• Sobota, 23 maja 2026

    imieniny: Iwony, Dezyderiusza

Zawiodła komunikacja

Piątek, 8 grudnia 2017 (12:39)

Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Panie Profesorze, jak Pan ocenia premier Beatę Szydło?

– Premier Beata Szydło niewątpliwie osiągnęła duży sukces. Chyba jak żaden z dotychczasowych premierów na półmetku urzędowania swojego rządu uzyskała najwyższe oceny. 

Z czego to wynika?

– Jest to efekt wprowadzenia i realizowania programów prospołecznych, które się podobają Polakom. Ponadto premier Beata Szydło wpisywała się w poglądy wyborców, którzy przez lata rządów koalicji PO- – PSL mieli poczucie wręcz odrzucenia. Rząd Platformy swoją polityką odebrał Polakom godność, natomiast premier Beata Szydło polityką swojego rządu tę godność w dużej mierze przywróciła. Beata Szydło nie zdobyła swojej pozycji dzięki przywództwu w partii, gdzie po wyborach w sposób naturalny lider ugrupowania obejmuje stery rządu, ale otrzymała taką rolę od prezesa Jarosława Kaczyńskiego i Prawa i Sprawiedliwości, rolę premiera, z której się dobrze wywiązała – mimo ataków zewnętrznych i wewnętrznych. Natomiast obłudne jest to, że ci, którzy wcześniej nie darzyli premier Szydło szacunkiem, dzisiaj, kiedy tę funkcję traci, mówią o upokorzeniu. To jest przejaw bardzo cynicznej politycznej gry, wręcz hipokryzji. 

Jaką rolę może teraz odegrać w rządzie Beata Szydło?    

– Dzisiaj w Sejmie Beata Szydło zapowiedziała, że pozostaje w rządzie. Prawdopodobnie przyjmie rolę wicepremiera i nadal będzie realizować swoje zadania, choć w nieco innym wymiarze. Kto wie, może w przyszłości otrzyma jeszcze inną rolę, jeszcze bardziej znaczącą, ale na dzień dzisiejszy – widać – rozumie politykę Prawa i Sprawiedliwości, gdzie jest wyraźny jeden lider, strateg, który innym wyznacza role na politycznej scenie. Premier Szydło spełniła swoją funkcję, otrzymała bardzo dobre oceny. Odchodzi przy bardzo wysokich wskaźnikach poparcia i tym bardziej trzeba ją docenić zarówno za wyniki, jak i za pokorę.

Czy ta decyzja o zmianie premiera nie odbije się na poparciu dla PiS?

– Decyzja może być dla Polaków nie do końca zrozumiała. Trudno pojąć ludziom, na co dzień niezajmującym się polityką, że dobrze oceniania premier nagle, z dnia na dzień traci swoją funkcję, ale jest to kwestia wytłumaczenia tej decyzji i nowej strategii. Fakty są takie, o czym już powiedziałem, że pierwsza połowa kadencji była związana z przywracaniem godności i realizacją programów społecznych, a druga połowa kadencji to inne cele: gospodarka i poszerzanie elektoratu PiS.

W jakim kierunku?

– Elektorat socjalny, do którego będą docierać różne owoce pracy rządu, nadal będzie ważny, ale z pewnością będzie też poszerzanie elektoratu o bardziej centrowy. Te wszystkie działania trzeba będzie wytłumaczyć Polakom. Mówiąc wprost – najpierw ludzie dostali rybę, poczuli się bardziej godni, a teraz trzeba będzie popracować nad rozwojem, czyli nad wędką, i to będzie zadanie dla Mateusza Morawieckiego.

Nie da się jednak ukryć, że wizerunkowo takie potraktowanie premier Szydło nie wygląda zbyt dobrze... 

– Cała ta akcja związana ze zmianą premiera nie była wzorowo przeprowadzona. Można powiedzieć, że nawet chaotycznie. To nie był płynny proces, był przede wszystkim zbyt długi. Zawiodła też komunikacja. Są to wszystko błędy, z których trzeba się wytłumaczyć Polakom, jasno to zakomunikować. Jednak polityka polega na tym, że strategie się zmieniają i są podyktowane okolicznościami takimi chociażby jak trudna reforma sądownictwa, weta prezydenckie, napięcia w obozie PiS i to wszystko spowodowało, że wraz ze zmianą strategii zmienia się również premier. Co by nie powiedzieć, premier to pierwszy minister, swoisty urzędnik. To nie jest osoba wybrana przez społeczeństwo tak jak prezydent, który ma największy mandat społeczny, ale to osoba, która ma pełnić funkcję wykonawczą. I taka osoba może się zmienić w zależności od sytuacji. Owszem, jest reguła, że premier zmienia się po upływie kadencji lub kiedy ponosi porażki, ale to nie jedyne przyczyny zmiany premiera. Zmienia się strategia, są nowe wyzwania i do realizacji tych celów potrzebna jest nowa osoba.          

NSZZ „Solidarność” nie rozumie tej zmiany. Piotr Duda powiedział wprost, że mając na uwadze dotychczasowe doświadczenia i podejście wicepremiera Mateusza Morawieckiego, jego kierunek liberalny, np. brak konsultacji m.in. w sprawie limitu składek na ubezpieczenie społeczne, może zaostrzyć protesty społeczne…

– Pierwsze dwa lata rządów Zjednoczonej Prawicy, które uznały, że po latach transformacji ustrojowej warto podzielić się ze społeczeństwem, zaowocowały realizacją programów prospołecznych jak „Rodzina 500+” czy obniżenie wieku emerytalnego, ale budżet nie jest z gumy. NSZZ „S” jest jedną z grup interesów, która ma za cel osiąganie jak najlepszych warunków dla pracowników, ale tak jak to jest w gospodarce, trzeba na te profity zarobić. I teraz – wydaje się – nadszedł okres, gdzie większy nacisk trzeba położyć na zarabianie, aby mieć z czego dzielić się ze społeczeństwem. Kolejnych programów społecznych nie da się wprowadzać bez pieniędzy, a gospodarka i budżet państwa mają swoje limity. PiS – można powiedzieć – przekroczyło granicę niemożności, ale tu też jest pewien limit. I – jak sądzę – teraz jest czas, żeby ten budżet i tę gospodarkę rozruszać. Nie możemy się ograniczać jedynie do oczekiwań, bo brak racjonalności może doprowadzić do kryzysu. Wydaje się, że prezes Jarosław Kaczyński doskonale to rozumie i wie, że w drugiej połowie kadencji należy postawić na rozwój. Stąd Mateusz Morawiecki w roli premiera, który jednak musi też pamiętać o dobrej komunikacji, o prowadzeniu debaty publicznej, nie może popełniać błędów poprzedników z Platformy i PSL, bo inaczej może się to zakończyć protestami społecznymi.

Jakie wyzwania stoją przed nowym premierem? Co będzie najtrudniejsze? Z czym będzie się musiał uporać?

– Zaczynając od spraw bieżących, potrzebne będzie jasne wytłumaczenie tym Polakom, którzy darzą premier Beatę Szydło dużym zaufaniem, dlaczego była potrzebna i jaka strategia stoi za tą zmianą. Druga kwestia dotyczy relatywnej deprywacji, a więc jeszcze większych oczekiwań. Tymczasem wobec tych rosnących oczekiwań trzeba ludziom wytłumaczyć, że jest pewien limit, że dotychczasowe działania prospołeczne pociągają za sobą ogromne koszty i gospodarka musi te koszty udźwignąć. Oczywiście Program „Rodzina 500+” czy obniżenie wieku emerytalnego to wszystko zostanie utrzymane, ale trzeba będzie bardzo intensywnie popracować nad stroną dochodów budżetu, bo nawet Salomon z pustego nie naleje. I to jest wyzwanie z jednej strony, a z drugiej odpowiednia komunikacja. Zwłaszcza że zbliża się początek nowego roku, gdzie już na starcie pojawią się problemy. Jednym z nich jest protest rezydentów – przypomnę, że zaczną obowiązywać wypowiedzenia umów, klauzuli opt-out, na podstawie których lekarze mogą pracować więcej, niż zezwala na to kodeks pracy. Wypowiedzenie przez rezydentów tych umów zapowiada duży problem dla szpitali. I z tym nowy premier będzie sobie musiał poradzić. Styczeń zawsze bywa trudny w ochronie zdrowia, nie tylko bowiem mogą się pojawić problemy np. w komunikacji kolejowej i premier Morawiecki oraz sformowany przez niego rząd będzie się musiał zmierzyć z tym wszystkim i sobie poradzić. A jeśli chodzi o długofalowe wyzwania, to trzeba będzie spełnić oczekiwania dotyczące strategicznego rozwoju gospodarczego państwa, co wcale nie będzie łatwe. Oczywiście na razie rozwojowi sprzyja koniunktura na rynku międzynarodowym, ale taki stan nie będzie trwał wiecznie. I jeśli ta dobra koniunktura skończyłaby się, to zacznie się zaciskanie pasa, co może się wiązać z różnymi społecznymi niepokojami. I na to jako premier Mateusz Morawiecki też musi być przygotowany.

Dziękuję za rozmowę.    

 

Mariusz Kamieniecki