych elit.

Od dwóch lat prowadzimy dialog z Komisją, przedstawiając nasze stanowisko. Wskazujemy, że reforma funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości jest kompetencją państw członkowskich, zgodnie z traktatami, i nie narusza standardów praworządności określonych w Unii Europejskiej, której częścią jesteśmy. Obserwując ten proces, mam niestety wrażenie, że nie chce się słuchać naszych argumentów, szermując w zamian argumentacją totalnej opozycji czy niektórych publicystów. Nadal uważam, że stosuje się wobec nas podwójne standardy: coś, co jest dobre dla państwa „starej Unii”, nie jest – zdaniem elit brukselskich – dobre dla Polski, bo jesteśmy „za młodą” demokracją. A przecież wiele rozwiązań w zakresie reformy wymiaru sprawiedliwości zostało zapożyczonych z innych państw UE. Gdyby chciano nas wysłuchać, nie byłoby tej decyzji.

Czy jest jeszcze szansa na zatrzymanie drogi wyznaczonej przez art. 7, jakiegoś kompromisu, porozumienia?

– Zawsze opowiadaliśmy się za dialogiem. I te rozmowy chcemy kontynuować. O tym mówił ostatnio także pan premier Mateusz Morawiecki. Szef naszego rządu przyjął także zaproszenie na rozmowy z przewodniczącym KE Jean-Claude’em Junckerem w Brukseli w styczniu 2018 roku. Warto przy tym zauważyć, że wbrew narracji mediów głównego nurtu decyzja Komisji nie jest procedurą sankcyjną. Sankcje są przewidziane w innych przepisach i wymagają jednomyślności szefów rządów obradujących w ramach Rady Europejskiej. Kompromis zawsze jest możliwy, ale obie strony rozmowy muszą do niego dążyć.

Państwa członkowskie, zwłaszcza Europy Środkowo-Wschodniej, staną przed dylematem, czy być lojalnym wobec Polski, czy zgodzić się z unijnymi instytucjami oraz dużymi państwami UE. Jak Polska będzie przekonywać swoich partnerów do głosowania „przeciw”?

– Będziemy rozmawiać, przekonywać do naszych racji wszystkie państwa Unii Europejskiej, nie tylko z naszej części Europy. Nie dzielimy Europy, jak chcą to czynić niektórzy. Ten dialog, jak już wspomniałem, trwa. Pamiętajmy też, że mamy do czynienia z decyzją Komisji Europejskiej, a nie państw członkowskich.

Przebieg tego głosowania zapewne wpłynie na nasze relacje z poszczególnymi państwami.

– Sądzę, że do głosowania w Radzie Unii Europejskiej jest jeszcze długa droga.

Ale cała sytuacja jest jednak poważna, zmusza do przemyślenia naszego miejsca w zjednoczonej Europie, możliwe, że wzrosną nastroje eurosceptyczne.

– Ta sytuacja nie wpłynie na miejsce Polski w naszej, wspólnej Europie. Jak już wspomniałem, nie jest to procedura sankcyjna, wbrew temu, czym straszy się polskie społeczeństwo. Dialog trwa. A jeśli chodzi o nastroje społeczne, to być może sposób traktowania Polski przez elity brukselskie wpłynie negatywnie na sposób postrzegania Unii przez Polaków, ale to raczej będą badać socjologowie i ośrodki badania opinii publicznej.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zpraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Piotr Falkowski