• Sobota, 23 maja 2026

    imieniny: Iwony, Dezyderiusza

Rezydenci odrzucają propozycje Radziwiłła

Wtorek, 10 października 2017 (18:58)

Podwyżki dla rezydentów, zgodnie z propozycjami resortu zdrowia, wyniosłyby od 90 do 150 zł. Te 2 tys. zł, o których mówi minister, to dodatek dla nowych rezydentów – mówią protestujący lekarze. Dodają, że mediacje z ministrem zdrowia uznają za zakończone, domagają się spotkania z premier.

Wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL Jarosław Biliński pytany był o informacje ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła w sprawie podwyżek dla rezydentów.

– Podwyżki wyniosą od 90 do 150 zł. Te 2 tys. zł, o których mówi pan minister [Konstanty Radziwiłł], to jest dodatek dla nowych rezydentów, którzy otrzymają 1200 zł i za cztery lata ma to się zwiększać. [...] To ma objąć – powiedzmy – do 10 proc. wszystkich lekarzy rezydentów. Co jest niezgodne po pierwsze z solidaryzmem społecznym. Po drugie, mamy wątpliwości, czy jest to w ogóle zgodne z kodeksem pracy, aby na tym samym stanowisku w tej samej specjalizacji płacić jednym więcej, a drugim mniej – powiedział Biliński.

Pod koniec września MZ zaproponowało rozporządzenie, zgodnie z którym w dziewięciu dziedzinach medycyny rezydenci otrzymają tzw. dodatek motywacyjny w wysokości 1200 zł brutto. Oznacza to, że w tych specjalizacjach już w 2017 r. rezydenci otrzymają od ok. 1300 zł podwyżki, a w 2018 r. od 1450 zł (wszystkie kwoty brutto).

Rezydenci, którzy zakwalifikowali się do szkolenia przed wejściem w życie rozporządzenia, w 2017 r. będą mogli liczyć na wynagrodzenie od 3263 zł do 4013 zł. W kolejnych latach wynagrodzenia rosną, w 2019 r. ich wysokość będzie między 3562 zł a 4381 zł. Lekarze, którzy zakwalifikują się do szkolenia po wejściu w życie rozporządzenia, w 2017 r. będą mogli liczyć na wynagrodzenie od 3263 zł do 4920 zł. W 2019 r. wysokość ich wynagrodzeń określono na kwotę między 3562 zł a 5581 zł (w zależności od specjalizacji i roku rezydentury).

Obecnie wysokość zasadniczego wynagrodzenia miesięcznego w pierwszych dwóch latach rezydentury wynosi 3170 zł, po dwóch latach rezydentury – 3458 zł, zaś w dziedzinach określonych jako priorytetowe – odpowiednio – 3602 zł oraz 3890 zł (są to kwoty brutto).

Biliński dodał, że pensje podstawowe lekarzy są tak niskie, że „to jest podstawowy kryzys kadrowy, wąskie gardło, że ludzie wyjeżdżają i nie chcą pracować”.

– Te podstawowe pensje muszą się podnieść, jeśli chodzi o wynagrodzenia. Ale jeśli chodzi o nakłady na ochronę zdrowia, w ogóle nie było do tej pory negocjacji i rozmów. Minister obstaje przy swoim, więc zakończyliśmy mediacje, bo z panem ministrem po prostu nie dojdziemy do porozumienia. Tu musi być decyzja kogoś władnego – podkreślił.

– Jedyną propozycją [...] jest: zawieście protest, to pani premier się z wami spotka. Ale to nie są żadne gwarancje tego, że wypracujemy jakieś osiągnięcia, coś lepszego dla służby zdrowia. Deklaracja, więc decyzja, jest jedynym warunkiem do zakończenia protestu – powiedział.

Podkreślił, że protestujący apelują i proszą „o spotkanie z premier Beatą Szydło, która jako jedyna może pomóc polskiej ochronie zdrowia”.

– Ten apel podtrzymujemy. Jesteśmy ciągle gotowi i otwarci do rozmów. Czekamy na informacje ze strony rządu, gdyż tylko w ten sposób możemy rozwiązać ten problem – powiedział Biliński.

Przewodniczący OZZL Krzysztof Bukiel, który kilka dni temu dołączył do głodówki, mówił, że dziwi się pani premier, „bo każdy widzi, że każdy dzień zwłoki w spotkaniu z głodującymi działa na jej niekorzyść”. Przypomniał wcześniejsze deklaracje Beaty Szydło i rzecznika rządu o otwartości na spotkania z Polakami, również rezydentami.

Biliński zapewnił, że protest ma poparcie ze strony pacjentów. Podkreślił, że lekarze rezydenci walczą o pacjentów i dodał, że zdaniem ekspertów postulaty protestujących „są nie tylko słuszne, ale i konieczne”.

– Skokowy wzrost nakładów na ochronę zdrowia jest warunkiem koniecznym rozwoju polskiej gospodarki. Plan wicepremiera Morawieckiego nie uda się bez kapitału społecznego, którym są po prostu ludzie – powiedział.

Pytany o szczegóły zapowiadanego na sobotę protestu lekarzy powiedział, że planowana jest pikieta kancelarii premiera, a także pikiety we Wrocławiu i w Szczecinie. – Planowane są też lokalne strajki głodowe. Mam nadzieję, że fala tego protestu się nie rozleje i że do tego czasu uda nam się porozumieć – powiedział Biliński.

Według niego, w ciągu kilku najbliższych dni do protestu dołączą kolejne osoby. – Mamy taką mobilizację i tylu chętnych, że protest będzie trwał – mówił Biliński, dodając, że w ciągu tygodnia do protestu dołączą „dziesiątki pracowników ochrony zdrowia z całej Polski”.

Podkreślił, że protest zakończy się wtedy, kiedy zapadną „jasne decyzje”. – To wszystko prowadzi w złą stronę – do strajku generalnego w ochronie zdrowia. To jest coś, czego bardzo nie chcemy, bo to już uderzy w pacjentów. Ale jeżeli nie rozwiążemy tego sporu, niestety droga jest tylko w jednym kierunku – do strajku generalnego – dodał.

Protestujących rezydentów wspierają także przestawicie innych zawodów medycznych.

Protestujący lekarze domagają się m.in. wzrostu finansowania ochrony zdrowia do poziomu 6,8 proc. PKB w trzy lata, z drogą dojścia do 9 proc. przez najbliższe dziesięć lat. Kolejnymi postulatami są: zmniejszenie biurokracji, skrócenie kolejek, zwiększenie liczby pracowników medycznych, poprawa warunków pracy i podwyższenie wynagrodzeń. Lekarzy wspierają przedstawiciele innych zawodów zrzeszonych w Porozumieniu Zawodów Medycznych, m.in. fizjoterapeuci, psychologowie i ratownicy.

RP, PAP