Brexit to nierozwiązany problem
Sobota, 16 września 2017 (20:32)Z Tomaszem Porębą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
W Parlamencie Europejskim pozytywnie zostało odebrane doroczne orędzie Jean-Claude'a Junckera?
– Z całą pewnością wystąpienie przewodniczącego Junckera zostało odebrane pozytywnie w największych grupach politycznych w Parlamencie Europejskim. Jego główną tezą była potrzeba wzmacniania integracji zarówno politycznej, jak i ekonomicznej, co do czego panuje konsensus wśród elit europejskich. Znacznie bardziej krytyczni wobec tej wizji są europosłowie z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, którzy dostrzegają wiele niebezpieczeństw tego typu polityki, szczególnie w obszarach takich jak bezpieczeństwo czy polityka socjalna. Oczywiście tzw. oświadczenie o stanie Unii to tylko deklaracja programowa, a na ewentualne szczegóły przyjdzie pewnie poczekać, niemniej jednak widać wyraźnie, że wśród unijnych elit wciąż niestety brakuje woli do rozwiązania trapiących Unię Europejską kryzysów takich jak niekontrolowany napływ do Europy nielegalnych imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. To musi budzić rozczarowanie i obawy.
Jaka wizja Unii jawi się ze słów Jean-Claude’a Junckera? Czy została ona w ogóle zarysowana zwłaszcza w obliczu wspomnianych przez Pana problemów, jakie zawisły nad Europą?
– Niestety jest to wizja Europy sfederalizowanej, w której coraz większe kompetencje są gromadzone przez instytucje unijne, a coraz mniejsze znaczenie ma opinia państw członkowskich. Nie jest to oczywiście żadna rewolucja w myśleniu europejskich polityków, ale wydawało się, że Brexit ostudzi trochę zapędy zwolenników europejskiego superpaństwa. Widzimy jednak, że mamy do czynienia z procesem odwrotnym – integracja będzie przyspieszać, a podziały wewnątrz UE będą coraz większe. W mojej ocenie, w żaden sposób nie pomoże to pokonać wyzwań, jakie stoją przed Europą w takich sprawach jak migracja, bezpieczeństwo i wspólny rynek, gdzie różne państwa mają często sprzeczne interesy.
Czego Panu zabrakło w tym wystąpieniu szefa Komisji Europejskiej?
– Przewodniczący Juncker niewiele powiedział przede wszystkim o bieżącej sytuacji związanej z opuszczeniem szeregów Wspólnoty przez Wielką Brytanię i problemach, jakie w związku z tym trudnym procesem stoją przed UE. Oczywiście zrobił to świadomie, aby jego wystąpienie miało bardziej optymistyczny charakter, ale dobrze wiemy, że to tylko dobra mina do złej gry. Brexit to ogromny nierozwiązany problem, który wraz z trwającymi negocjacjami warunków wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii będzie narastał. To, że szef KE unika tego tematu i odrzuca swoją odpowiedzialność za tę trudną sytuację, jest ogromnym błędem.
Pomysł połączenia stanowisk przewodniczącego Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej jest trafiony? Czy taka fuzja jest możliwa?
– Widać wyraźnie, że funkcja przewodniczącego Rady Europejskiej, zwłaszcza gdy na jej czele stoi bezbarwny i uzależniony od największych stolic polityk Donald Tusk, ma charakter techniczny i często polega tylko na zwoływaniu, otwieraniu i zamykaniu posiedzeń Rady. W dużej mierze ma ona charakter ceremonialny i niewiele wnosi, dlatego nad połączeniem stanowisk szefa Komisji Europejskiej i szefa Rady Europejskiej warto się zastanowić.
Na ile ta propozycja Junckera jest podyktowana negatywną oceną działalności, żeby nie powiedzieć lenistwa obecnego szefa RE Donalda Tuska?
– Z pewnością działalność obecnego szefa Rady Europejskiej miała ogromny wpływ na to, że taki właśnie pomysł został sformułowany. Mimo zapewnień Jean-Claude'a Junckera o poparciu, to Donald Tusk jest, ale tak jakby go nie było. Pełni typowo dekoracyjną funkcję.
Dlaczego Juncker w swojej wizji nie proponuje zmian w traktatach europejskich, a jedynie skorzystanie z zapisów traktatu lizbońskiego?
– Ponieważ dyskusja na temat zmian traktatowych może wbrew intencjom Komisji odwrócić proces federalizacji Europy. Proszę pamiętać, że nastroje w wielu państwach członkowskich nie sprzyjają pogłębianiu integracji i ewentualna zmiana może osłabić, a nie wzmocnić pozycję KE. Jest to kolejny przejaw strachu, jaki europejskie elity czują przed demokratycznymi społeczeństwami.
A co z zapowiedzią utworzenia unijnego urzędu ds. nadzoru prawa pracy, który egzekwowałaby m.in. przepisy dotyczące pracowników delegowanych?
– Tego typu pomysły są niezwykle niebezpieczne, ponieważ znacząco uszczuplają zakres kompetencji władz krajowych, natomiast wzmacniają unijne agencje i brukselskich urzędników. Harmonizacja polityki socjalnej na poziomie europejskim będzie bardzo niekorzystna dla polskich przedsiębiorstw, które już teraz są wypychane ze wspólnego rynku. Będziemy stanowczo sprzeciwiać się powołaniu takiego urzędu.
Juncker nie atakował wprost Polski w przeciwieństwie do swego zastępcy, ale aluzja do praworządności, niezawisłego sądownictwa, a także konieczności respektowania wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE padła. Zawoalowana krytyka?
– Cóż, Komisja Europejska stale atakuje Polskę i te wątki w wystąpieniu przewodniczącego Junckera nie są zaskoczeniem.