• Sobota, 23 maja 2026

    imieniny: Iwony, Dezyderiusza

Zdrowie

Karta dla wybranych

Sobota, 18 listopada 2017 (02:42)

Kartę diagnostyki i leczenia onkologicznego (DiLO) otrzymała tylko część pacjentów, którzy kwalifikowali się do jej otrzymania – alarmują eksperci.

Problem dotyczy choćby osób, u których nastąpił nawrót choroby nowotworowej. – Raka jajnika zdiagnozowano u mnie jeszcze w latach 90. Choroba została zaleczona. Przed dwoma laty nastąpił nawrót. Lekarz pierwszego kontaktu i onkolog odmówili mi jednak wydania karty DiLO [diagnostyki i leczenia onkologicznego, która miała usprawnić leczenie w ramach szybkiej terapii onkologicznej – przyp. red.], argumentując to tym, że skoro byłam już wcześniej zdiagnozowana, to nie mają obowiązku wystawienia mi tej karty. Leczenie rozpoczęłam dopiero w tym roku, nikt się mną wcześniej tak naprawdę nie zainteresował – przyznaje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” pani Dorota K. z Warszawy. – Pacjent jest zupełnie zdezorientowany, pozostawiony sam sobie ze swoją chorobą. Nie wie, co ma robić. Kiedy trafiłam w końcu do szpitala, dowiedziałam się, że mam wystawioną kartę wirtualną – nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Do dziś tej karty fizycznie nie mam i już się o nią nie staram – dodaje kobieta.

Eksperci alarmują, że niestety takie przypadki nie są odosobnione, bo choć wydano do tej pory ponad 603 tys. kart, to wiele osób nie może się o nie doprosić lekarzy. Co więcej, w ich przypadku doszło nawet do wydłużenia oczekiwania na świadczenia medyczne. A w dodatku ubocznym skutkiem zmian jest rosnące w szybkim tempie zadłużenie szpitali onkologicznych – tylko w tym roku wzrośnie ono o 200 mln zł. Dyrektorzy placówek skarżą się, że wynika to z faktu, iż Narodowy Fundusz Zdrowia nie podnosi wycen wykonywanych przez nich świadczeń medycznych.

Problemy z otrzymaniem karty DiLO wynikają niekiedy z bardzo prozaicznych powodów. – Byliśmy świadkami, kiedy lekarz podstawowej opieki zdrowotnej nie wystawił karty DiLO z powodu niskich kompetencji informatycznych: pani doktor nie umiała po prostu uzupełnić tej karty. Pomogła w tym dopiero jej sekretarka – zauważa Wojciech Wiśniewski z Fundacji Onkologicznej Osób Młodych Alivia. Wielu pacjentów skarży się właśnie na problemy z dostępem do kart w swoich rejonowych przychodniach, gdy np. lekarz nie wypisuje dokumentu, gdyż wymaga to poświęcenia dodatkowego czasu.

NFZ jest zaskoczony takimi informacjami, gdyż według danych Funduszu to właśnie lekarze POZ wydali dotąd najwięcej kart, bo prawie 215 tys.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Anna Ambroziak