Były to dwa lata dobre dla Polski
Wtorek, 5 grudnia 2017 (19:46)Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Wczoraj wieczorem odbyło się spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z pozostałymi liderami Prawa i Sprawiedliwości w sprawie rekonstrukcji rządu. Wszyscy oczywiście milczą, ale na Twitterze pojawił się niejednoznaczny wpis premier Beaty Szydło. Jak odczytuje Pan ten komunikat?
– Premier Beata Szydło w tym krótkim wpisie stwierdza w sposób odpowiedzialny to, co zawsze było i wciąż jest ważne dla niej jako premiera polskiego rządu i dobre dla Polski. Prawdopodobnie scenariusz ze zmianą na stanowisku premiera jest realny. Oczywiście może to nas zaskakiwać z uwagi na fakt, że sondaże wskazują, iż premier Beata Szydło jest bardzo wysoko oceniana przez społeczeństwo. Warto jednak przy tym pamiętać, że przed ponad dwoma laty również sondaże wskazywały na przegraną Andrzeja Dudy z Bronisławem Komorowskim w wyborach prezydenckich. Tyle tylko, że sondaże nie są prognozą, bo jak się to skończyło, wszyscy pamiętamy. Każde rządy, każdą kadencję sprawowania władzy można podzielić na dwie połowy. I połowa – pierwsze dwa lata sprawowania władzy – to był czas, kiedy realizowane były najważniejsze obietnice wyborcze Prawa i Sprawiedliwości – zwłaszcza prospołeczne – takie jak program „Rodzina 500+” czy obniżenie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Ale nowych obietnic póki co nie będzie, w związku z tym prezes Jarosław Kaczyński na swego rodzaju II połowę kadencji – mając świadomość, że będzie potrzebna nowa strategia, bardziej skoncentrowana na rozwoju – na funkcję prezesa Rady Ministrów wyznaczy inną osobę, która na tym etapie będzie się lepiej sprawdzać. Można zatem powiedzieć, że I część kadencji – bardziej socjalna – była lepsza w wykonaniu premier Beaty Szydło, natomiast II część kadencji – skoncentrowana na rozwoju – może być lepsza w wykonaniu Mateusza Morawieckiego.
Po co zmieniać ekipę, która – jak dotąd – bardzo dobrze się sprawdza? Mateusz Morawiecki jako premier będzie miał tyle czasu, żeby realizować swoje pomysły?
– Niewątpliwie pole działania, na którym się wyspecjalizowała premier Beaty Szydło, zakres prac powoli dobiega końca. Nie można zrealizować więcej programów społecznych, bo w jednej kadencji budżet państwa mógłby tego obciążenia nie wytrzymać. Natomiast państwo funkcjonuje, rozwija się, na co wskazują także oceny i prognozy agencji ratingowych, i wydaje się, że potrzebne jest nowe otwarcie. Tym nowym otwarciem mogłoby być postawienie na rozwój, a więc na kwestie gospodarcze, podobnie jak w przypadku Węgier robi to premier Viktor Orbán. W Polsce po II wojnie światowej, kiedy władzę przejęli i sprawowali komuniści – niestety – nie rozwijała się klasa średnia, a Polacy jako tacy nie mieli kapitału, może więc warto – teraz – skoncentrować się na zbudowaniu klasy średniej? Co stoi na przeszkodzie, żeby Polska była krajem małych przedsiębiorców? Upraszczając, można powiedzieć, że w pierwszej połowie kadencji rządu Zjednoczonej Prawicy Polacy dostali przysłowiową rybę, rząd zajął się poprawą sytuacji najuboższych, a w drugiej – jak można sądzić – chce się skoncentrować na wędce, a więc na tym, żeby przekształcać Polskę z montowni w kraj, który jest bardziej innowacyjny. Trudno wyrokować, ale być może jest to taka właśnie strategia.
Jak w pierwszych dwóch latach funkcjonował rząd Beaty Szydło?
– Ogólnie rzecz biorąc – patrząc też pod kątem efektów rządzenia – były to dwa lata dobre dla Polski. Natomiast przyglądając się poszczególnym ogniwom, trzeba powiedzieć, że wielu ministrów funkcjonowało w sposób – nazwijmy to – mniej lub bardziej niezależny. Wyglądało to tak, jakby każdy z członków ekipy dobrej zmiany miał własny przekaz, własne strategie. I być może spodziewana ewentualna zmiana, która ma się dokonać na stanowisku prezesa Rady Ministrów, będzie służyła zespoleniu, bardziej spójnemu kierowaniu tym rządem. Niewykluczone zatem, że prezes Jarosław Kaczyński doszedł do wniosku, że w tej nowej roli lepiej od premier Beaty Szydło będzie się sprawdzał Mateusz Morawiecki.
Tyle tylko, że w rządzie tym jest kilka mocnych osobowości... Mateusz Morawiecki w roli premiera da radę skutecznie przewodzić takiej ekipie?
– Owszem, obecny wicepremier Mateusz Morawiecki, zresztą podobnie jak premier Beata Szydło, nie ma silnej pozycji w Prawie i Sprawiedliwości, co więcej, nie ma zaplecza politycznego. Jednak jako premier może mieć silne wsparcie ze strony prezesa Jarosława Kaczyńskiego i to jest istotne. Nie ulega wątpliwości, że premierem rządu obdarzonym największym autorytetem i wpływem w PiS, doskonałym strategiem, przywódcą jest Jarosław Kaczyński, i to ten polityk jest naturalnym kandydatem na funkcję szefa rządu. Tyle tylko, że objęcie funkcji premiera przez Jarosława Kaczyńskiego byłoby niejako spełnieniem marzeń tzw. opozycji totalnej, która skupiłaby się nie na nowych programach rządu i ich realizacji, ale na personaliach, a sam szef rządu personalnie byłby w centrum krytyki i przedmiotem jeszcze większych ataków, niż ma to miejsce obecnie. Myślę, że Jarosław Kaczyński jako strateg doskonale zdaje sobie z tego sprawę, stąd wydaje się, że nie da pretekstu, nie doleje politycznego paliwa do baku gasnącego silnika Platformy czy Nowoczesnej. W innym wypadku mielibyśmy powtórkę z czasów, kiedy premierem był Jarosław Kaczyński, a na czele opozycji i frontu atakującego stał Donald Tusk. Takie spersonalizowanie nie służy jakości debaty publicznej.
Zakładając, że premierem zostałby Mateusz Morawiecki, co w takiej sytuacji z premier Beatą Szydło?
– Trudno powiedzieć, jaki pomysł ma PiS na Beatę Szydło, która jest wytrawnym i doświadczonym politykiem. Dlatego nie wydaje mi się dobrym pomysłem np. start w wyborach na urząd prezydenta któregoś z dużych polskich miast, a na pewno już nie na prezydenta Warszawy, z którą Beata Szydło jednak nie jest kojarzona. Nie wydaje mi się również dobrym pomysłem, żeby obecna premier została marszałkiem Sejmu, co oznaczałoby zajęcie miejsca Marka Kuchcińskiego. Zważając na relacje marszałka Kuchcińskiego z prezesem Kaczyńskim oraz potrzebę znalezienia dla marszałka odpowiedniej funkcji np. w rządzie, tylko pytanie na jakim odcinku, wydaje się to bardzo mało prawdopodobne rozwiązanie. Otwarte jest pytanie co do kandydatury Beaty Szydło na komisarza unijnego, tylko że na objęcie takiej funkcji musiałaby poczekać do następnych wyborów do Parlamentu Europejskiego, do których zostało jeszcze sporo czasu. Tak czy inaczej, póki co nie widać na horyzoncie takiej możliwości. Stąd PiS ma nie lada problem.
Wracając jeszcze do kandydatury Mateusza Morawieckiego, jak – Pana zdaniem – sprawdziłby się w polityce zagranicznej?
– Premier z racji pełnionej funkcji to nie tylko umiejętne zarządzanie polityką krajową, gospodarką czy finansami państwa, ale to także reprezentowanie kraju na forum międzynarodowym. Wydaje mi się, że w tej roli Mateuszowi Morawieckiemu byłoby jeszcze łatwiej poruszać się na europejskich czy światowych salonach niż premier Beacie Szydło, której też trudno coś tutaj zarzucić. Jednak zakładając taki wariant, należałoby się spodziewać zmiany na stanowisku ministra spraw zagranicznych, co jest bardzo prawdopodobne.