Nie wiemy, nad czym będziemy pracować
Środa, 22 listopada 2017 (11:43)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy, Pana zdaniem, możliwe jest przyjęcie projektów prezydenckich ustaw dotyczących reformy Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa na rozpoczynającym się posiedzeniu Sejmu?
– Projekty tych ustaw już dawno wpłynęły do Sejmu, tyle tylko, że posłowie nie mogli się z nimi zapoznać. Te ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa już od dawna powinny być tematem prac Sejmu, a nie przedmiotem targów partyjno-politycznych, i to poza parlamentem. Nie miałbym do nikogo żadnych pretensji, gdyby te projekty nie wpłynęły do Sejmu, a były jedynie przedmiotem dyskusji, targów prezydenta i prezesa PiS. Tymczasem druki były w Sejmie, ale marszałek Marek Kuchciński nie zdecydował o podjęciu prac nad tymi nowymi projektami. Za to pozwalał, żeby ktoś dogadywał się na boku w sprawie tych ustaw, kreślił i dokonywał poprawki. To wszystko bardzo źle świadczy o marszałku Kuchcińskim, ale też o prezydencie Dudzie i prezesie Kaczyńskim. Nie może być tak, że dyskusja o ważnych projektach ustaw odbywa się w gronie kilku osób, za zamkniętymi drzwiami. Wszystkich – bez wyjątku – powinna obowiązywać kultura polityczna. Póki co jesteśmy dopiero na początku drogi legislacyjnej, przed nami czytania projektów ustaw prezydenckich i prace w sejmowej komisji.
A zatem de facto posłowie – no, może poza wtajemniczonymi – nie wiedzą, nad czym będą pracować…?
– Dokładnie. Wszyscy mamy świadomość, że reforma SN i KRS w Polsce jest konieczna, ale jako posłowie powinniśmy wiedzieć, nad czym będziemy pracować. Przed nami posiedzenie Klubu Kukiz’15, dalej pierwsze i kolejne czytania projektów ustaw i dopiero wówczas – mam nadzieję – zapoznamy się z treścią tych propozycji. Póki co są dwie osoby w Polsce: prezydent Andrzej Duda i prezes Jarosław Kaczyński, które wiedzą, o co chodzi w tych projektach. Wszyscy pozostali wiemy tylko, że coś zostało ustalone, coś przyjęte i jak to zwykle w negocjacjach bywa, coś kosztem czegoś. Tak czy inaczej ustalenia są znane tylko tym, którzy prowadzili rozmowy.
Jak przyjmuje Pan ten fakt?
– To, co się wydarzy dzisiaj i w kolejnych dniach w sprawie projektów ustaw o SN i KRS, jako uprzedmiotowienie Sejmu przez prezydenta i prezesa Prawa i Sprawiedliwości. To niestosowne zachowanie, które wiele mówi o klasie politycznej, w tym wypadku o osobach zajmujących wysokie stanowiska w państwie i partii rządzącej.
Jak odczytuje Pan słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który niedawno w Jasionce w jednym z wywiadów, odnosząc się do swoich projektów o SN i KRS, powiedział, że jeśli idee, które przedstawił, zostaną wypaczone, to należy się liczyć z wetem…
– Prezydent Andrzej Duda próbuje umocować swoją pozycję w przestrzeni publicznej, ale na ile te działania będą skuteczne – to się dopiero okaże. Pamiętamy poprzednie weta, ale czy prezydent je powtórzy w przypadku, gdy ktoś będzie próbował manipulować przy zaproponowanych przez niego ustawach o SN i KRS, czy i na ile będzie zdeterminowany, aby postawić na swoim, to przekonamy się prawdopodobnie już wkrótce.
Jak odebrał Pan ostatnie działania KRS wobec sędziów asesorów? Czy nie jest to dowód, że z tą nadzwyczajną kastą trzeba postępować bardziej zdecydowanie?
– Między KRS a ministrem Zbigniewem Ziobrą trwa wojna, a przynajmniej rozgrywka polityczna. Oczywiście można, nawet należy, dyskutować o słuszności czy o błędnych decyzjach członków KRS czy ministra sprawiedliwości i powodach takich czy innych decyzji, ale pewne jest jedno, że ofiarami tej rozgrywki padli młodzi, wykształceni ludzie – asesorzy sądowi. Tak być nie powinno, zwłaszcza że wiemy o braku sędziów, a co za tym idzie, o przewlekłości spraw w polskich sądach. Asesorzy sądowi powinni pracować, bo są potrzebni, ale nie mogą być przedmiotem politycznych waśni czy rozgrywek.
Czemu ma służyć wniosek Platformy o konstruktywne wotum nieufności dla rządu Beaty Szydło?
– Nie znam jeszcze treści i uzasadnienia tego wotum dla całego rządu, więc trudno mi mówić o szczegółach. Jedno jest pewne: opozycja ma takie prawo i z tego korzysta. Pytanie tylko, jak Grzegorz Schetyna i politycy Platformy będą uzasadniać swoje racje i jaki alternatywny program dla Polski przedstawią. Dotychczasowa praktyka pokazuje, że tzw. totalna opozycja poza totalną negacją obecnie rządzących tak naprawdę nie ma żadnego pomysłu na Polskę. Sama krytyka to za mało. Zresztą arytmetyka sejmowa wskazuje wyraźnie, że to konstruktywne wotum nieufności dla rządu Beaty Szydło i tak nie ma szans powodzenia, co więcej, może jeszcze bardziej wzmocnić obecną władzę w oczach wyborców.