Najważniejszy początek kadencji
Poniedziałek, 11 grudnia 2017 (14:34)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy Beata Szydło, która ma wysokie notowania, była złym premierem?
– Pytanie, czy tą dymisją premier Beata Szydło została skrzywdzona, czy może – raczej – na dzisiaj odsunięta nieco na bok – jako mocna, sprawdzona karta na trudniejsze czasy?
Ciekawa teza, zwłaszcza że premier Szydło nie odchodzi za karę…
– Dokładnie. Premier Szydło podała się do dymisji w momencie, kiedy nikt rozsądny nie może zarzucić jej porażek. Co więcej, Prawo i Sprawiedliwość – pod dwóch latach sprawowania władzy – wciąż znajduje się na fali wznoszącej. W tym momencie mam wrażenie, że prezes Jarosław Kaczyński ma świadomość, z kim ma do czynienia, jaki potencjał ma Beata Szydło, w związku z tym nie wykluczyłbym, że odchodząca premier egzamin zdała. Teraz będzie czas Mateusza Morawieckiego z zastrzeżeniem, że jeśli będzie taka potrzeba, to za jakiś czas znów usłyszymy o Beacie Szydło.
Reasumując, odwołania premier Szydło nie należy traktować jako porażki?
– Odwołanie Beaty Szydło z funkcji premiera traktuję jako fakt wykonania zadania, gdzie premier zdała egzamin, a jednocześnie nie odchodzi w polityczny niebyt, ale jest przygotowywana do kolejnych zadań, pozostawiona niejako w odwodzie na trudniejsze czasy, kiedy trzeba będzie odkurzyć wizerunek i dokonać korekt, gdyby coś poszło nie tak.
Idąc tokiem tego rozumowania, może Beata Szydło jest przygotowywana jak alternatywa dla prezydenta Andrzeja Dudy?
– Wszystko jest możliwe, łącznie z tym, że najpierw będzie przygotowywana jako kandydat w wyborach na prezydenta Warszawy, a później – niewykluczone – jako kandydat w wyborach na prezydenta Polski. Tak czy inaczej dobrych kart nie zgrywa się do końca. Beata Szydło jest kartą sprawdzoną, ale wycofaną w odpowiednim momencie, podobnie jak w przypadku sportowców, z których żaden nie chce kończyć kariery, kiedy jest na dnie, ale wtedy, kiedy jest na szczycie. I jeśli na tę sprawę spojrzymy pod tym kątem, to premier Szydło nie poniosła porażki, ale odniosła sukces, co więcej, ona ten sukces podtrzymuje i zachowuje.
Rząd premiera Morawieckiego ma zostać dzisiaj zaprzysiężony. Rekonstrukcja – krocząca – najprawdopodobniej ma się zakończyć w styczniu. Kto zostanie w rządzie, a kto się pożegna? Co trzeba zmienić, co poprawić, co szwankuje w tym rządzie?
– Jeśli chodzi o najbliższe grono premiera Morawieckiego, to uważam, że bardzo mocnym punktem jest obecny wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński, który może być bardzo blisko premiera, co więcej, może się stać szarą eminencją tego rządu, a jednocześnie zająć fotel ministra rozwoju. Jeśli zaś chodzi o resort finansów, to tu na horyzoncie pojawiają się dwie kandydatury: dotychczasowy podsekretarz stanu Paweł Gruza i Paweł Borys, dotychczasowy szef Polskiego Funduszu Rozwoju. Sądzę, że może się okazać, iż Paweł Gruza obejmie funkcję ministra finansów – czego bym nie wykluczał.
Jeśli chodzi o resort finansów czy resort rozwoju, to trzeba powiedzieć, że mamy tam dość silne ekipy?
– Zgadza się, w resorcie finansów jest szereg osób kompetentnych, jak chociażby prof. Teresa Czerwińska czy Leszek Skiba – odpowiedzialny za dyscyplinę finansów publicznych. Jeśli zaś chodzi o ministerstwo rozwoju, to silną osobowością jest podsekretarz stanu Jadwiga Emilewicz, która odpowiada m.in. za realizację programów Innowacyjna Gospodarka i Inteligentny Rozwój oraz koordynuje zadania w obszarze informacji i promocji Funduszy Europejskich, co – biorąc pod uwagę otwarcie się rządu na gospodarkę i współpracę międzynarodową – nie jest bez znaczenia. To bardzo dobrze, że na dzisiaj polski rząd ma mocne karty, gdy chodzi o te dwa kluczowe resorty: Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Rozwoju. Bez mądrej polityki finansowej wszystkie inne działania rządu – zwłaszcza te prospołeczne – będą trudne do zrealizowania. Żeby działać, to trzeba mieć pieniądze, a klucze do tego leżą w resorcie finansów, który ma za zadanie te pieniądze zdobyć choćby poprzez wyprostowanie problemów VAT-owskich, udrożnienie systemu podatkowego i być może głębokie zreformowanie tej sfery.
Co z resortem spraw zagranicznych, który – co tu dużo mówić – nie ma dobrych notowań?
– Sądzę, że min. Witold Waszczykowski jako szef polskiej dyplomacji już dopłynął do końca, do portu. Chyba nikt dzisiaj nie ma wątpliwości, że zmiana na tym stanowisku może się dokonać jeszcze przed świętami. Najlepszym kandydatem i pewniakiem – w mojej ocenie – do objęcia tej funkcji jest prof. Krzysztof Szczerski, obecnie szef gabinetu prezydenta RP. Można domniemywać, że zmiany nastąpią też w kierownictwie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, ale – ostatecznie – będzie to zależało od postawy PiS-u wobec premiera Morawieckiego, który – jeśli chodzi o doświadczenie polityczne oraz biorąc pod uwagę zaplecze polityczne – nie ma tak mocnej pozycji jak wielu ministrów w obecnym rządzie. Pytanie jest takie: czy do rządu wejdzie Joachim Brudziński jako szef Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów po to, żeby mieć baczenie na wszystko oraz pilnować składu i ładu wewnątrz rządu? Jeśli tak się stanie, to pytanie, czy w ślad za tym nie pójdą kolejne przetasowania i dajmy na to min. Mariusz Błaszczak, obecny szef MSWiA, nie zostanie wicemarszałkiem Sejmu w miejsce wspomnianego Joachima Brudzińskiego, a na jego miejsce jako szef MSWiA wejdzie, dajmy na to, Jacek Sasin. I takiego scenariusza też nie wykluczałbym, bo w Sejmie niewątpliwą silną osobowość, jaką jest Joachim Brudziński, musi zastąpić ktoś o podobnych cechach. Wszystko po to, żeby dyscyplinować szeregi partyjne i wykonywać tę sejmową czarną robotę.
Pozostaje jeszcze resort zdrowia…
– To bardzo trudny resort, stąd nie wiem, czy znajdzie się właściwa osoba, która będzie potrafiła poukładać te klocki. Każdy, kto zdecyduje się objąć ten resort, musi mieć świadomość, że być może jego żywot na tym stanowisku będzie krótki. Zwłaszcza w tym obszarze, jakim jest zaniedbywana i niereformowana w odpowiedni sposób od lat ochrona zdrowia, na rozwiązania czeka się latami, a zniecierpliwienie jest duże, a oczekiwania na jutro. Tymczasem jest to niewykonalne i pod tym względem na stanowisko szefa resortu zdrowia potrzeba osoby racjonalnej, mądrej, cierpliwej, która jednocześnie nie pozwoli się rozjechać medialnemu walcowi, opozycji i środowisku medycznemu.
Na wtorek jest zapowiedziane exposé Morawieckiego, z czym w pierwszym rzędzie będzie musiał sobie poradzić nowy premier?
– Gdybym był na miejscu premiera, który wywodzi się – jakby nie było – ze środowiska bankowego i tyle słyszy o banksterach – podjąłbym wyzwanie i poruszyłbym w eksposé temat frankowiczów. Na miejscu premiera Morawieckiego nie uciekałbym od tego, podjąłbym wyzwanie, bo byłoby to coś nowego, coś świeżego. Przypomnę tylko, że do dziś żaden z premierów tego tematu, który dotyczy dwóch milionów obywateli, nie podjął. Mam nadzieję, że pierwszym premierem, który podejmie to wyzwanie i spotka się z tym środowiskiem, będzie premier Mateusz Morawiecki. Tym ludziom trzeba pomóc, a premier, który pochyliłby się nad tym tematem, mógłby też na tym dużo zyskać.
Ale też stracić, jeśli nic z tego nie wyjdzie?
– Premier Morawiecki, który – jak pamiętamy – był prezesem jednego banku, może dziś wpływać na wszystkie banki, których w Polsce mamy ponad 30. I premier doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że albo na początku swojej kadencji zrzuci z siebie łatkę bankstera, która przylgnęła do niego jeszcze z czasów, kiedy był prezesem Banku Zachodniego WBK, albo pokaże oblicze bankowca, a to jest zasadnicza różnica. Bankster to bankster, a bankowiec to bankowiec. Czy premier Morawiecki podejdzie do tego problemu w taki sposób, czy zaryzykuje – myślę, że przekonamy się wkrótce. Mateusz Morawiecki jako premier nie ma nic do stracenia i to od niego zależy, czy podejmie rękawicę. Jego czas już biegnie, od chwili wręczenia nominacji.
Co Pan przez to rozumie?
– Uważam, że premier Mateusz Morawiecki ma czas do stu dni, żeby udowodnić, że jego nominacja nie była przypadkowa, że była to mądra i przemyślana decyzja. Jeśli do stu dni obleje ten egzamin, to możemy być świadkami szybkiej wymiany na stanowisku prezesa Rady Ministrów.
Czy Mateusz Morawiecki z pozycji premiera lepiej sobie poradzi w rozwiązywaniu problemów zarówno w rządzie, jak i w kwestiach gospodarczych?
– Sądzę, że ważną rolę może tu odegrać środowisko wokół Kornela Morawieckiego – ojca premiera. Mateusz Morawiecki nie ma brata bliźniaka, ale w polityce ważne jest poparcie osób sprzyjających i tu nowy premier ma takie poparcie w postaci swego ojca, którego miałem zaszczyt poznać w Sejmie i z czego jestem dumny. Kornel Morawiecki reprezentuje bardzo ważne środowisko, które dla premiera Mateusza Morawieckiego będą ogromną siłą i wsparciem. Powiem tylko o dwóch takich osobach, które – w mojej ocenie – czeka nominacja: poseł Ireneusz Zyska, który – według mnie – może być jednym z wiceministrów rozwoju, i Małgorzata Zwiercan, która mogłaby zostać pełnomocnikiem rządu do spraw polityki senioralnej. Nie zdziwiłbym się, gdyby tak się stało, bo są to ważne osoby w środowisku Kornela Morawieckiego. Oczywiście nie należy zapominać o Macieju Wyszoczarskim, dyrektorze pionu sieci i operacji PKO BP.
Biorąc pod uwagę nazwiska, które Pan wymienia jako potencjalnych kandydatów na funkcje ministerialne, czy będzie to bardziej rząd autorski, czy rząd kontynuacji?
– Mateusz Morawiecki ma 49 lat, jest człowiekiem za młodym i zbyt ambitnym, żeby coś kopiować, dlatego – jak sądzę – będzie chciał zrobić coś swojego. Mam wrażenie, że może nas wszystkich zaskoczyć. Podczas niedawnego spotkania biznesu, start-upów i polityki, czyli Kongresu 590 w podrzeszowskiej Jasionce, kiedy Mateusz Morawiecki przemawiał – widziałem innego człowieka – już nie prezesa banku, ale kogoś, kto zaczyna wyrastać na polityka. Dlatego – myślę – że jako premier rządu polskiego Mateusz Morawiecki może nas mile zaskoczyć, tym bardziej że w polityce jest coś takiego jak przekora, która polega na tym, że ci, którzy przychodzą na chwilę, najczęściej pozostają na dłużej. Może się zatem okazać, że premier Morawiecki, który miał być na chwilę, na próbę – może być bardzo długo, co więcej, może być dla wszystkich bardzo miłym zaskoczeniem politycznym nie tylko w tym, ale też w przyszłym roku.
Jak zagłosuje Kukiz’15, jeśli chodzi o wotum zaufania dla nowego rządu?
– Jak zagłosuje Kukiz’15, tego jeszcze nie wiem, bo nie mieliśmy jeszcze posiedzenia klubu, nie znamy treści eksposé, w związku z tym nie wiemy, jakie w konkretach będą założenia rządu premiera Morawieckiego. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że w tego typu sytuacjach mam zasadę pozytywnego nastawienia i zaufania, to znaczy, nie mam w zwyczaju przekreślać kogoś na dzień dobry, tym bardziej gdy – jak w tym wypadku – chodzi o przyszłość państwa. Możemy mieć premiera, który będzie chciał rozwiązać problem frankowiczów, co byłoby miłym zaskoczeniem in plus. Kto wie, może będzie premierem, który nas – Polaków – pozytywnie zaskoczy.