Naszym obowiązkiem jest pokazywanie prawdy
Niedziela, 29 października 2017 (19:06)Z prof. Wojciechem Polakiem, historykiem, wykładowcą akademickim, członkiem Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Rafał Stefaniuk
Komisja sprawiedliwości rozpatrująca projekt przyszłorocznego budżetu odebrała Instytutowi Pamięci Narodowej 10 mln zł. I choć poprawkę musi zaakceptować komisja finansów i Sejm, to część opozycji już ogłosiła swój wielki triumf.
– Odnoszę wrażenie, że część polityków tzw. totalnej opozycji traktuje niechęć do IPN w sposób wręcz rytualny. Przyzwyczaili się do myślenia, że IPN jest instytucją, którą trzeba nieustannie krytykować, której trzeba utrudniać funkcjonowanie i obcinać budżet. Ich zdaniem, trzeba też wmawiać społeczeństwu, że jest to instytucja stronnicza i niewydolna, dlatego musi być zlikwidowana. Tu natychmiast pojawia się pytanie, czy ludzie związani z opozycją uważają, że kultywowanie historii Polski, prowadzenie badań naukowych, przechowywanie i udostępnianie cennych akt i pamiątek, ochrona pomników, wyjaśnianie rozmaitych tajemnic rządów komunistycznych czy poszukiwanie i identyfikowanie szczątków naszych bohaterów – to wszystko jest niepotrzebne? Tak by można to rozumieć. Ubolewam nad tego typu działaniami i sposobem myślenia.
Gdyby patrzeć na postulat likwidacji IPN całkowicie poważnie, to w jakiej znajdziemy się sytuacji, gdy Ukraina, Rosja i Niemcy na potęgę fałszują historię?
– Oczywiście, że nie możemy tego zrobić. Polityka historyczna stała się koniecznym elementem funkcjonowania współczesnych państw, zwłaszcza europejskich. W sytuacji gdy obarcza się nas odpowiedzialnością za zbrodnie, które kto inny popełnił, gdy pisze się o „polskich obozach koncentracyjnych”, naszym obowiązkiem jest pokazywanie prawdy. Tymczasem ta krzywa rzeczywistość historyczna pojawia się w wielu wypowiedziach nie tylko polityków, ale też naukowców, celebrytów i – o zgrozo – zwykłych ludzi. Dlatego w interesie nas wszystkich jest to, aby IPN mógł się rozwijać i pracować, a przez to oddziaływać zarówno na nasze społeczeństwo, jak i na obywateli innych państw. I reagować, gdy szerzy się kłamstwa i pomówienia. Jest to niejako naszą racją stanu w sytuacji, gdy niekiedy nawet z ust wpływowych osób padają historyczne bzdury.
Nawiązuje Pan do wywiadu byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, który UPA zrównał z Armią Krajową, a Stepana Banderę z Józefem Piłsudskim.
– To tylko jeden z oburzających przykładów ostatnich tygodni. Niektórzy Ukraińcy udają ślepych na ten ogrom zbrodni, których dokonały oddziały banderowskie na terenie Galicji i Wołynia. To jest coś niedopuszczalnego i wstrząsającego. Niestety, takich niemądrych wypowiedzi mamy coraz więcej. Nawet niektóre osoby obywatelstwa polskiego nazywają Żołnierzy Wyklętych bandytami, zdrajcami, gwałcicielami i ludobójcami. Są to opinie wyssane z palca. W tej sytuacji obcinanie budżetu IPN-owi, który odpiera te kłamstwa, jest tym bardziej karygodne.
Mam wrażenie, że Ukraina szantażuje Polskę. Ukraińcy domagają się od nas odbudowy pomnika UPA w Hruszowicach na Podkarpaciu, który został nielegalnie zbudowany, w zamian za zgodę na ekshumacje polskich ofiar na Wołyniu.
– Jest to żądanie nie do zrealizowania, niepodlegające dyskusji. Gdybyśmy teraz zaczęli stawiać pomniki zbrodniarzom, to byśmy uwłaczali czci ofiar. To byśmy napluli na naszych przodków, na naszą przeszłość i na wszystko to, co miało miejsce w naszej historii. Jednym ruchem przekreślilibyśmy wszystko to, co nasi przodkowie budowali swoim wysiłkiem i swoją krwią przez tysiąc lat naszej państwowości.
Strona ukraińska stawia tę sprawę na ostrzu noża: bez odbudowy pomnika UPA nie będzie zgody na ekshumacje ofiar ludobójstwa czy upamiętnianie Polaków pomordowanych w czasie II wojny światowej. Widzi Pan szansę na wyjście z tej patowej sytuacji?
– Są takie sytuacje, w których człowiek musi przyznać się do bezsilności. Dla mnie jest to coś niewyobrażalnego, jak cywilizowani politycy mogą przyjąć taką formę postępowania. Każdy kraj, który uważa się za nowoczesny, który kieruje się zasadą przyzwoitości, powinien umożliwiać i ułatwiać prace zmierzające do wyjaśnienia zbrodni totalitaryzmów i zbrodni wojennych, i nie powinno to być uzależniane od czegokolwiek. Ukraińcy przyjęli jednak taką postawę, która nie mieści się w jakichkolwiek ramach normalnego postępowania.
Prezes IPN dr Jarosław Szarek uważa, że potrzebny jest program, który podtrzymywałby pamięć o Kresach i przybliżałby ich dziedzictwo.
– Taki program jest bardzo potrzebny. Kresy przez wieki były miejscem, gdzie powstawały nasze najwybitniejsze osiągnięcia, gdzie wychowały się osoby, które zmieniały historię Polski i świata. I choć nie należą dzisiaj do nas pod względem administracyjnym, to jednak są z nami związane historią i tradycją. Ze względu na to, że polskim historykom rzucane są kłody pod nogi, nie mają oni możliwości prowadzenia gruntownych badań na wschód od Bugu. Wiele kart naszej kresowej historii jest ciągle słabo przebadanych i z każdym rokiem coraz trudniej będzie je zapełnić. Jeżeli zatem nie chcemy puścić w zapomnienie tego, co nas tworzyło przez wieki, musimy stworzyć program, który wzmocni świadomość społeczeństwa o Kresach, który poszerzy naszą wiedzę i ułatwi badania naukowe.
Dziękuję za rozmowę.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym