• Sobota, 23 maja 2026

    imieniny: Iwony, Dezyderiusza

Reformy na raty

Poniedziałek, 27 listopada 2017 (20:44)

Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jak ocenia Pan Profesor uchwaloną przez Sejm ustawę o ograniczeniu handlu w niedziele?

– Ustawa przyjęta w takiej, a nie innej formie – z poprawkami wprowadzonymi niejako na ostatniej prostej – ma być możliwie jak najmniej dotkliwa dla konsumentów, a zarazem – przynajmniej w jakimś zakresie – zaspokoić oczekiwania NSZZ „Solidarność”, a przede wszystkim pracowników handlu. To pokazuje, że Prawo i Sprawiedliwość nauczyło się wprowadzać zmiany w taki sposób, aby były one bardziej społecznie aprobowane, nie tylko przez elektorat prawicowy, katolicki, ale także przez osoby o innych przekonaniach czy innym światopoglądzie. Oczywiście nie ma się co łudzić, że ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele uchwalona nawet w takim kształcie spodoba się liberałom z dużych miast. Na to nie liczyłbym, natomiast ludziom o bardziej centrowych, umiarkowanych poglądach to, że wprowadzenie całkowitego zakazu handlu w niedziele zostanie rozłożone w czasie na kilka lat, może przypaść do gustu. W tej sytuacji społeczeństwo będzie miało czas, żeby się przyzwyczaić do nowych rozwiązań i zaakceptować zmiany. Wówczas zakaz handlu w niedziele ostatecznie nie będzie negatywnie oddziaływał na postawy społeczne Polaków.        

A zatem to stopniowe wprowadzanie ograniczeń handlu w niedziele to taki wymyk PiS?

– PiS uczy się wprowadzać reformy nie na siłę, dopychając je kolanem, co może i w niektórych środowiskach budzi kontrreakcję, ale robi to w sposób mądry, przemyślany. Polityka – wbrew temu, co obserwujemy obecnie na naszej krajowej scenie politycznej – to nie jest jedynie sztuka prowadzenia sporów, ale jest to umiejętność wprowadzania salomonowych rozwiązań. Stąd wprowadzając takie czy inne zmiany w funkcjonowaniu państwa, trzeba rozważać głosy nie tylko zwolenników takich rozwiązań, ale także głosy osób, które mają inne zapatrywania. Tymczasem – jak wynika z ostatnich sondaży – 58 proc. respondentów jest za zakazem handlu w każdą niedzielę, oczywiście z wyłączeniem określonego typu sklepów i dni poprzedzających święta. Natomiast zakaz handlu w co drugą niedzielę popiera 51 proc. ankietowanych. A zatem ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele nie może być przeciw komuś, ale ważniejszy jest tu aspekt pozytywny. W tej sytuacji stopniowe wprowadzanie zakazu handlu w niedzielę jest bezpieczniejsze dla władzy, a jednocześnie bardziej aprobowane społecznie.

Jednak „Solidarność”, widząc wyrachowanie PiS, wycofała swoje poparcie dla projektu…

– Proszę zwrócić uwagę, że NSZZ „Solidarność” oraz główni beneficjenci tej ustawy, a więc pracownicy super- czy hipermarketów jeśli w dotychczasowych wyborach głosowali na PiS, to po uchwaleniu nawet kroczącej ustawy o zakazie handlu w niedziele nadal będą się opowiadać po stronie ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście woleliby, żeby od razu, za jednym zamachem został wprowadzony całkowity zakaz handlu w niedziele, ale w związku z tym, że ich postulat, choć tylko po części, ale jednak został spełniony, to ci wyborcy nadal będą głosować na PiS. Czyli w tym wypadku PiS osiąga swój cel. Natomiast problemem dla partii rządzącej jest, jak w tej sytuacji zachowa się elektorat liberalny i umiarkowany. Wyborcy Platformy to jest elektorat akcyjny, czyli taki, który głosuje wówczas, kiedy coś wzbudza u niego silne emocje. Natomiast kiedy tego napięcia nie ma, to ta grupa wyborców zamiast iść do urn, woli pozostać w domu, rozglądając się za innymi ugrupowaniami, które w większym stopniu spełniałyby ich oczekiwania. Biorąc to pod uwagę, partia rządząca – PiS musi uważać, aby swoimi decyzjami, działaniami nie budować mobilizacji elektoratu negatywnego. Żeby nie stało się tak jak w 2007 r., a więc żeby wyborcy nie poszli zagłosować – nieważne, na kogo, byleby przeciwko PiS. I ten proces najlepiej widać przy takiej ustawie jak ta o ograniczeniu handlu w niedziele. Jeśli będzie ona wprowadzana sukcesywnie, na raty, to wówczas nie będzie budzić tak silnych, negatywnych emocji. Ale jeśli będzie forsowana na siłę, jeśli będzie dążenie, aby wprowadzić ją w życie w całości, od razu, to wówczas zwłaszcza osoby z dużych miast o bardziej liberalnych poglądach będą miały poczucie, że coś im odebrano. A to siłą rzeczy będzie budzić negatywne emocje, sprzeciw i ostatecznie opowiedzenie się przeciwko tym, którzy takie reformy wprowadzają.

Prezydent Andrzej Duda uważa, że uchwalona przez Sejm wersja ustawy zakazującej handlu w niedziele jest ciekawa. Można zatem wnioskować, że jeśli trafi na biurko prezydenta, to zostanie podpisana…

– Prezydent Andrzej Duda też wie, o co chodzi w tej grze i – jak można sądzić – też nie będzie podejmował decyzji budzących niepotrzebnie wzrost napięcia. Natomiast jeśli chodzi o partię rządzącą i pracowników handlu, to owszem, niektórzy mówią, że nie są to salomonowe rozwiązania, tylko kompromisy, gdzie każda ze stron osiąga swoje cele, choć nie do końca jest zadowolona. Jednak jeśli się wgłębić w tę ustawę, to wydaje się, że jest to lepsze rozwiązanie niż takie, z którego byłaby zadowolona tylko jakaś mniejszość, a u większości rodziłoby to negatywne emocje. I w sytuacji, kiedy nastąpiłaby zmiana władzy, to mniejszość może się liczyć z tym, że uchwalone dzisiaj prawo zostanie zmienione i de facto cel nie zostałby osiągnięty. Załóżmy, że zmieniłaby się władza w Polsce, a kwestie takie jak wolne wszystkie niedziele budziłyby silne emocje elektoratu liberalnego. Wówczas przyszła władza odwróciłaby uchwalone dzisiaj prawo, a grupa silnie postulująca ograniczenie handlu w niedziele nie osiągnęłaby – nawet w ograniczonym zakresie – swojego celu i wszystko mogłoby wrócić do stanu sprzed uchwalenia ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele. Innymi słowy – wprowadzając stopniowo nowe prawo ograniczające handel w niedziele, lepiej nie forsować od razu radykalnych rozwiązań i zostawić przestrzeń do kompromisu niż w przyszłości narażać ten projekt na niepowodzenie.

A zatem może to i dobrze, że ten proces zostanie rozciągnięty w czasie i będzie można w praktyce sprawdzić, jak ograniczenie handlu wpływa na gospodarkę, konsumentów itd.

– Jest to kwestia dotycząca nie tylko wprowadzenia reform, w tym wypadku związanych z tzw. ograniczeniem handlu w niedziele, ale z reaktancją elektoratu, która polega na tym, że jeśli wywiera się presję w kierunku pewnego zachowania i czyni się to w zbyt nachalny sposób, może to zostać odebrane jako zbyt drastyczne ograniczenie swobody wyboru. I takie stawianie sprawy bardzo często się ludziom nie podoba, bo jest odbierane jako ograniczenie wyboru, co dla wielu jest wartością szczególnie ważną. Ponadto – jak pan redaktor zauważył – w grę wchodzą tu również kwestie gospodarcze i ekonomiczne, co oznacza, że lepiej jest pewne zmiany wprowadzać stopniowo, ostrożnie monitorując, jak się to przekłada na gospodarkę i finanse państwa. Pamiętajmy, że obecny rząd Zjednoczonej Prawicy wprowadza cały szereg zmian, reform społecznych, jak chociażby program „Rodzina 500+”, które niewątpliwie są bardzo kosztowne. I co tu dużo mówić: żeby to rozpoczęte dzieło było kontynuowane, a być może rozszerzane także na inne obszary, to potrzebne są dodatkowe środki. W tej sytuacji każdy grosz się liczy.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki