Afera reprywatyzacyjna
Wspólne interesy
Czwartek, 28 września 2017 (20:57)Kamienica przy Marszałkowskiej 43 w Warszawie po decyzji komisji weryfikacyjnej wraca do zasobów miasta.
Komisja weryfikacyjna uchyliła kolejną decyzję warszawskiego ratusza w sprawie zreprywatyzowanej wraz z lokatorami kamienicy przy Marszałkowskiej 43. W uzasadnieniu decyzji komisja podniosła m.in. brak bezstronności urzędnika, który wydawał decyzję w sprawie reprywatyzacji. Przebywający obecnie w areszcie – w związku ze sprawą reprywatyzacji nieruchomości przy Chmielnej 70 – były wiceszef warszawskiego Biura Gospodarki Nieruchomościami Jakub R. wydawał decyzję na rzecz spadkobierczyń z Francji. Były one reprezentowane przez mecenas Iwonę Gerwin związaną z bratem urzędnika Adamem Rudnickim, który to następnie stał się właścicielem nieruchomości, do której roszczenia miały spadkobierczynie.
Przewodniczący komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki wskazywał, że w tych okolicznościach mieliśmy do czynienia z naruszeniem przepisów zawartych w art. 24 kodeksu postepowania administracyjnego. – Spowodowało to naruszenie w rozpoznawanym przypadku obowiązku bezstronnego działania przez organ administracji publicznej, a także uchybienie zasadzie zaufania obywateli do organu władzy publicznej – mówił Jaki. Zaznaczył, że w takich okolicznościach Jakub R. powinien być wyłączony z wydawania decyzji. Sprawa Marszałkowskiej 43 na ewentualnych odwołaniach od decyzji komisji dotychczasowych właścicieli kamienicy raczej się jednak nie skończy.
Członek komisji Paweł Lisiecki zapowiedział złożenie wniosku do prokuratury m.in. w sprawie zeznań jednego ze świadków. – Będę wnioskował, by komisja weryfikacyjna wystosowała w tej sprawie wniosek do prokuratury. Jeśli komisja nie będzie mogła tego podjąć, sam wystąpię do prokuratury w sprawie tego, czy ewentualnie nie doszło do krzywoprzysięstwa jednego ze świadków – powiedział Paweł Lisiecki w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. A chodzi o zeznania Adama Rudnickiego, który stwierdził, że nie wiedział, iż to jego brat wydaje decyzję reprywatyzacyjną w sprawie kamienicy, której następnie on stał się właścicielem. Ponadto Lisiecki zwrócił uwagę na kilkuletnią zwłokę warszawskiego ratusza z przystąpieniem do umowy o użytkowanie wieczyste w sprawie Marszałkowskiej 43. Ocenił, że urzędnicy – nie podpisując aktu notarialnego – zmusili de facto osoby, na rzecz których miała być zwrócona nieruchomość do zbycia jej na rzecz partnerki handlarza roszczeń. – To świadczy o tym, że w urzędzie miasta stołecznego Warszawy działo się nie tyle źle, co bardzo źle. To sugeruje, że osoby, które handlowały roszczeniami, miały wpływ na to, jakie decyzje były wydawane i na czyją rzecz. Może to świadczyć, że mieliśmy do czynienia z początkami mafii na terenie miasta stołecznego Warszawy, która była powiązana z urzędnikami ratusza – mówi Lisiecki w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Ratusz 6 lat zwlekał z decyzją o ustanowieniu użytkowania wieczystego, a wydał ją dopiero wtedy, gdy właścicielem nieruchomości została Katarzyna Smolaga, która – jak zeznawali przed komisją świadkowie – jest życiową partnerką przebywającego w areszcie handlarza roszczeń Roberta N. Analizując przebieg zdarzeń, nie sposób nie odnieść wrażenia, że umowę użytkowania wieczystego zawarto dopiero wówczas, gdy kamienica została przejęta przez „docelowego właściciela”. Nieruchomość przy Marszałkowskiej 43 od spadkobierczyń reprezentowanych także w postępowaniu spadkowym przez mecenas Gerwin trafiła do związanego z nią prywatnie brata urzędnika, który wydawał decyzję reprywatyzacyjną w tej sprawie – Adama Rudnickiego. Ten z kolei odsprzedał ją Katarzynie Smoladze, partnerce Roberta N. Wcześniej Rudnicki ustanowił mecenasa N. pełnomocnikiem nieodwoływalnym w sprawie tej nieruchomości i to w kontekście tego pełnomocnictwa stwierdził, zeznając przed komisją, że można o nim [o Rudnickim – przyp. red.] powiedzieć, że jest w tej sprawie słupem. Decyzja reprywatyzacyjna podjęta została w 2010 r., a miasto przystąpiło do umowy oddania nieruchomości w użytkowanie wieczyste dopiero w 2016 r. Przewodniczący Jaki przywołał zeznania byłego wiceszefa Biura Gospodarki Nieruchomościami Jerzego Mrygonia, który zwłokę tłumaczył m.in. toczącym się postępowaniem dotyczącym sprawy stwierdzenia spadku po dawnej właścicielce. Jak się jednak okazało, nie było przeszkodą, by umowę zawrzeć w 2016 r., gdy właścicielem nieruchomości była już Smolaga. W kwestii spadku Sąd Najwyższy zajął stanowisko dopiero rok później. Interesujący w sprawie jest też fakt, że w 2006 r., gdy zgłoszono roszczenia do nieruchomości, właśnie kończono rozpoczęty w 2000 r. kapitalny remont kamienicy, który pochłonął 1,8 mln złotych. De facto zwrócono więc kamienicę wyremontowaną ze środków publicznych. Prokuratura z kolei przyjrzy się, czy „znaleziony na strychu” testament spadkobierczyń z Francji jest autentyczny.
Artur Kowalski