• Sobota, 23 maja 2026

    imieniny: Iwony, Dezyderiusza

Poczekajmy na fakty

Wtorek, 5 grudnia 2017 (20:06)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

To, że rekonstrukcja rządu będzie, i to wkrótce, to jest właściwie pewne. Jak głębokie zdaniem Pana Profesora mogą być te zmiany?

– W mojej ocenie, to wszystko, co obserwujemy wokół hasła „rekonstrukcja rządu”, trwa zbyt długo, za długo. Rekonstrukcję – jeśli takie są potrzeby – się robi, a nie tylko o niej mówi. Tymczasem mamy cały szereg newsów, doniesień prasowych, które jak dotąd się nie potwierdzały. Jednym z nich była wieść, że rzekomo prezes Jarosław Kaczyński obejmie urząd premiera, co od samego początku wydawało mi się mało prawdopodobne. Po ostatnim tweecie premier Beaty Szydło, który się pojawił po wczorajszym spotkaniu kierownictwa i czołowych działaczy Prawa i Sprawiedliwości na Nowogrodzkiej w Warszawie, trudno wyrokować, czy jest to pożegnanie, czy może jest głos w dyskusji. W mojej ocenie, dyskusja na temat rekonstrukcji, także co do tego, jak będzie głęboka, wciąż trwa. Jaki będzie finał tych rozmów, przekonamy się – mam nadzieję – już niedługo.

Na ile realna jest zmiana na stanowisku premiera, gdzie Beatę Szydło miałby zastąpić wicepremier Mateusz Morawiecki?   

– Oczywiście dywagacje co do wymiany prezesa Rady Ministrów również się pojawiają. Kandydatura wicepremiera Mateusza Morawieckiego też funkcjonuje – przynajmniej w przestrzeni medialnej i dyskusjach polityków różnych opcji, ale czy władze Prawa i Sprawiedliwości zdecydują się na taki manewr i czy taka zmiana się dokona, to na obecnym etapie wstrzymałbym się jeszcze z wyrokowaniem. Zobaczymy – myślę, że już wkrótce – czy zmiany w rządzie będą personalne czy strukturalne, czy będzie to głęboka rekonstrukcja ze zmianą na stanowisku szefa rządu, czy może obejmie tylko fotele ministrów.  

Czy rekonstrukcja na szczycie nie wydaje się jednak logiczna? Minione dwa lata były bowiem czasem reform prospołecznych, gdzie rola premier Szydło była nie do przecenienia, ale kolejne dwa lata mogłyby służyć rozwojowi gospodarki, a to z kolei domena Mateusza Morawieckiego.

– Wicepremier Morawiecki w obecnej roli ma na tyle dużo władzy w przestrzeni gospodarczej i z tego korzysta, że nie sądzę, żeby potrzebował jeszcze więcej przestrzeni do działania. Tymczasem rola, kompetencje i uprawnienia prezesa Rady Ministrów są inne. Szef rządu musi obejmować wszystkie dziedziny, wszystkie resorty, także dziedziny życia państwowego, i nimi skutecznie oraz odpowiedzialnie zarządzać. Nie wiem, czy powierzenie Mateuszowi Morawieckiemu funkcji szefa rządu i rozszerzenie zakresu jego obowiązków o inne obszary zmieniłoby coś w tym zakresie. Tak czy inaczej PiS nie zamierza rezygnować z programów społecznych czy prorodzinnych, które są w toku realizacji i przynoszą wymierne efekty, również sprawy gospodarcze są w tej chwili także w dobrych rękach. Powierzenie wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu teki szefa rządu nic w tym zakresie nie zmieni poza tym, że będzie to tylko zmiana wizerunkowa. Czy jednak wizerunek rządu – na tym etapie – jest na tyle osłabiony, że trzeba byłoby go poprawiać… nie sądzę.

W mediach pojawia się także nazwisko Jarosława Kaczyńskiego, który miałby zastąpić Beatę Szydło w roli szefa rządu. Czy to wchodzi w rachubę i czy nie spowodowałoby to spadku notowań PiS?

