• Sobota, 23 maja 2026

    imieniny: Iwony, Dezyderiusza

Historia

Odzyskane pamiątki

Środa, 22 listopada 2017 (02:41)

Polegli, walcząc za Polskę. Dziś rodziny mogą wreszcie odebrać pamiątki po bohaterach

Depozyty po polskich żołnierzach, którzy polegli podczas II wojny światowej głównie na frontach zachodniej Europy, trafiły do Polski w latach 2002-2003 na mocy porozumienia polsko-brytyjskiego. Przedmioty te były pierwotnie gromadzone przez polskie władze wojskowe. Jednak po likwidacji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w 1947 roku zostały przekazane Brytyjczykom.

Ogółem 15 lat temu przekazano 4284 depozyty, które trafiły głównie do Archiwum Akt Nowych. Część znalazła się w Wojskowym Biurze Historycznym. Jeden depozyt składa się z kilku, a nawet kilkunastu przedmiotów.

To bardzo cenne pamiątki po naszych żołnierzach: fotografie, odznaczenia, listy, legitymacje oraz ordery. W każdym depozycie znajdują się dokumenty dotyczące śmierci. Są też przedmioty codziennego użytku: zegarki, obrączki. A nawet akordeon. Wiele jest też pamiątek religijnych: obrazki, modlitewniki czy też różańce. Jednak mało kto o nich wiedział.

Archiwum Akt Nowych i Wojskowe Biuro Historyczne zainicjowały wczoraj akcję mającą na celu odszukanie rodzin poległych żołnierzy i przekazanie im tych skarbów.

– U nas te depozyty stanowią cenną część informacyjną o losach konkretnego żołnierza, o losach konkretnego oficera. W momencie kiedy one trafiają do rodzin, to jest odbudowa pamięci rodzinnej – wskazał dyrektor Archiwum Akt Nowych dr Tadeusz Krawczak.

Inspiratorem całej akcji jest Mateusz Moroz, który od lat bada dzieje polskich spadochroniarzy generała Stanisława Sosabowskiego.

– Od 11 lat poszukuję zaginionych polskich spadochroniarzy. Gdy dowiedziałem się, że teczki personalne i depozyty żołnierzy Brygady Spadochronowej są w Archiwum Akt Nowych i Wojskowym Biurze Historycznym, udałem się tam i zacząłem przeglądać dokumenty i fotografie. Wykonałem kopie. Na wielu dokumentach zobaczyłem adresy rodzin żołnierzy – i zacząłem ich szukać – mówi „Naszemu Dziennikowi” Mateusz Moroz.

– Wśród depozytów można znaleźć listy pożegnalne żołnierzy poległych, którzy pisali je z prośbą, by przekazać rodzinom po ich śmierci, a nigdy nie zostały wysłane – podkreśla Mateusz Moroz.

– Znaczna część żołnierzy pochodziła z Kresów. Mimo pewnych trudności udało mi się odnaleźć w Polsce rodziny, które repatriowały się po wojnie. Przekazałem im fotokopie depozytów – relacjonuje nasz rozmówca.

Zapadła decyzja, że depozyty powinny trafić do rodzin. – Z Mariuszem Olczakiem z Archiwum Akt Nowych postanowiliśmy zrobić wystawę pod tym kątem. Planowaliśmy początkowo zrealizować to w 2014 roku. Później – na zakończenie wojny w 2015 roku. Nie wyszło. Udało się dwa lata później, czyli dziś, i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy – mówi Moroz, nie kryjąc wzruszenia.

Do tej pory rodziny także mogły się zgłaszać. Jednak niewiele osób o takiej możliwości wiedziało. Jak powiedział „Naszemu Dziennikowi” dr Tadeusz Krawczak, do AAN zgłosiły się dotąd zaledwie cztery rodziny, z tym że w przypadku jednej okazało się, że żołnierz założył rodzinę w Wielkiej Brytanii, o czym nie wiedzieli jego krewni w Polsce. Ale fotokopie pamiątek otrzymali.

Tadeusz Krawczak podkreśla, że rodziny, które pozostały na Kresach i obecnie mieszkają na Litwie, Białorusi i Ukrainie, także mogą się zgłaszać po pamiątki, o ile wykażą prawa do sukcesji.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Andrzej Kulesza