Broń dla polskiej armii
Sobota, 2 września 2017 (19:06)Z Bartoszem Kownackim, wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Krzysztof Losz
Za kilka dni w Kielcach rozpocznie się Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego. Czy Kielce to miejsce, któremu MON przygląda się szczególnie pod kątem ewentualnych zamówień broni i sprzętu dla wojska?
– To jest bardzo ważne wydarzenie, bo są to jedne z największych w Europie i na świecie targów zbrojeniowych. To jest ogromny potencjał i kapitał, który trzeba wykorzystać: miejsce rozmów, spotkań, ale również zawierania kontraktów między firmami. Mam nadzieję, że także na rzecz MON będą w tych dniach podpisywane ważne umowy.
Dlaczego targi są ważne dla polskiego przemysłu obronnego?
– Polskie przedsiębiorstwa, nie tylko państwowe, ale i prywatne, mogą pokazać swój potencjał, swoje wyroby. To jest szansa, której niewykorzystanie byłoby grzechem.
Jak Pan ocenia potencjał polskiej zbrojeniówki?
– My jesteśmy ciągle na etapie poważnej restrukturyzacji państwowego przemysłu obronnego, bo w sektorze prywatnym ta sytuacja wygląda nieco inaczej. Prywatne podmioty mają duży potencjał i możliwości, ale największą firmą w tym sektorze jest państwowa Polska Grupa Zbrojeniowa, która wymaga wspomnianych przeze mnie działań restrukturyzacyjnych. Nasi poprzednicy podjęli dobrą decyzję o powołaniu holdingu PGZ, ale szkoda, że poza tym nic nie zrobili. Za to my, przejmując władzę w 2015 roku i kontrolę nad PGZ, mieliśmy te fabryki w jednym ręku i można było podjąć działania zmierzające do poprawy sytuacji w zbrojeniówce. Trzeba mieć świadomość, że jesteśmy dopiero na początku trudnej drogi, aby z tego przemysłu stworzyć podmiot konkurencyjny na globalnym rynku. Zależy nam bardzo na tym, żeby polski przemysł obronny szerzej wszedł na rynki międzynarodowe, bo to będzie najlepsza weryfikacja jego potencjału.
Eksport broni i sprzętu wojskowego wciąż kuleje?
– Trzeba przyznać, że firmy prywatne lepiej sobie do tej pory z tym radziły, co wynika z wielu czynników. Jednym z najistotniejszych jest to, że w wielu państwowych przedsiębiorstwach nikt nawet nie myślał o zdobywaniu zagranicznych kontraktów. One nawet nie chciały brać udziału w zagranicznych przetargach. I nam się to udaje zmieniać, PGZ notuje teraz – w latach 2016 i 2017 – duży wzrost eksportu, ale jestem przekonany, że to, co najlepsze, czyli podpisywanie dużych kontraktów, jest jeszcze przed nami. Takich umów w ostatnich latach nie było, a te, które zawierano za naszych poprzedników, były nieduże i do tego wątpliwej jakości pod względem efektywności ekonomicznej. Dzisiaj zarabiamy pieniądze na dostawie podzespołów czy remoncie sprzętu i to się musi zmienić. A dzięki temu, że mamy takie produkty jak armatohaubica Krab czy moździerz Rak, można myśleć właśnie o zawieraniu za granicą umów o dużej wartości, o zdobyciu większego kawałka tortu na międzynarodowym rynku handlu uzbrojeniem.
Zbrojeniówka musi się przygotować do realizacji dużych kontraktów dla polskiej armii, bo realizujemy szeroki program modernizacji technicznej polskich Sił Zbrojnych.
– Zaczęliśmy wyposażać armię w nowoczesny ciężki sprzęt, taki jak kraby i raki, a przecież przygotowujemy się też do realizacji programów obrony powietrznej, rakietowej, takich jak „Wisła”, „Homar” i „Narew” czy programów morskich, zwłaszcza w zakresie zakupu okrętów podwodnych. Mamy świadomość, jak ogromne są zapóźnienia w wyposażaniu polskiej armii i dlatego przygotowaliśmy ustawę o zwiększeniu wydatków na obronność, bo chcemy, aby polska armia była w całości nowoczesna, abyśmy mogli się skutecznie bronić, a nie tylko „wyspowo” mieć dobre produkty. Nasza armia musi być przeorganizowana i w całości wyposażona w nowoczesny sprzęt. Przyjęcie tej ustawy spowoduje, że do 2030 roku wydatki Polski na zakupy broni i sprzętu dla wojska sięgną 300 mld zł.
Czy MON podtrzymuje politykę, aby kupować broń głównie w Polsce, a przy zakupach od dostawców zagranicznych zagwarantować naszym zakładom jak największy udział w tej produkcji?
– To jest jeden z naszych priorytetów. Moim zdaniem, w pierwszej kolejności powinniśmy opierać rozwój naszej gospodarki na polskim potencjale. To popyt wewnętrzny napędza gospodarkę, a nie import. Drugą niezbędną rzeczą jest posiadanie w Polsce zdolności produkcyjnych i serwisowych, bo w przypadku zagrożenia czy wojny nikt tego sprzętu nam nie dostarczy. Proszę sobie wyobrazić, że np. remontujemy nasze uzbrojenie w Hiszpanii i w przypadku konfliktu będziemy transportowali naszą broń kilka tysięcy kilometrów w jedną stronę, licząc, że oni nam ten sprzęt wyremontują? Trzeba te możliwości zapewnić sobie na miejscu, w kraju.
Jak Pan ocenia wykorzystywanie przez firmy zbrojeniowe możliwości produkcji cywilnej?
– To się zmienia w dobrym kierunku, w PGZ zrobiono w tym względzie ogromny postęp, czego dobrym przykładem jest choćby Autosan: 85 proc. jego produkcji idzie na rynek cywilny. I generalnie w spółkach należących do PGZ udział produkcji cywilnej będzie coraz wyższy, bo one szukają swoich niszy na tym rynku. Tak jak to ma miejsce w wielkich zachodnich koncernach, gdzie „cywilna noga” jest ogromna.