– To jest jedna rzecz, ale – jak sądzę – ważniejsza jest inna kwestia, mianowicie – prezes Jarosław Kaczyński od lat zajmuje – w sensie nieformalnym – rolę niekwestionowanego stratega. Nigdy wcześniej na polskiej scenie politycznej nie było takiego przypadku, żeby jeden polityk – nie piastując najwyższych funkcji władzy wykonawczej, mając wolny umysł – tak długo i tak skutecznie wyznaczał kierunki, nadawał ton. Wolny od zaangażowania w sprawy związane z bezpośrednim sprawowaniem funkcji w rządzie jest w stanie strategicznie objąć całość zagadnień. Jarosław Kaczyński doskonale nadaje się do tej roli, o czym świadczy fakt, że z jego zdaniem liczą się przywódcy współczesnego świata. Stąd jego wejście w rolę premiera, czyli bezpośrednio w przestrzeń rządzenia, zajęłoby tylko czas, który skuteczniej może wykorzystać do kreślenia kierunków i strategii dla Polski. Od sprawowania funkcji w rządzie czy innych instytucjach ważnych z punktu widzenia funkcjonowania państwa są inni i – co ważne – robią to dobrze. Dlatego, biorąc to wszystko pod uwagę, od samego początku nie byłem zwolennikiem zmian w kierunku premierostwa Jarosława Kaczyńskiego.

Skoro nie Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki, to kto…?

– We wszelkich relacjach, zwłaszcza politycznych, jest jeszcze jeden problem, problem pogłębionego zaufania. Proszę pamiętać, że w Polsce premier ma niejako władzę kanclerską, a więc duże możliwości i w tym względzie obecne relacje na linii premier Beata Szydło – PiS, czy osobiście relacje premier Szydło – prezes Jarosław Kaczyński trwają od wielu lat i – co ważne – są bardzo dobre. Z kolei wicepremier Mateusz Morawiecki jest bardzo skutecznym politykiem w rządzie, ale w polityce jest stosunkowo krótko. I tym przy różnego rodzaju dywagacjach związanych z wymianą premiera też należy się kierować. Kiedy będą zapadały decyzje o zmianie i obsadzie bądź nie na urzędzie premiera, również i ten aspekt będzie – jak sądzę – brany pod uwagę.          

Czy brak zaplecza politycznego, którego wicepremier Mateusz Morawiecki nie ma, może być tutaj decydujący?     

– To, że w tej chwili z uwagi na krótki staż w życiu politycznym wicepremier Mateusz Morawiecki takiego zaplecza nie ma, to nie znaczy, że go nie buduje i że będzie go miał w przyszłości. Przecież jako ważny polityk rządu może sobie takie zaplecze stworzyć czy je poszerzać. To ważne, kiedy widzimy, co się dzieje z opozycją totalną, która jest w dużym stopniu zderegulowana wewnętrznymi walkami frakcyjnymi. Przy okazji wychodzi też, jak ważna w tego typu sprawach jest kwestia lojalności i wzajemnego zaufania. Dlatego jeśli chodzi o wyrokowanie, czy i kto ewentualnie będzie piastował funkcję premiera do kolejnych wyborów parlamentarnych, to byłbym ostrożny w stawianiu tez, a tym bardziej w ferowaniu jakichkolwiek wyroków. Zobaczymy, co będzie za tydzień czy za dwa, jak się poukładają te polityczne klocki.

A może, skoro – jak Pan zauważył – prezes Kaczyński jest doskonałym strategiem, to może wszyscy, spekulując, bierzemy udział w politycznej grze, gdzie karty rozdaje prezes PiS, a zmiany w rządzie ostatecznie wcale nie muszą być tak gruntowne?

– Dlatego od dłuższego czasu w swoich wypowiedziach dotyczących rekonstrukcji rządu czy zmiany na fotelu premiera, którym – zgodnie z pierwotną wersją i spekulacjami miał zostać Jarosław Kaczyński – posługując się pewną racjonalnością – ta informacja w przestrzeni medialnej wydawała mi się mało prawdopodobna. Oczywiście – jeśli już idziemy tym tokiem rozumowania – bardziej prawdopodobna jest wymiana premier Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego, czego absolutnie nie przesądzałbym – niż objęcie funkcji prezesa Rady Ministrów przez Jarosława Kaczyńskiego. Jednak, w jakim kierunku ostatecznie pójdą zmiany, tego nie wiemy. Owszem, można się spodziewać zmian w poszczególnych ministerstwach, ale co do premiera, to zobaczymy. Poczekajmy na fakty, a spekulacje zostawmy na boku. Myślę, że w tej chwili od personaliów i tego, czy oraz kto kogo i na jakim stanowisku zastąpi, ważniejsze jest przygotowanie do przyszłorocznych wyborów samorządowych i zmiany w kodeksie wyborczym.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki