Zmiana premiera jest w interesie opozycji
Piątek, 27 października 2017 (15:23)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Jak obecny rząd wypada na półmetku kadencji, po dwóch latach rządzenia Polską?
– Wizerunkowo, w sensie wymiany twarzy na najwyższych szczeblach władzy, bo wybory prezydenckie oraz wybory parlamentarne w 2015 r., gdzie Prawo i Sprawiedliwość wygrało z Platformą, to była nie tylko zmiana warty i partii rządzącej, ale PiS pokazało swoje nowe oblicze, które przybrało twarz Andrzeja Dudy i Beaty Szydło. I jak widać, to przyniosło wymierne efekty, bo dwa najważniejsze urzędy w Polsce prezydenta i premiera znalazły się w rękach PiS. Nie ma co owijać w bawełnę, bo fakty są takie, że odsunięcie na dalszy plan prezesa Jarosława Kaczyńskiego dało pozytywne efekty. Trzeba powiedzieć, że to było mądre posunięcie, bo okazuje się, że można być liderem ugrupowania i nawet mając duży elektorat negatywny, być jednocześnie skutecznym politykiem z drugiego rzędu. To jednak działa też w drugą stronę, bo równie dobrze można być politykiem bardzo popularnym, ale nigdy nie odnieść sukcesu jako lider, a tym bardziej jako przywódca. Rzecz w tym, aby umieć znaleźć swoje miejsce, na tym polu działać i się realizować.
Czy minione dwa lata były dobre dla Polski?
– Każda nowa ekipa, obejmując rządy, kreśli założenia i stawia przed sobą zadania do wykonania. Po dwóch latach można powiedzieć, że pewne punkty programu Prawa i Sprawiedliwości zostały zrealizowane bądź są w trakcie realizacji, ale wiele spraw, które są kluczowe dla funkcjonowania państwa, niestety wciąż pozostaje nierozwiązanych. Dlatego odpowiadając wprost na pana pytanie, powiedziałbym, że dla Polski były to dwa różne lata. Po pierwsze, został położony mocny akcent na sprawy patriotyzmu i kształtowanie postaw patriotycznych, zwłaszcza wśród młodego pokolenia oraz na działania propaństwowe. Rząd Zjednoczonej Prawicy bardzo wyraźnie podniósł też kwestie socjalne, czego wymiernym efektem jest program „Rodzina 500+” i zmniejszenie poziomu ubóstwa polskich rodzin, co oczywiście jest bardzo ważne. I to z grubsza tyle, jeśli chodzi o „plusy dodatnie”.
A co Zjednoczonej Prawicy nie wyszło?
– Jest kilka takich obszarów. Z przykrością należy stwierdzić, że mimo hucznych zapowiedzi wciąż nie ma zmiany polityki podatkowej, nie ma też obniżenia podatków. Co więcej, nie ma nawet zapowiedzi, że w niedalekiej przyszłości miałaby nas czekać zmiana polityki fiskalnej. Owszem, dzięki uszczelnieniu systemu podatkowego, głównie VAT, jest więcej pieniędzy w kasie państwa i – co ważne – są one inaczej, bardziej racjonalnie wykorzystywane, mniej marnotrawione, mniej ich wyparowuje po drodze, jak to było za rządów koalicji PO – PSL, ale – moim zdaniem – niestety nie zmniejsza się obciążenie podatnika.
Sondaże po dwóch latach sprawowania władzy dają PiS zdecydowaną przewagę…
– Zgadza się. Trzeba powiedzieć wyraźnie, że rząd PiS w sondażach bije rekordy, o których poprzednie ekipy mogłyby tylko pomarzyć. Jednak wcale nie jestem pewien, czy wszyscy politycy PiS do końca wierzą w te sondaże i w głębi serca zastanawiają się, co jest grane. Jednak co by nie powiedzieć, wygląda to tak, że notowania rządu Zjednoczonej Prawicy rosną, bijąc rekordy poprzedników.
Skoro poparcie nie maleje, a rośnie, to czemu mają służyć zapowiadane zmiany w składzie Rady Ministrów?
– Półmetek rządzenia to z reguły jest czas na pewne roszady, ale to również czas, kiedy trzeba się zdecydować na zmianę systemu pracy. Do zmiany wiceministrów w tej kadencji zdążyliśmy się już przyzwyczaić i teraz, im bardziej będzie z górki, tym częściej zmiany będą następować także na szczeblach szefów poszczególnych resortów. Przypomnę, że zanim odbędą się kolejne wybory parlamentarne, to po drodze są jeszcze wybory samorządowe, wybory do Parlamentu Europejskiego i należy się spodziewać, że roszada zmian nazwisk i osób będzie jeszcze większa. Jednocześnie – jak to zwykle bywa – będziemy mieć do czynienia z festynem przyjaznych być może też nowych twarzy, bo patrząc marketingowo, w tego typu sytuacjach potrzeba nowego, świeżego spojrzenia, odkurzenia pewnych stanowisk.
Jak głębokie mogą być zmiany w rządzie, kto jest pewniakiem do pozostania na stanowisku, kto sobie nie radzi i kto jest Pana zdaniem kandydatem do odwołania?
– Na razie na giełdzie medialnej pojawia się kilka nazwisk. Z tego można wnioskować, że sprawa ma jak gdyby dwa skrajne oblicza, począwszy od zmian bardzo głębokich – łącznie ze zmianą na stanowisku prezesa Rady Ministrów – po poszczególnych ministrów, którzy już od jakiegoś czasu są na celowniku nie tylko opozycji, ale są również źle postrzegani przez społeczeństwo. Problemem jest, jak takie zmiany przeprowadzić mądrze, sprytnie, a jednocześnie tak, aby były jak najmniej bolesne dla partii. I te dwie tendencje są zarysowane bardzo wyraźnie.
Pana klubowy kolega – poseł Marek Jakubiak – uważa, że rząd potrzebuje „wyrazistego przywództwa”, które zapewni Jarosław Kaczyński. Czy możliwa jest tak głęboka korekta?
– Oczywiście, że jest to możliwe. Nie ma co ukrywać, że jeśli zrealizowałby się taki scenariusz, byłoby to spełnienie marzeń opozycji totalnej. Jak już wspomniałem, wizerunkowo dużo lepiej od prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który – nie ukrywajmy – generuje negatywny elektorat, na tym tle wypada premier Beata Szydło. Jest osobą, która łagodzi wizerunek rządu czy w ogóle wizerunek obozu władzy. Natomiast dla Platformy czy Nowoczesnej prezes Kaczyński na fotelu premiera byłby doskonałym celem do ataków. Co więcej, obok rządzenia krajem musiałby odpierać te ataki, których przedsmak już dzisiaj jest zauważalny. Jednak to, czy do takiej zmiany dojdzie, jest kwestią decyzji politycznej, a wszystko inne to czyste spekulacje.
Opozycja totalna wręcz domaga się, żeby premierem został prezes PiS, tyle tylko że z innych powodów…
– Dla obozu rządzącego byłoby to zbyt ryzykowne, natomiast dla Platformy byłoby to otwarcie kolejnego frontu wojny i ataków na PiS. I oczywiście spełnienie marzeń. Kiedy pojawiła się pierwsza informacja medialna o tak głębokiej zmianie, to na Twitterze napisałem, że gdyby do tego doszło, w Platformie i w Nowoczesnej strzelałyby korki od szampana.
Tymczasem wygląda na to, że model i przyjęta stratega, gdzie Jarosław Kaczyński stoi nieco z boku i pełni rolę mentora, się sprawdza.
– Funkcję, jaką obecnie pełni prezes Jarosław Kaczyński, bardziej porównałbym do trenera selekcjonera. Drużyna dobrej zmiany, której kapitanem jest premier Beata Szydło, na boisku rozgrywa mecz, ale taktykę gry opracowuje trener – Jarosław Kaczyński i to on decyduje o mniejszych czy większych zmianach w drużynie. Czy zmiana tej strategii, która – jak widać – się sprawdza i przynosi efekty w postaci rosnącego poparcia, zależy od kierownictwa PiS, czy i od tego, jak głębokie zmiany będzie chciało przeprowadzić.