Dwie niedziele to mydlenie oczu
Wtorek, 7 listopada 2017 (20:44)Z Piotrem Dudą, przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Krzysztof Losz.
Czy liczy Pan jeszcze na to, że Sejm i Senat uchwalą ustawę wprowadzającą ograniczenia handlu we wszystkie niedziele w miesiącu, czy też przesądzone jest, że w dwie niedziele wszystkie sklepy będą mogły być nadal otwarte?
– „Solidarność” nieraz udowodniła, że o swoje postulaty potrafi walczyć skutecznie. Tak było np. z wiekiem emerytalnym. Gdy koalicja PO – PSL w 2012 r. go wprowadziła, wszystkim sprawa wydawała się przesądzona. Ale wtedy pokazaliśmy, że nigdy nie odpuszczamy i zawsze walczymy do końca. Z wolnych niedziel dla pracowników handlu, które obok wieku emerytalnego są jednym z naszych najważniejszych postulatów, nigdy nie zrezygnujemy. Tym bardziej że w tej walce mamy silne wsparcie Episkopatu Polski.
Wracając do pytania, oczywiście, że liczę na zmianę. Przede wszystkim oczekuję, że posłowie będący członkami „Solidarności” wniosą stosowne poprawki, aby przywrócić w drugim czytaniu kształt ustawy zgodny z wnioskiem obywatelskim. Bo to, co w tej chwili wyszło z sejmowej komisji, nie jest już projektem obywatelskim, tylko projektem PiS.
Wielu posłów PiS mówi, że poprawka o dwóch niedzielach to kompromis i za jakiś czas, gdy ustawa się sprawdzi, będzie można rozszerzyć zakaz handlu. Przekonuje Pana ten argument?
– To kompromitacja, a nie kompromis. Powtarzam i będę powtarzał: Prawo i Sprawiedliwość w kampanii wyborczej zapowiadało oddanie niedzieli pracownikom, a w 2013 r., jeszcze jako partia opozycyjna, PiS złożyło własny projekt poselski, gdzie była mowa o wszystkich niedzielach. Tak na marginesie, gdy czytam uzasadnienie tamtego projektu, to przyznam szczerze, sami tego lepiej nie uzasadniliśmy. Dlatego dzisiaj pytam: co się takiego stało?
Jeśli chodzi o dwie niedziele, to jest polityczne mydlenie oczu. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jeśli wprowadzi się ustawę tylko z dwiema niedzielami, to już nigdy tego nie zmienimy. Argumentacja, że po dwóch latach dokona się przeglądu i ewentualnie dorzuci się kolejną niedzielę lub niedziele, jest fałszywa. Przypomnę, że Jarosław Porwich z Kukiz’15 zgłosił poprawkę, aby w ustawie zapisać zmianę po dwóch latach, ale zostało to odrzucone. Co ciekawe, za odrzuceniem wspólnie głosowały PiS, PO, Nowoczesna. Cóż za niebywała koalicja! To pokazuje, jakie są prawdziwe intencje PiS. Trzeba to wprowadzić od razu. Kropka.
Przeciwnicy obywatelskiego projektu ustawy twierdzą, że „Solidarność” dokonuje ataku na prawa obywatelskie, odbierając ludziom, którzy tego chcą, możliwość zrobienia zakupów w niedzielę.
– Oczywiście, że robienie zakupów w niedzielę to wygoda i poczucie wolności. Tylko że ta wygoda odbywa się kosztem ponad miliona pracowników handlu, w większości kobiet. One nie mają wyboru. Zamiast spędzać czas z rodziną, muszą siedzieć na kasie. Zadajmy sobie pytanie, patrząc im w oczy, czy moje poczucie wolności nie krzywdzi drugiej osoby, a tak właściwie całej rodziny, odbierając im możliwość bycia chociaż w jeden dzień tygodnia w gronie rodzinnym.
Proszę pamiętać, że pracownicy handlu to zaledwie 1/15 wszystkich pracowników. A więc zdecydowana mniejszość. Oni nigdy w sondażach nie przebiją się ze swoimi problemami. Tu trzeba elementarnej empatii i solidarności wobec nich.
Poza tym nie przesadzajmy. Zaczynamy w tej polemice wpadać w jakieś absurdy. Czy jeśli nie kupię kafelków w niedzielę, to nie wyremontuję mieszkania? Albo jak nie kupię w niedzielę spodni, to będę chodził bez? Zejdźmy na ziemię. Ja też bym wolał, aby urzędy były otwarte w niedzielę, bo w tygodniu nie mam kiedy załatwić spraw. Albo poczta, banki. Te już w sobotę zamykają i dobrze. W sierpniu 1980 r. walczyliśmy o wolne soboty, a teraz już o niedzielę trzeba walczyć. Dramat.
Czy losy obywatelskiego projektu ustawy o handlu wpłynęły na relacje „Solidarności” z obozem rządowym?
– W sprawie niedziel mieliśmy w kampanii wyborczej jasną deklarację i czujemy się w tej sprawie oszukani. Dla nas to tak samo ważne jak wiek emerytalny. I tak samo jak wieku emerytalnego handlu w niedzielę nie odpuścimy. Chciałbym, aby PiS miało tego świadomość. Dlatego to, co stało się w komisji sejmowej, określiłem mianem głębokiej rysy na naszej współpracy. Oczywiście przez ostatnie dwa lata udało się wprowadzić dla pracowników wiele dobrych rozwiązań i za to jesteśmy PiS wdzięczni. Ponadto gdyby wybory wygrał Bronisław Komorowski oraz PO i Nowoczesna, bylibyśmy w zupełnie innym świecie i o tym też trzeba pamiętać. Ale sprawa ograniczenia zatrudnienia w niedzielę to bardzo poważny problem społeczny, zresztą nie jedyny. Coraz gorzej wygląda też dialog społeczny.
O dialogu za chwilę. Panie Przewodniczący, jak już Pan zapowiadał, „Solidarność” rozważy skierowanie ustawy o handlu w niedzielę do Trybunału Konstytucyjnego – jeśli zostanie przyjęta w wersji zaproponowanej przez sejmową komisję. Jakie przesłanki przemawiają za tym, że taka ustawa może być sprzeczna z Konstytucją?
– Będziemy to analizować. Na przykład fakt, że art. 9 konkordatu mówi wyraźnie, że niedziela jest dniem wolnym od pracy. To umowa międzynarodowa, która tak jak Konstytucja podlega ocenie Trybunału Konstytucyjnego. Ale spokojnie, jesteśmy dopiero na etapie analizy.
To teraz przejdźmy do dialogu. Rząd przejął przewodniczenie w pracach Rady Dialogu Społecznego. Jak Pan ocenia po dwóch latach funkcjonowanie ustawy o dialogu społecznym? Jak z perspektywy „Solidarności” wygląda ten dialog pracowników, pracodawców i rządu?
– Z perspektywy „Solidarności” wygląda coraz gorzej. Pierwszy rok był dobry i dawał nadzieję na jakościową zmianę w dialogu. Zawarliśmy kilka bardzo dobrych kompromisów, jak choćby minimalną stawkę godzinową. Ale drugi rok niestety niczym szczególnym się nie wyróżnił. Do tego RDS była wciągana w bieżące rozgrywki polityczne.
Coraz częściej omija się Radę i wrzuca projekty ścieżką poselską. To samo usłyszeliśmy na konferencji nowej partii premiera Jarosława Gowina, to dla NSZZ „Solidarność” sygnał do wzmożonej czujności, aby pomysły przewodniczącego Gowina niezrealizowane za rządów PO – PSL nigdy nie stały się aktami prawnymi.
Jednak na horyzoncie pojawia się dużo poważniejszy problem. Ostatnio rząd bez wniesienia projektu do Rady Dialogu Społecznego ogłosił decyzję o zamiarze zniesienia limitu wysokości wynagrodzenia, od którego potrąca się składkę na ubezpieczenie społeczne.
Tworząc RDS, chcieliśmy nie tylko opiniować stanowione prawo, ale przede wszystkim współuczestniczyć w jego tworzeniu. Czy dla partnerów społecznych może być coś ważniejszego niż system emerytalny? Tymczasem rząd w skandaliczny sposób omija Radę, stawiając pod znakiem zapytania sens dialogu społecznego w Polsce. Zaczyna zachowywać się podobnie do Platformy Obywatelskiej. Jak to ma tak wyglądać, to my w tym nie będziemy uczestniczyć. Oby nie okazało się, że „Solidarność” wyjdzie z Rady Dialogu, którą sama tworzyła. Mam nadzieję, że pani minister Elżbieta Rafalska, która przejęła przewodniczenie w RDS, doprowadzi do normalizacji dialogu na poziomie krajowym.
Dziękuję za rozmowę.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym