• Sobota, 23 maja 2026

    imieniny: Iwony, Dezyderiusza

Wyjdziemy z konkretnym programem

Wtorek, 7 listopada 2017 (15:36)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wybory samorządowe za rok, ale Platforma już rozpoczyna kampanię, wystawiając do walki swojego kandydata na prezydenta Warszawy. Czy jednak nie jest to falstart?

– Powoli wszystkie siły polityczne przymierzają się do przyszłorocznych wyborów. Platforma, Nowoczesna oraz Prawo i Sprawiedliwość zachowują się tak, jakby już dzieliły tak na dobrą sprawę nieupieczony czy nawet jeszcze nieumieszczony w piekarniku tort. Wygląda to tak, jakby politycy, a nie wyborcy mieli podjąć ostateczną decyzję. Dlatego tym wszystkim wybiegającym przed szereg przypominam, że to wyborcy zdecydują przy urnach, kto będzie prezydentem, burmistrzem w takim czy innym mieście.

Po co zatem ta cała gra?

– Przyznam, że za bardzo nie rozumiem to wzajemne nakręcanie się. Do wyborów mamy przynajmniej rok i nic nie wskazuje na to, żeby miały się one odbyć wcześniej. Kalendarz działa w ten sposób, że na razie mamy termin ustawowy wyznaczony na 11 listopada 2018 r. i póki co, nie ma zmiany tego terminu. I to jest pierwsza sprawa. Po drugie, wystawieni już teraz kandydaci sami się spalają, bo tak naprawdę kampania trwa już od trzech lat, bo tyle samorządowcy już działają. Jednocześnie mam wrażenie, że to wszystko, co obserwujemy, ma wymiar bardziej  spektaklu medialnego, a na pewno nie jest wyrazem troski o samorządy.    

Nie jest to odpowiedź na zapotrzebowanie społeczne?

– Sądzę, że w tym wypadku raczej wygrywa próżność polityków. Tak jak wspomniałem, na dzisiaj nie mamy ordynacji wyborczej i wystarczy, że nastąpią zmiany w kilku punktach i wszystkie ustalenia mogą wziąć w łeb.

Jaką rolę w tym pełni Rafał Trzaskowski?

– Poseł Rafał Trzaskowski został świetnie rozegrany przez Grzegorza Schetynę. Jednym ruchem obecny szef Platformy ugotował Rafała Trzaskowskiego – młodego, jak się uważa, zdolnego, rokującego polityka, który miał swoją frakcję wewnątrz PO. Automatycznie, za jednym zamachem, postawił w bardzo niezręcznej sytuacji Trzaskowskiego oraz wiceprzewodniczącą Platformy i prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz, a przy okazji pokazał miejsce w szeregu Nowoczesnej, wskazując, na czym polega totalna propozycja. To pokazuje, jak wyglądają kulisy życia politycznego czy w ogóle publicznego. To też rozwiewa wątpliwości i kończy dyskusje, że między totalnymi ugrupowaniami może istnieć porozumienie, kompromis, że takie formacje będą się dogadywać. Życie pokazuje, że tu nie ma dogadywania się, a politycy tych partii ciągle traktują samorządy jak włości, które im się należą, wskazując kandydatów na dany urząd prezydenta czy burmistrza według własnego widzimisię. Przypominam, że to nie liderzy, to nie partie decydują, kto gdzie będzie prezydentem, burmistrzem czy wójtem, bo o tym mają prawo decydować mieszkańcy. To pokazuje też, na czym polega chora sytuacja polskiego systemu.

W sondażach, póki co, Trzaskowski wygrywa, tylko nie bardzo wiadomo, z kim…

– Po pierwsze, nie mamy jeszcze ogłoszonych wyborów samorządowych, a po drugie, jaki program ma kandydat Trzaskowski, z czym startuje…? Póki co mamy konkurs: kto jest wyższy, niższy, kto ma lepiej dobrany krawat, ma brodę lub jej nie ma. Proszę zwrócić uwagę, że tu nie ma żadnej kampanii, na razie mamy na żywca rzuconą historię, z której nic nie wynika. O jakiej kampanii mówimy, o jakich wyborach, skoro nie ma żadnego programu? Z jakim programem po urząd prezydenta chce iść Rafał Trzaskowski, Paweł Rabiej czy Patryk Jaki? Obserwuję z bliska scenę polityczną i o żadnym programie nie słyszę poza tym, że ktoś jest mniej lub bardziej znany z telewizji czy prasy. Nic więcej poza plebiscytem, licytacją nie ma.

Trzaskowski jest mało doświadczonym politykiem, że tak łatwo daje się rozgrywać?       

– Czego by nie powiedzieć, Trzaskowski dał się wciągnąć i teraz będzie grillowany. Jednocześnie przez rok przedwyborczy nastąpi zmęczenie materiału. Jeśli do tego dodamy, że ktoś za młodu stał czy nie stał pod trzepakiem na podwórku, to widać, że tak naprawdę mamy kabaret. W ten sposób każdego można zniszczyć, ośmieszyć. To tylko pokazuje skuteczność Grzegorza Schetyny.

Skuteczność Grzegorza Schetyny wobec wewnątrzpartyjnych konkurentów owszem, jest zauważalna, ale ta skuteczność lidera nie przekłada się na obraz całej formacji, która nie zyskuje w sondażach do innych ugrupowań, ale wprost przeciwnie, stacza się po równi pochyłej…     

– To prawda, ale czy pan redaktor nie zauważył, że reprywatyzacja, którą się lansuje jako główne motto kampanii samorządowej, tak naprawdę ma twarz PO-PiS-u, że w rzeczywistości wychodzi na to, że zarówno Platforma, jak i PiS mają coś za paznokciami. Oba te ugrupowania przerzucają się ilościami decyzji reprywatyzacyjnych, ale dlaczego nikt nie przerzuca się wartościami decyzji reprywatyzacyjnych. To złotówki są wyznacznikiem a nie ilość decyzji. Można bowiem wydać, załóżmy, dwieście decyzji o znikomej wartości, a można wydać 10 decyzji o kolosalnej wartości.

Co chce Pan przez to powiedzieć?

– Odnoszę wrażenie, że obie formacje nawzajem piszą sobie dzisiaj usprawiedliwienia, a to, z czym mamy teraz do czynienia, to nie jest kampania wyborcza, kampania samorządowa, ale jest to obrona i działanie wyprzedzające w kontekście problemu reprywatyzacji, w którą – chcąc, nie chcąc – w mniejszym bądź większym stopniu obie strony są uwikłane. To nie ma nic wspólnego z Warszawą, to nie ma nic wspólnego z dobrem mieszkańców, ale jest to po prostu jedna wielka ustawka i jeden wielki PO-PiS. Dlatego na wszystkie akty tego spektaklu patrzę ze spokojem, bez emocji.

A co zamierza zrobić Kukiz’15, czy wystawi swojego kandydata w Warszawie i czy będzie to wicemarszałek Stanisław Tyszka?

– Przede wszystkim chcę sprostować wieści gminne, które głoszą, że Patryk Jaki jest kandydatem Kukiz’15 na prezydenta Warszawy. To nieprawda. Po drugie, Kukiz’15 będzie miał swojego kandydata na prezydenta Warszawy. W momencie kiedy odbędzie się konwencja, to wszystko zostanie ogłoszone. My w przeciwieństwie do konkurentów nie mamy nic wspólnego z reprywatyzacją i związanymi z tym nadużyciami. Dlatego uważamy, że najpierw niech sprawę wyjaśnią powołane do tego organy państwa, a jak rozpocznie się kampania wyborcza, Kukiz’15 się w nią aktywnie włączy i mogę zapewnić, że wyjdziemy do warszawiaków z konkretnym programem. Na wyjazdowym posiedzeniu klubu poświęconym samorządom zadeklarowaliśmy, że wystartujemy w miastach wojewódzkich, w tym także w Warszawie jako Kukiz’15, a to oznacza, że będziemy mieć swoich kandydatów. Raz jeszcze podkreślę, że Patryk Jaki nie ma nic wspólnego z Ruchem Kukiz’15 i na dzień dzisiejszy nie ma nic na rzeczy w związku z rzekomym ustalaniem z Prawem i Sprawiedliwością wspólnych kandydatów. Taki temat nie istnieje.

Skoro w związku z przyszłorocznymi wyborami samorządowymi po kolei przechodzimy wszystkie formacje, to proszę powiedzieć, co Pana zdaniem zamierza Jarosław Gowin?

– Jarosław Gowin w chwili obecnej stanął w rozkroku. Z jednej strony mieliśmy szumną zapowiedź nowej partii, ale po sobotnim kongresie – jak mówi młodzież – szału nie było. W mojej ocenie, cały ten kongres miał bardziej wymiar hołdu poddańczego i wykazania się przed prezesem Jarosławem Kaczyńskim, że pracujemy, działamy, rozszerzamy nasze kręgi, tylko że to rozszerzanie kręgów i pozyskiwanie nowych osób nie mają odzwierciedlenia w postaci zdobytych szabel. W dzisiejszym Sejmie ilość posłów Porozumienia, jak i Solidarnej Polski, która ciągle nie przekracza 20 posłów, to ciągle jest mniej niż liczba posłów Kukiz’15.

I co w tym złego…?

– Nic, ale to znaczy, że parlamentarzyści obu tych formacji, a szczególnie ich liderzy mówią o sobie: my, koalicjanci, a powinni powiedzieć: my, przystawki. Koalicjantem jest ktoś, kto ma siłę i możliwości, tymczasem mamy tu do czynienia z frakcjami, które mówią o autonomii, a które szumnie nazywają się partiami. Ale to nie są partie, ugrupowania autonomiczne, ale to są frakcje. I nazywanie rzeczy po imieniu byłoby – według mnie – uczciwym postawieniem sprawy.

Chce Pan przez to powiedzieć, że Porozumienie to bardziej projekt prezesa Kaczyńskiego, który swoim nazwiskiem firmuje Jarosław Gowin?   

– Sądzę, że dzisiaj w szeregach PiS-u obowiązuje strategia polegająca na tym, żeby nie było, iż wszystko jest zmonopolizowane przez tę partię, stąd lepiej brzmi, że PiS ma koalicjantów. Mamy zatem PiS, Solidarną Polskę i Porozumienie, co zawsze brzmi lepiej niż monopol jednego ugrupowania. Przekaz jest taki, że nie mamy monopolu, nie mamy jednej siły, ale mamy pluralizm poglądowy.

W Porozumieniu nie widzi Pan zagrożenia dla Kukiz’15?

– Zacznę od nazwy, która wydaje się określeniem niedokończonym, to najgorsza z możliwych nazw – bezbarwna, nijaka, nic nieznacząca. Natomiast my nie podchodzimy do tej nowej, starej formacji jak do zagrożenia. Kukiz’15 w parlamencie jest kością stojącą w gardle każdej partii, począwszy od PiS-u, po Platformę. Jesteśmy kością w gardle tego systemu i nikt nie wie, co z nami zrobić. 31 posłów to już jest pokaźna siła. Za mała, żeby móc przejąć władzę, a za duża, żeby ją lekceważyć. Cały czas robimy swoje, jesteśmy dzisiaj trzecią siłą w polskim parlamencie, mamy swoją osobowość i swoją tożsamość.

Złośliwi mówią też, że jesteście przystawką PiS-u

– Na przystawkę to zapraszam do restauracji, a Ruch Kukiz’15 jest siłą polityczną parlamentu RP. Sytuacja wygląda tak, że prezes Jarosław Kaczyński uważa, że posłowie Kukiza mówią jak PiS, a głosują jak Platforma. Z kolei Platforma nazywa nas sprzedawczykami. I to jest najlepszy dowód na to, że tak naprawdę wszystkim jesteśmy nie na rękę, co jest pozytywnym sygnałem, bo dla nas liczy się suweren, dla którego powinniśmy być najlepsi.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki