Afera Amber Gold
Uchylała się od odpowiedzi
Poniedziałek, 25 września 2017 (21:54)Przed sejmową komisją śledczą badającą sprawę Amber Gold stanęła Danuta Jacuk-Plichta, teściowa szefa Amber Gold.
Świadek, która przed komisją stawiła się w obecności pełnomocnika, nie ogłosiła, że odmawia składania zeznań, jednakże komisja wiele od Danuty Jacuk-Plichty się nie dowiedziała. Kobieta odmawiała bowiem odpowiedzi na konkretne pytania – nawet takie, czy była zatrudniona w Amber Gold, gdzie pracowała, zanim powstało Amber Gold albo czy w sprawie Amber Gold była przesłuchiwana w prokuraturze bądź czy była świadoma, że Marcin i Katarzyna P. oszukują ludzi.
– Nie chcę zaszkodzić sobie ani moim bliskim osobom – mówiła Jacuk-Plichta, która dziś przedstawiała się jako emerytka. Odmówiła odpowiedzi m.in. na pytanie, czy Marcin i Katarzyna P. mają gdzieś schowane złoto, w które lokowano pieniądze klientów Amber Gold, ani czy przelewy milionów złotych na jej konto z Amber Gold odbywały się za jej zgodą. – Nie wiem, o co tu chodzi. Czy mam kłamać? – stwierdziła Jacuk-Plichta.
Przewodnicząca komisji śledczej Małgorzata Wassermann dopytywała, z czego się świadek dzisiaj utrzymuje. Kobieta stwierdziła, że z emerytury, ale już na podobne kolejne pytanie odmówiła odpowiedzi. Analogicznie zresztą jak na pytanie, czy się czegoś obawia, składając zeznania. – Świadek, jeżeli już zdecyduje się zeznawać, odpowiada pod rygorem odpowiedzialności karnej i naraża się na grzywnę za bezpodstawne uchylanie się od odpowiedzi na pytania – zwracała uwagę przewodnicząca Wassermann.
Działalność bez zezwolenia
Komisja przesłuchała także Andrzeja Korytkowskiego, szefa firmy Finroyal, która w tym samym czasie co Amber Gold figurowała na liście ostrzeżeń Komisji Nadzoru Finansowego. Korytkowski przyznał, że został mu postawiony zarzut prowadzenia działalności bankowej bez zezwolenia, oburzał się jednak na nazwanie swojego biznesu piramidą finansową. Korytkowski w 2012 roku zwrócił się do Marcina P. z propozycją, by ten zainwestował w jego firmę. Sam bowiem miał kłopoty finansowe i był zmuszony spłacić dłużników. Obaj – zeznał – doszli do porozumienia, a umowa została zawarta, chociaż Marcin P. – mówił Korytkowski – nalegał, by wówczas, gdy umowa w sprawie przejęcia większości udziałów w Finroyal została podpisana, wstrzymać się z podaniem informacji w tej sprawie do wiadomości publicznej.
Sam właściciel Amber Gold odżegnywał się również od interesów z Korytkowskim. Korytkowski potwierdził, że za przejęcie Finroyal wraz z paroma innymi spółkami Marcin P. zgodził się zapłacić 12 mln zł w dziesięciu ratach. Wpłacona została jednak tylko pierwsza rata w kwocie 1,2 mln zł. Sejmowi śledczy próbowali ustalić, za co właściwie Marcin P. chciał Korytkowskiemu zapłacić 12 mln zł, skoro jego biznes był zadłużony na większą kwotę. W tej kwestii zeznania świadka nie były jednak zbyt przekonujące.
Korytkowski snuł, że jedna z jego spółek ze Szwajcarii miała licencje na zarządzanie aktywami, która – być może – mogła być wykorzystana do działalności na terytorium Polski. Korytkowski zaprzeczył – o co pytała Wassermann – by transakcja służyła do prania brudnych pieniędzy.
Z zeznań Korytkowskiego wynika, że Marcin P. obawiał się działań Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Miał jednak być spokojny, gdy dla niego pracował syn Donalda Tuska. – Była taka emocjonalna wymiana zdań, w której ja zarzucałem P., że nie wypełnia swoich zobowiązań, a on próbował się bronić […] zaczął opowiadać, że dopóki pracował syn premiera, to tych kłopotów nie mieliśmy, a teraz, jak przestał pracować, to możemy mieć – mówił Korytkowski.
Artur Kowalski