• Piątek, 22 maja 2026

    imieniny: Wiesławy, Heleny, Julii

Unia zmierza ku rozpadowi?

Sobota, 16 września 2017 (20:37)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II i w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W Warszawie przed siedzibą przedstawicielstwa Komisji Europejskiej „Solidarność” manifestowała w obronie obniżonego przez rząd wieku emerytalnego. Czy głos z Polski i petycja w obronie polskich kobiet są w stanie skłonić brukselskie elity do refleksji?

– To, czy tak się stanie, pokaże najbliższa przyszłość. Proszę pamiętać, że w całej tej nagonce Komisji Europejskiej na Polskę, która trwa już dwa lata, chodzi w istocie o zmianę obecnego rządu w Polsce. Jak spojrzymy w przeszłość, to wcale nie chodziło o Trybunał Konstytucyjny, podobnie pretekstem jest wiek emerytalny kobiet i mężczyzn. Przypomnę, że podobne przepisy odnośnie do uzyskania wieku emerytalnego obowiązują również w wielu innych krajach Unii, gdzie też wiek emerytalny kobiet i mężczyzn jest różny, i jakoś nikt nie robi z tego problemu. Zresztą rząd Prawa i Sprawiedliwości wraca do wieku 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, który obowiązywał jeszcze za rządów Donalda Tuska, zanim został podwyższony, i nikt nie podnosił kwestii nierównego traktowania czy też dyskryminacji kobiet.

Na ile działania przeciwko Polsce mogą być skuteczne?   

– Takie działania KE, jakie obserwujemy wobec Polski, są nieskuteczne. Weźmy chociażby sprawę reformy sądownictwa czy Trybunału Konstytucyjnego, gdzie większość Polaków nie uważa, jakoby sądy w Polsce funkcjonowały dobrze, a spór o TK podgrzewany przez polityków tzw. totalnej opozycji był de facto poza głównym zainteresowaniem Polaków. To pokazuje, że gra w ten temat wcale nie powodowała, żeby sympatie wobec partii rządzącej słabły. Z kolei jeśli się przyjrzymy kwestii imigrantów, to zauważymy, że im większe są naciski KE na Polskę, tym obóz rządzący zyskuje jeszcze większe poparcie Polaków, natomiast sympatia do brukselskich elit wyraźnie słabnie. Jeśli zaś weźmiemy wiek emerytalny, to widzimy kolejny element nacisków, które może tworzą pewien dyskomfort, jeśli bierzemy pod uwagę rozmowy polskiego rządu z eurokratami różnego szczebla, ale jeśli weźmiemy pod uwagę relację polskiego Narodu z rządem, to one, zamiast słabnąć, przeciwnie – się umacniają. To uwydatnia się w poparciu dla PiS, które rośnie. W tej sytuacji petycja związków zawodowych, a więc polskich pracowników, być może trafi na podatny grunt przy założeniu, że w KE są ludzie otwarci na rozumne argumenty, a zarazem będzie to sygnał dla elit brukselskich, że nie warto w te tematy grać, bo najwyraźniej jest to nieskuteczne.  

Jak Pan wspomniał, nastroje antyunijne stale rosną. Czy unijni biurokraci nie zdają sobie sprawy, że swoją nieodpowiedzialną polityką rozbijają Unię?

– Być może realizują pewien scenariusz, który został nakreślony przez Berlin czy Paryż, który to scenariusz mieści się w haśle „Europa dwóch prędkości” zakładający dekonstrukcję starej Unii i budowę superpaństwa z dominacją silnych krajów. Autorzy tego projektu widzą, że ten cały misternie budowany plan się sypie i jeśli szybko nie uda się czegoś zrobić, to może w ogóle się nie uda. Stąd te naciski, a jeśli ktoś nie zaakceptuje tego dyktatu, to nie mieści się w tzw. nowej Unii. Być może jest to próba realizacji właśnie takiego scenariusza, a wtedy się nie patrzy, czy ktoś odpadnie od tego jądra czy nie, a nawet lepiej, jeśli odpadną ci, którzy się nie chcą podporządkować. Niewykluczone, że o to właśnie chodzi. Ale tego do końca nie wiemy. Nie ulega jednak wątpliwości, że te działania KE od strony interesów całej Unii czy jedności państw członkowskich w niej uczestniczących są przeciwskuteczne, a wręcz destrukcyjne.  

Wracając do obrony obniżonego przez rząd wieku emerytalnego, skoro polskie kobiety nie uważają się za dyskryminowane, to w czyim imieniu występują unijni eurokraci?

– Jak się nie ma powodu czy argumentu, żeby kogoś skrytykować czy też go sobie podporządkować, wówczas szuka się wyimaginowanych pretekstów, czyli – jak w tym przypadku – odnoszących się do tzw. nierównego traktowania kobiet i mężczyzn. Ponadto należy zaznaczyć, że lewicowi eurokraci mają zwykle u siebie na Zachodzie do czynienia z bardzo zrewolucjonizowanym społeczeństwem. W zachodniej Europie udało się przeprowadzić rewolucję kulturową i ten ruch feministyczny nieraz bardzo mocno ogranicza klasyczną rolę kobiety w rodzinie – jako żony, matki czy babci. Proszę zwrócić uwagę, że niższy wiek emerytalny to jest jednak bardzo mocne wzmocnienie roli kobiety, która po zakończeniu pracy zawodowej ma gigantyczną rolę do odegrania właśnie wobec swoich wnuków. Ponieważ to rola na Zachodzie występuje w coraz mniejszym zakresie, stąd hasła o dyskryminacji ze względu na wiek, być może trafiają tam na podatny grunt, ale nie w Polsce. U nas – na całe szczęście – mamy wciąż do czynienie z tradycyjną rodziną i kobietami upatrującymi swoją rolę właśnie w takim wymiarze. A jeśli tak, to te połajanki bezrefleksyjnych unijnych biurokratów są zawieszone w pewnej próżni, bo ci politycy nie rozumieją Polski, a preteksty, jakie wyszukują, żeby uderzyć w nasz rząd, zamiast ten rząd osłabić, wprost przeciwnie – tę władzę wzmacniają.

We Francji ludzie wychodzą na ulice, protestując przeciwko liberalizacji kodeksu pracy przez prezydenta Macrona. Ale osobiście nie słyszałem, żeby w Brukseli ktokolwiek występował w obronie dyskryminowanych francuskich pracowników…

– To pokazuje brak konsekwencji czy wręcz obłudę KE, która toczy walkę polityczną z polskim rządem, a pozostaje głucha na łamanie prawa pracy, w tym wypadku we Francji. Jest nie do pomyślenia, żeby Komisja zaatakowała rząd w Berlinie czy Paryżu, które jak się powszechnie uważa, utrzymują brukselskie elity. Jest Europa równych i równiejszych, a to, co można zrobić wobec Polski, nie robi się wobec innych państw. I jeśli w Polsce jest wprowadzana reforma sądownictwa – w dużej mierze na wzór europejski, to wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans mówi, że być może tak, ale dodaje, że w zachodnich państwach jest długa kultura prawna, stąd takie rozwiązania są dopuszczalne, a w Polsce nie. To pokazuje podwójne standardy oceny rzeczywistości na zachodzie i na wschodzie tej samej Zjednoczonej Europy.

Kolejnym atakiem na Polskę ma być debata w Parlamencie Europejskim w obronie ubeków i esbeków rzekomo dyskryminowanych w związku z wejściem w życie – od października – ustawy dezubekizacyjnej. 

– Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby ta inicjatywa SLD znalazła u eurokratów wsparcie. Warto przypomnieć, że zachód Europy przeżył rewolucję bardziej neomarksistowską, ale jednak i ci nasi komuniści, postkomuniści – dawni członkowie PZPR czy esbecy bardzo łatwo przeszli rewolucję ideową i stanęli na pozycjach analogicznych – jeśli bierzemy pod uwagę ogląd życia społecznego, jak ci socjaliści zachodni. W związku z czym ta wspólnota ideowa, która jest między tymi środowiskami, a zarazem pewien bardzo charakterystyczny wasalizm w stosunku do Zachodu – charakterystyczny dla tych postkomunistycznych elit, a ponadto wyraźna chęć uderzenia w rząd PiS – to wszystko razem może skłonić wielu polityków zachodnioeuropejskich do tego, żeby nawet tak absurdalny temat jak ochrona byłych funkcjonariuszy państwa totalitarnego, jakim była PRL, podnieść jako sztandarowy. Widać wyraźnie, że w mocno zideologizowanych szeregach zawiadujących UE wszystko jest możliwe.

To wygląda mniej więcej tak, że jeśli masz problem z polskim rządem, jeśli nie podoba ci się sposób zarządzania państwem, to zwróć się do Brukseli, a twój głos nie pozostanie bez echa…       

– Niestety, tak to często wygląda, choć w coraz mniejszym zakresie takie działania są akceptowane przez większość społeczeństwa, i to nie tylko polskiego, ale także innych krajów członkowskich. Wystarczy tylko wspomnieć wybryki posła Platformy Borysa Budki, który na łamach niemieckiego tygodnika „Die Zeit” wzywał Unię Europejską do postawienia Polsce ultimatum i zachowania twardego stanowiska w kwestii planowanej przez PiS reformy sądownictwa, co spotkało się z bardzo dużym oporem, oburzeniem Polaków. Te praktyki wynoszenia polskich spraw za granicę czy wręcz domaganie się nałożenia kar na nasz kraj są coraz mniej akceptowalne, a politykom, którzy biorą w tym czynny udział, nie przynosi to ani chwały, ani też poparcia społecznego. I to jest bardzo pozytywne zjawisko.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki