Polska rzecznikiem państw Europy Środkowej
Czwartek, 21 września 2017 (22:28)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Dobiega końca wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych. Co zwróciło Pana szczególną uwagę w wystąpieniu prezydenta Dudy podczas 72. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ?
– To było klasyczne, polskie spojrzenie pokazujące podejście do takich kwestii jak sprawiedliwość czy suwerenność w relacjach międzynarodowych. Prezydent Andrzej Duda zwrócił uwagę na konieczność przestrzegania prawa międzynarodowego, wskazując jednocześnie punkty zapalne, jak chociażby działalność Rosji we wschodniej Ukrainie, a więc aneksja Krymu czy działania zbrojne w Donbasie. To wystąpienie prezydenta RP należy też rozpatrywać w odniesieniu do wcześniejszego przemówienia prezydenta Stanów Zjednoczonych, który wymienił Polskę jako bardzo pozytywny przykład kraju z wizją ładu międzynarodowego opartego o państwa suwerenne, państwa narodowe, a nie o sformalizowane struktury ponadnarodowe, które w istocie rodzą i tworzą nieformalne układanki, które bynajmniej nie są przedstawicielstwem poszczególnych narodów. I jeśli połączymy te dwie kwestie – mianowicie wizję przedstawioną przez Polskę z obecną polityką administracji amerykańskiej, która stawia m.in. na takie kraje jak nasz, która upatruje w klasycznie pojętym patriotyzmie coś bardzo pozytywnego, to mamy zarysowany kierunek, w jakim powinien zmierzać świat. Niestety ten kierunek nie jest mile widziany, stąd pojawia się cała agresja, determinacja i próby zwalczania tego wszystkiego, co niesie za sobą nowy, lokalny ład budowany przez Polskę. Poparcie Stanów Zjednoczonych daje Polsce możliwości przekonywania krajów Europy Środkowej, aby jeszcze mocniej się angażować w ten projekt, że budowa superpaństwa europejskiego to nie jest dobry pomysł. Ważne jest także to, że jest światowe mocarstwo – Stany Zjednoczone, które podziela pogląd Polski.
W wystąpieniu prezydenta Trumpa – jak Pan zauważył – kolejny raz zostały zarysowane pozytywne, polskie akcenty. Kilka dni wcześniej szef KE Jean-Claude Juncker dał do zrozumienia, że patriotyzm, suwerenność, troska o sprawiedliwość i bezpieczeństwo polskich obywateli muszą ustąpić przed dyktatem liberalno-lewicowej wizji Europy. Jak zestawić te dwie wypowiedzi?
– Wyraźnie mamy tu do czynienia z konfliktem dwóch wizji ładu międzynarodowego dotyczącego w szczególności świata zachodniego. Prezydent Trump wymienił, co ciekawe Francję, z którą my jesteśmy w konflikcie, Francję, która tworzy tandem z Niemcami, Francję Emmanuela Macrona, która opowiada się za superpaństwem. Tymczasem pojawia się inny pomysł, który może ten niemiecko-francuski tandem rozerwać, a przynajmniej zniwelować jego znaczenie. Polityka francuska przez ostatnie dziesięciolecia miała inne cele, inaczej była definiowana i w tym względzie zmiana tego frontu, zmiana tej optyki powoduje, że w świecie Zachodu dochodzi do pewnej konfrontacji. Tę konfrontację przeżył u siebie w kraju Donald Trump, kiedy był atakowany na wszystkie możliwe sposoby. Mając te doświadczenia, dostrzega zagrożenia, jednocześnie jako prezydent największego światowego mocarstwa musi prowadzić politykę w perspektywie globalnej. Stąd Unia Europejska leży mu na sercu, dlatego stara się w tym obszarze prowadzić pewną grę.
Jaką rolę w tej grze ma do odegrania Polska?
– –Polska ma bardzo ważną podmiotową pozycję. Stąd cały ten atak na nasz kraj, próba izolowania i piętnowania Polski jako nośnika zła – przypomnę tylko, że są głosy, iż w Polsce mamy obecnie do czynienia z dyktaturą i łamaniem podstawowych praw człowieka. Jednak to wszystko nie znajduje żadnego potwierdzenia w retoryce prezydenta Trumpa, co więcej Polska ma ze strony Stanów Zjednoczonych bardzo mocne wsparcie i w tej wizji bardzo podmiotową pozycję. Natomiast jeśli chodzi o wizję roztaczaną przez Jean-Claude’a Junckera i Komisję Europejską, to mimo wszystko jest to wizja budowy scentralizowanego superpaństwa pod dyktando Niemiec i Francji. Ta idea bardzo mocno zderza się z wizją głoszoną przez prezydenta Trumpa.
Czy w przemówieniu Trumpa zestawienie Polski w jednym ciągu z Francją może być swojego rodzaju sygnałem do prezydenta Francji, żeby zaczął nasz kraj traktować bardziej podmiotowo?
– Rzeczywiście tak to wyglądało. Trudno powiedzieć, czy to był gest zamierzony Trumpa, zwłaszcza po mocno antypolskich wypowiedziach Macrona, ale skutek tego może być dla nas pozytywny. Myślę, że ten sygnał, jaki wysłał prezydent Stanów Zjednoczonych swoim przemówieniem – pierwszym na forum ONZ – powinien być zauważony w Berlinie w Paryżu i w innych stolicach. Skoro prezydent największego światowego mocarstwa, zresztą kolejny raz w tak pozytywny sposób podkreślił polskie dziedzictwo, nasz dorobek i wkład w budowanie światowego ładu, to sądzę, że nie uczynił tego przypadkowo. Z pewnością daje to nam pewien oddech i być może nastąpi też jakaś refleksja nad Sekwaną…
Podczas wystąpienia prezydenta Trumpa bardzo wyraźnie zostały zarysowane groźby militarne pod adresem Korei Północnej?
– Proszę pamiętać, że reżim Kim Dzong Una to reżim totalitarny, komunistyczny, który w tej chwili prowadzi niezwykle agresywną politykę militarną. Rakiety przelatujące w bezpośrednim sąsiedztwie Japonii to nic innego jak łamanie przepisów i postanowień ONZ dotyczących rozprzestrzeniania broni jądrowej. To wszystko jest pewną grą. Póki co mamy zimną wojnę między Koreą Północną a światem Zachodu, natomiast – w mojej ocenie – wypowiedź prezydenta Trumpa należy czytać jako bardzo mocną, stanowczą odpowiedź w trwającej rozgrywce psychologicznej. Mam nadzieję, że przywódcy Korei Północnej doskonale zdają sobie sprawę z przewagi militarnej Stanów Zjednoczonych. W tym kontekście mocna wypowiedź prezydenta Trumpa być może zmusi Kim Dzong Una do zastanowienia. Natomiast jeśli bierzemy pod uwagę zachowanie Unii Europejskiej i jej sposób funkcjonowania w świecie, to pod względem potencjału obronnego stoi ona na bardzo niskim poziomie. Co więcej, środki Unii przeznaczane na politykę obronną są nieadekwatne do potrzeb. Polityka niemiecka w tym względzie jest dosyć klasyczna, a to, że stoi ona w sporze z prezydentem Trumpem, świadczy tylko o tym, że Angela Merkel szuka jakiegoś zaczepienia, bo przecież trudno, żeby wprost atakowała prezydenta Stanów Zjednoczonych za jego wypowiedzi o tym, że ład międzynarodowy powinien być oparty o suwerenne, narodowe państwa, bo to byłoby zaprzeczeniem jej polityki i pokazaniem imperialnych zapędów Berlina. Nic zatem dziwnego, że uderza w tony militarystyczne, pacyfistyczne, które mają swój posłuch w Niemczech i w UE.
Wracając do przemówienia prezydenta Dudy, to zaakcentował on też potrzebę ochrony ludzkiego życia i tradycyjnego modelu rodziny. Niektórzy uważają, że zbyt łagodnie i mało stanowczo podniósł te kwestie…
– Oceniając przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy na forum ONZ, warto wziąć pod uwagę kontekst i to, do kogo kierował swoje słowa. We współczesnym świecie, świecie Zachodu taka wypowiedź należy do rzadkości, w związku z czym musi być ona dobrana do odbiorców. Kto ze światowych przywódców – może poza prezydentem Trumpem – wypowiada się dzisiaj w taki sposób o kwestiach związanych z ochroną życia ludzkiego czy rodziny? Znamy też stanowisko większości szefów państw zachodniej Europy w tych sprawach. W związku z tym trudno rozpatrywać wystąpienie prezydenta Dudy w kategoriach: – mocne czy może za mało mocne. Natomiast trudno się nie zgodzić z głównymi tezami, jakie wybrzmiały w przemówieniu prezydenta RP, oraz z tym, że był to kurs na tradycyjne wartości, zasady, na etykę klasyczną w życiu publicznym.
Jak ocenia Pan spotkanie z Polonią, która nie ukrywa, że jest dumna z prezydenta Dudy i z bycia Polakami?
– Duża część polskiego Narodu mieszka zagranicą, a lwia część w Stanach Zjednoczonych, gdzie Polonia jest najliczniejsza. Przez całe lata PRL Polonia była oderwana od biegu życia kulturalnego i kulturowego Polski, nie było żadnej więzi z Ojczyzną. Tymczasem dorobek kulturowy i kulturalny Polonii jest ogromny, stąd celem polityki prezydenta Dudy jest włączenie tego całego dorobku Polaków żyjących na emigracji w obieg życia całej naszej społeczności tu na miejscu nad Wisłą, a więc połączenie tego wszystkiego w jeden organizm, jedną wspólnotę. Prezydent Andrzej Duda – widać – czyni to w sposób bardzo konsekwentny. Spotkania z Polonią są wszędzie na całym świecie, gdzie tylko pojawia się prezydent. Są one tym bardziej ważne, ponieważ Polska zaczyna mówić swoim własnym głosem. Wcześniej tak nie było, co więcej – Polska była rozgrywana przez innych. Teraz jest inaczej, wszystko się zmienia i warto z tego skorzystać. Obok kwestii kulturowych ważne jest także współdziałanie polityczne. Mianowicie wsparcie Polonii dla naszego państwa może się okazać bezcenne i odwrotnie – Polonia nie może funkcjonować bez regularnego wsparcia struktur państwa.
Jakie znaczenie zwłaszcza w kontekście uczestnictwa Polski jako niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ miało spotkanie prezydenta Dudy z sekretarzem generalnym ONZ António Guterresem?
– Rozpatrywałbym to spotkanie w wymiarze bardziej symbolicznym, nie przywiązując do tego nadmiernej wagi. Natomiast obecność Polski – od stycznia przyszłego roku – jako niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ jest niezwykle ważne, bowiem będzie oznaczało większe współdziałanie Polski ze Stanami Zjednoczonymi, a o to nam przecież chodzi. W tym momencie kraje Europy Środkowej i Wschodniej będą mogły – za naszym pośrednictwem – podnosić ważne dla naszego regionu kwestie w relacjach z wiodącymi państwami świata. Wydaje się, że ze strony prezydenta Dudy taka zapowiedź jest, a więc ten czas, kiedy Polska będzie niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, możemy w wymierny sposób wykorzystać dla umocnienia naszej pozycji w środkowej Europie, reprezentując interesy i wizje państw tego obszaru w wymiarze globalnym.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki