Potrzeba wiarygodnych ćwiczeń
Piątek, 22 września 2017 (11:22)Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą Jednostki Specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Rosyjsko-białoruskie ćwiczenia Zapad-2017 dobiegają końca – przynajmniej oficjalnie. Czy patrząc z pewnej perspektywy, nie było więcej strachu niż realnego zagrożenia?
– To tylko pokazuje, że Putin po raz kolejny osiągnął swój cel. Proszę pamiętać, że jego celem nie było przeprowadzenie ofensywy – tak jak to było rysowane przez niektóre media, ale zasadniczym celem było wygranie wojny informacyjnej i pokazanie Rosji jako potężnego niedźwiedzia, który właściwie w każdej chwili może zaatakować Sojusz Północnoatlantycki. Ponadto Putin udowodnił coś jeszcze. Mianowicie pokazał Białorusi, gdzie jest jej miejsce w szyku. Tak naprawdę Zapad-2017 to były rosyjskie manewry, gdzie Białoruś była postrzegana jedynie jako element rosyjskich sił zbrojnych. W tym sensie – przez dwa ostatnie miesiące – Putinowi udało się osiągnąć rozgłos medialny o manewrach, a to, że tym razem nie uderzył czy też nie dokonał prowokacji, to tylko element jego gry. Celem Putina jest testowanie cierpliwości NATO, jaka będzie reakcja Sojuszu na kolejne prowokacje. Jest to nic innego jak gra obliczona na osłabienie czujności państw zachodnich i dyktowanie własnych warunków.
Jakby nie było, szef Komitetu Wojskowego NATO gen. Petr Pavel wyraził pogląd, że manewry Zapad-2017 wyglądały jak „poważne przygotowania do wielkiej wojny”…
– Dokładnie tak to wygląda. Zresztą wszystkie dotychczasowe manewry Zapad – bo przypomnę, że jest to pewien cykl – mają podobny scenariusz. One w odróżnieniu od ćwiczeń NATO, które mają charakter obronny, są manewrami ofensywnymi o agresywnym charakterze. Można powiedzieć, że są one przygotowaniem do działań agresywnych. Przypomnę, że początkowy scenariusz manewrów Zapad-2017 był taki, że oto na terenie Rosji, Białorusi działają obce grupy dywersyjne, a wojska rosyjskie bronią swojego terytorium. Jednak to tylko pierwszy etap, bo dalszy scenariusz tych ćwiczeń był już taki, że należało doprowadzić do sytuacji, aby ze strony Polski, Litwy, Łotwy czy Estonii takie ataki nie były wyprowadzane. Inaczej mówiąc, manewry Zapad-2017 miały charakter agresywny dopuszczający też użycie taktycznej broni jądrowej. I to musi niepokoić. Nie możemy uśpić własnej czujności, bo jeśli damy się zwieść, to w pewnym momencie ten scenariusz związany z agresją Rosji może się rzeczywiście zrealizować. Przypomnę, że wcześniej nikt nie wierzył w to, że Putin będzie zdolny do zagarnięcia Krymu i destabilizacji Ukrainy tylko po to, żeby nie weszła do NATO. Życie pokazało, że ten czarny, jeszcze kilkanaście lat temu niewiarygodny scenariusz jednak został zrealizowany.
Jak ocenia Pan wypowiedź ministra Antoniego Macierewicza, że manewry Zapad-2017 będą teraz kontynuowane jako ćwiczenia użycia broni nuklearnej, mimo że nie było tego w programie?
– Myślę, że tak to należy postrzegać. Dobiegające końca oficjalne ćwiczenia Zapad zazwyczaj poprzedzają różnego rodzaju gry sztabowe, symulacje, ćwiczenia epizodyczne, gdzie rosyjskim oficerom wpaja się, że podczas takich działań mogą używać taktycznej broni jądrowej. Traktuje się to jako oczywistą oczywistość, nie mówiąc już o tym, że nawet ewentualne zwycięstwo w tego typu wojnie byłoby tylko zwycięstwem pyrrusowym, bo mogłoby nakręcić spiralę działań, które łatwo mogą się wymknąć spod kontroli.
Co Pan Generał sądzi o groźnym incydencie podczas rosyjsko-białoruskich manewrów Zapad-2017, kiedy helikopter ostrzelał z rakiet miejsce, w którym mieli przebywać obserwatorzy?
– W mojej ocenie, nie było to działanie zamierzone, celowe. Niestety zdarza się, że podczas różnego rodzaju ćwiczeń – nie tylko prowadzonych przez Rosję, ale również i u nas tego typu sytuacje zawsze mogą mieć miejsce. Oczywiście są przypuszczenia, że w tym konkretnym wypadku mogło to być działanie, które miało wzbudzić postrach, i to też należy brać pod uwagę. Warto pamiętać, co się działo, kiedy w 2008 r. prezydent Lech Kaczyński odwiedzał Gruzję. Wówczas też mieliśmy do czynienia z poważnym incydentem. Konwój samochodów wiozący prezydentów Lecha Kaczyńskiego i Micheila Saakaszwilego został ostrzelany, co można uznać za testowanie cierpliwości i ewentualnej reakcji bądź jej braku. Ponadto w przypadku manewrów Zapad-2017 obecność obserwatorów nie była taka, jak być powinna, była liczebnie bardzo skromna. Rosjanie dopuścili ich tylko do wcześniej wybranych miejsc, pokazano im zaledwie fragment manewrów. Tak na dobrą sprawę nie mieli oni możliwości obserwowania całości ćwiczeń. Putin znów schował się za narracją, że w manewrach bierze udział niespełna 13 tysięcy żołnierzy, podczas gdy faktycznie mogło ich być nawet ponad sto tysięcy.
W Polsce trwają manewry Dragon-2017 na lądzie, morzu i w powietrzu z udziałem ponad 17 tysięcy żołnierzy polskich, wojsk sojuszniczych z NATO oraz krajów partnerskich. Czy można je uznać za odpowiedź Sojuszu na prężenie muskułów przez Rosję?
– Manewry wojskowe powinny być realizowane, bo służą doskonaleniu naszych umiejętności oraz współdziałania w ramach NATO. Bardzo dobrze, że polskie wojska budują w ten sposób zdolność do prowadzenia operacji połączonych – nie tylko w narodowym systemie obrony, ale również wespół z koalicjantami. Rzeczywiście manewry Dragon-2017 można uznać za odpowiedź na to, co się dzieje tuż za naszą wschodnią granicą. W tej sytuacji trudno, żeby działo się inaczej i to jest jak najbardziej słuszne działanie. Tyle tylko, że scenariusz tych ćwiczeń, całe tło taktyczne jest co najmniej dziwne.
Co ma Pan na myśli?
– O ile Rosja przygotowuje się do zagrożeń, które sama generuje – taki odwrócony Donbas, o tyle nasz scenariusz jest dziwny. Kiedy słyszę, że tłem działań jest to, że wchodzą do nas wojska rosyjskie po to, żeby zdobywać – dajmy na to – surowce w Polsce, na Litwie czy w Estonii, to jest to dość mocno naciągane i oderwane od realiów. Tymczasem to też ma duże znaczenie. Chodzi o to, żeby utrzymywać wiarygodność tego typu ćwiczeń. Mimo wszystko poprawność polityczna nie może przesłaniać realnych zagrożeń.
Manewry Dragon-2017 są szczególne z kilku względów. Po raz pierwszy biorą w nich udział wojska amerykańskie, ale także z naszej strony niedawno sformowane Wojska Obrony Terytorialnej…
– Dla Wojsk Obrony Terytorialnej rzeczywiście jest to sprawdzian, ale jednocześnie początek drogi rozwoju tej nowej formacji w polskich Siłach Zbrojnych. Trzeba przyznać, że to działanie idzie w dobrym kierunku. Jedno, co należałoby poprawić czy dopracować, dotyczy większej akceptacji dla tego nowego rodzaju wojsk. WOT są potrzebne dla naszej obronności i wyzywanie czy też porównywanie tych żołnierzy do ORMO czy też NKWD, które – jak wiadomo – były tworzone na potrzeby komunistycznego aparatu represji, jest hańbiące dla tych, którzy formułują takie wypowiedzi. WOT, które w swoim założeniu nawiązują do ideałów Armii Krajowej, które są budowane również na wzór amerykańskiej Gwardii Narodowej, mają budować patriotyczny etos oraz umożliwić młodych ludziom zapoznanie się z podstawami sztuki wojennej. Ta formacja jest budowana na bazie dobrych instruktorów, a zarzucanie im, że prowadzą czy też mają prowadzić działania niezgodne z prawem, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Dobrze się stało, że WOT uczestniczą w ćwiczeniach Dragon-2017, bo tym młodym ludziom, którzy nie chcą swojego zawodowego życia wiązać z armią, natomiast są pasjonatami wojska i – co istotne – chcą służyć Ojczyźnie, z całą pewnością jest to potrzebne.
Bodajże po raz pierwszy manewry będą obejmować także działania w cyberprzestrzeni, a więc nie tylko w sferze fizycznej…
– Owszem, cyberprzestrzeń podczas szczytu NATO w Warszawie została ogłoszona jako nowa sfera działań operacyjnych, taka jak chociażby przestrzeń powietrzna, morze czy ląd. Wybiegając w przyszłość, jak za np. 20 lat będzie wyglądał świat, należy założyć, że więcej działań będzie prowadzonych w cyberprzestrzeni niż w sferze rzeczywistej. Dotyczy to również robotyzacji pola walki. Czasy się zmieniają, świat idzie z postępem, wojsko również, dlatego nie możemy budować teraźniejszej, a tym bardziej armii przyszłości do wojen, które kiedyś miały miejsce, tylko pod kątem przyszłych wyzwań. Tym bardziej w tych nowych wyzwaniach będą się sprawdzać takie wojska jak WOT. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że patrząc na współczesne wydarzenia związane chociażby ze zmianą klimatu czy coraz częściej występującymi w dużej skali katastrofami naturalnymi oraz działaniami o charakterze dywersyjnym, to z całą pewnością rola WOT i przygotowanie społeczeństwa w sposób sensowny do samoobrony wcale nie będzie mniejsza, a być może nawet większa niż w erze działania wojsk lądowych, pancernych czy innych, z których oczywiście nie należy rezygnować. Innymi słowy – trzeba się rozwijać w każdej dziedziny, co dotyczy także szeroko pojętej sfery obronności.