Ludzie się jednoczą
Czwartek, 24 sierpnia 2017 (13:19)Rozmowa z ks. dr. Januszem Chyłą, proboszczem parafii Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach
Mieszkańcy Chojnic i okolic poszkodowani przez nawałnicę dziękują za pomoc. Jednocześnie podkreślają wielkie wsparcie, które otrzymują z całej Polski. Jest Ksiądz Doktor zaskoczony reakcją społeczeństwa?
– Zaskoczenie jest zawsze. Patrzę na to dwojako. Wtedy gdy niesiemy pomoc, to jest to oczywiste. Jednak gdy ją otrzymujemy, wzbudza to onieśmielenie, wzruszenie i wdzięczność. Myślę, że to, co się dzieje w Chojnicach i okolicach, jest to wielki zryw ludzkiej solidarności i życzliwości. Kilka dni temu wróciłem z pieszej pielgrzymki na Jasną Górę. To, co się teraz dzieje, jest to kontynuacja pielgrzymowania. Wtedy otrzymywaliśmy życzliwość od ludzi, którzy nas gościli w domach, a teraz my mamy możliwość tę dobroć przekazać dalej. W minioną niedzielę w całej diecezji pelplińskiej była organizowana zbiórka do puszek na rzecz ofiar kataklizmu. Moja parafia – Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach – zebrała ponad 25 tys. zł. Nie pamiętam, aby jakakolwiek akcja była aż tak mocno wsparta. Codziennie odbieram telefony z całej Polski. W poniedziałek przyjechał pan z Łodzi, przez tydzień będzie mieszkał na plebanii i będzie pomagał mieszkańcom Lotynia w remontach. Odbieram telefony z Warszawy. Ludzie chcą pomóc całym rodzinom, przekazując pieniądze. Zadzwonił do mnie także mój kolega ks. Maciej Słyż, który jest misjonarzem w Peru. Prosił o numer konta, bo też chciał pomóc. Przekazałem mu, że jesteśmy mu wdzięczni, ale Polska jest bogatszym krajem niż Peru i jakoś sobie poradzimy.
Ile razy dziennie odbiera Ksiądz Doktor zgłoszenia z ofertami pomocy?
– Przynajmniej kilkanaście. Co więcej, są to bardzo konkretne telefony. W niedzielę dzwonił do mnie pan, że przekaże liny asekuracyjne do pracy na dachach, a w poniedziałek już je wysłał. Otrzymałem też telefony, że ktoś może przekazać świece. Na szczęście w wielu miejscowościach przywrócone zostały dostawy prądu, a tam, gdzie jeszcze go brakuje, ludzie radzą sobie agregatami. Fundacja Tauron zakupi sprzęt dla harcerzy. Będą to głównie pilarki i opakowania na żywność oraz agregaty. Przy mojej parafii działa jadłodajnia, która codziennie wydaje 170 posiłków. Teraz gotujemy też dla 400 wolontariuszy. Również w tym zakresie otrzymamy wsparcie Fundacji Tauron. Odzew jest potężny.
Czego poszkodowani najbardziej potrzebują?
– W pierwszej kolejności modlitwy. Kapłani posługujący na tym terenie także to podkreślają. Poszkodowane osoby chcą poczuć wsparcie, to, że ktoś z nimi jest. Kolejne pilne potrzeby to wsparcie ludzkich rąk i środki finansowe. Usuwanie szkód jest działaniem długoterminowym. Pośpiech jest racjonalny wtedy, gdy ratuje się życie ludzkie lub mienie, np. w czasie pożarów. Teraz jesteśmy już w fazie działań długoterminowych. Powtarzam ludziom, że do benedyktyńskiej zasady „Ora et labora” trzeba dodać: odpocznij. Nie można funkcjonować w stanie podwyższonej adrenaliny przez dłuższy czas. Pewne rzeczy zostały już zrobione – i chwała Bogu za to – ale teraz już musimy działać racjonalnie. Dlatego potrzebne są pieniądze oraz ludzie, którzy potrafią się posługiwać specjalistycznym sprzętem.
Poszkodowani i służby porządkowe mają możliwość uczestniczenia we Mszy św.?
– W wielu miejscach istnieje taka możliwość. Są to głównie Msze św. polowe. W niedzielę o godz. 8.00 była odprawiona Msza św. w Rytlu, a więc tam, gdzie swoje centrum dowodzenia mają harcerze. Natomiast ja o godz. 20.00 odprawiałem Mszę św. w jednej z małych wiosek położonych w lesie. Uczestniczyli w niej mieszkańcy oraz wolontariusze.
W chwilach trudnych ludzie zwykle pytają o Boga i Jego plan. Co Ksiądz Doktor mówi osobom poszkodowanym przez kataklizm?
– W naszej historii sierpień jest miesiącem wielkiego bólu, ale też wielkiej solidarności. Kolejna karta, którą zapisujemy w tym roku, też taka jest. Z tego bólu płynie wielkie błogosławieństwo w postaci tego, że ludzie się jednoczą. Wychodzą ze swojego wirtualnego świata i wchodzą w świat realny. Cała Polska zna historię mieszkańców Lotynia, którzy choć sami byli ofiarami, ruszyli na pomoc harcerzom. Podczas niedzielnej Eucharystii wsłuchiwaliśmy się w Ewangelię o kobiecie kananejskiej. Jej historia pokazuje, jak wielkie znaczenie ma wiara. Zawsze musimy pamiętać, że z wysokości Golgoty najlepiej widać Boga i człowieka. Papież Benedykt XVI mówił, że naszej małej nadziei nie możemy lokalizować tylko w porządku ziemskim, ale musimy patrzyć na tę wielką, którą jest Chrystus Ukrzyżowany i Zmartwychwstały. Nie znajduję innej odpowiedzi jak tylko ta Paschalna, patrząca przez pryzmat krzyża i Zmartwychwstania.
W weekend Chojnice odwiedziła premier Beata Szydło. Jakie ma Ksiądz Doktor refleksje po tym spotkaniu?
– W spotkaniu uczestniczyły osoby poszkodowane, wolontariusze, mieszkańcy Chojnic i Rycerze Kolumba. Celowo nie było kamer i dziennikarzy. W tym czasie media produkują różne rzeczy – nie zawsze zgodne z prawdą – dlatego pani premier poza spotkaniem sztabowców chciała być dla tych ludzi. Chciała ich wysłuchać i z nimi być. Poruszono też niezwykle istotną sprawę: wolontariatu i koordynacji działań. Przekaz informacji i zarządzanie siłami ludzkimi lekko szwankuje. W takich sprawach zarządzanie musi być w pełni profesjonalne, mądre i racjonalne. Sytuacja jest specyficzna, bo harcerze współpracują ze strażakami, a strażacy z wojskiem itd. Musi być ktoś, kto koordynuje wszystkie działania. Tutaj tego brakuje.
A od strony czysto ludzkiej, mieszkańcy Chojnic i okolic potrzebowali tego spotkania?
– Oczywiście. Uczestnicy spotkania poczuli, że premier była u nich po to, aby im pomóc oraz ich wspierać. To nie był „medialny lans”, o którym tyle się mówi. Gdy rozmawiałem z nimi po spotkaniu, to podkreślali, że są podbudowani postawą premier Beaty Szydło. To spotkanie było potrzebne i cieszę się, że do niego doszło.
Dziękuję za rozmowę.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym