• Piątek, 22 maja 2026

    imieniny: Wiesławy, Heleny, Julii

Wyszarpywane dzieci

Poniedziałek, 21 sierpnia 2017 (21:42)

Rozmowa z mec. Jerzym Kwaśniewskim, wiceprezesem Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris 

Zajął się Pan kwestią odbierania dzieci w Norwegii. Dlaczego?

– Ponieważ do Ordo Iuris zgłasza się coraz więcej rodzin poszkodowanych przez działania norweskiego urzędu do spraw dzieci – Barnevernet. Zgłaszają się głównie Polacy, którym urząd ten odbiera dzieci z zupełnie błahych powodów. Liczba zgłoszeń wzrasta od dwóch lat. Dlatego osobiście udałem się do Oslo, aby na miejscu zbadać skalę i powagę naruszeń praw człowieka i praw dzieci.

Jak duży jest ten wzrost?

– Kilkukrotny. Sami Norwegowie alarmują, że z roku na rok wzrasta liczba interwencji w rodzinach. Norwegia od lat nie potrafi zreformować cieszącego się złą sławą Barnevernetu.

Komu najczęściej ten urząd odbiera dzieci ?

– Dzieci odbierane są szczególnie imigrantom z Europy Środkowo-Wschodniej, więc Polakom, Czechom, Rumunom, którzy do kraju fiordów przyjeżdżają do pracy. W Norwegii małżeństw polskich jest bardzo wiele. Mówi się o 100 tysiącach polskich emigrantów – w pięciomilionowym kraju to odsetek naprawdę spory. Rozmawiałem na miejscu z niezwykle skutecznym polskim konsulem w Olso – potwierdził, że ilość spraw związanych z odbieraniem dzieci polskim rodzinom jest ogromna. Dzięki sprawnemu działaniu polskich służb konsularnych w stosunkowo niedługim czasie aż 30 dzieci udało się odzyskać. Wiele rodzin pozostaje jednak rozbitych.

Polacy mają oczywiście nad Norwegami tę przewagę, że o ile tylko na czas dostrzegą zainteresowanie Barnevernetu ich dziećmi, mogą po prostu uciec do Polski. Norwegowie takiej możliwości nie mają, ale również szukają w Polsce ratunku przed nieludzkimi praktykami norweskich urzędników. W ubiegłym roku głośna była sprawa norweskich rodziców, którzy schronili się w Polsce.

Jakie są powody tak drastycznych interwencji?

– Często zupełnie prozaiczne i błahe. Prawie zawsze nieproporcjonalne do szkód spowodowanych gwałtownym rozdzieleniem rodziny. Można podzielić je na kilka podstawowych kategorii. Jedna z nich to wyssane z palca zarzuty dotyczące stanu psychicznego rodziców, ich „przewlekłego zmęczenia” albo „tendencji depresyjnych”. Inna grupa zarzutów to nadużywanie leków, w tym paracetamolu. Imigrantom, w tym Polakom, urząd często zarzuca także stosowanie klapsów. Zeznania dzieci są przy tym wymuszane w sposób, jaki w polskim postępowaniu karnym byłby niedopuszczalny. Na porządku dziennym Barnevernet posługuje się w kontakcie z dzieckiem podstępem, przekupstwem i groźbą. Wszystkie zarzuty łączy to, że są trudne do zweryfikowania. Tym samym obrona przed nimi jest niezwykle utrudniona.

Co się dzieje z dziećmi wyrwanymi z ramion matki i ojca?

– Dzieci trafiają wtedy do rodziny zastępczej. Tu trzeba zaznaczyć, że system ten funkcjonuje zupełnie inaczej niż w Polsce.

To znaczy?

– Zgodnie z polskim prawem dziecko odebrane rodzicom powinno trafić w pierwszej kolejności pod opiekę członków własnej rodziny. Z zasady odebranie dziecka jest tymczasowe, a celem urzędników powinno być przywrócenie dziecka do jego właściwej rodziny zaraz po uporaniu się przez nią z najważniejszymi problemami. Tymczasem w Norwegii dziecko raz zabrane, do rodziny wraca rzadko. Co więcej, rodzice mają zazwyczaj prawo widzenia się z dzieckiem nie częściej niż 4 razy do roku, nie znają też miejsca jego pobytu. Po roku lub dwóch separacji Barnevernet stwierdza, że uczucia dziecka do rodziców wygasły i powinno na stałe zostać w „nowej rodzinie”.

To nieludzkie i absurdalne.

– Zgadzam się. Dodam, że przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka toczy się teraz dziewięć spraw związanych z odebraniem dzieci przez Barnevernet. Jedna ze spraw dotyczy rodziny polskiej – zarzucono rodzicom to, że ich trzyletnie dziecko miało zbyt dużą absencję w przedszkolu.

Ale przecież dzieci w tym wieku często chorują. To prawie norma.

– Właśnie. Poza tym wychowanie przedszkolne nie jest obowiązkowe. Takie zarzuty są rzeczywiście absurdalne. Czasem Barnevernet podważa wprost prawo rodziców do wychowania, tak jak w głośnej sprawie rumuńskich rodziców, oskarżonych o „radykalne chrześcijaństwo i ideologiczną indoktrynację”. Tylko dlatego, że córka zaśpiewała w szkole chrześcijańską piosenkę.

Czy jest jakaś metoda obrony?

– Wspominany już przeze mnie Europejski Trybunał Praw Człowieka daje pewną nadzieję na skuteczne zmuszenie Norwegii do dostosowania jej prawa do standardów praw człowieka i praw dziecka. W sprawie Barnevernet ingerowały też rządy Czech i Rumunii oraz liczne organizacje broniące praw człowieka. Podkreślano łamanie przez Norwegię gwarancji procesowych, takich jak prawo do sądu i uczciwego procesu, gdy w grę wchodzi nierówny spór rodziców i wszechwładnego urzędu ds. dzieci.

W sobotę w Oslo przeszedł marsz w obronie dzieci i rodzin przed Barnevernet.

– Został on zorganizowany przez norweskie organizacje rodziców walczących z Barnevernet. Postulaty tych organizacji wyrażone zostały dwa lata temu w liście otwartym blisko 200 norweskich ekspertów, w tym prawników i psychologów oraz pedagogów dziecięcych. W sobotniej demonstracji miała uczestniczyć norweska działaczka praw człowieka, obrońca praw dzieci – Nina Sřviknes. To w dużej mierze jej zaangażowanie umożliwiło ujawnienie ogromnych naruszeń praw człowieka przez Barnevernet. W zeszłym tygodniu zatrzymała ją jednak norweska policja.

Jaki jest cel tych działań norweskich urzędników?

– Deklarowanym celem jest ochrona dzieci. Dostępne statystyki pokazują jednak, że dzieci odebrane przez Barnevernet nie mają łatwego życia. Są gorzej wykształcone i gorzej przystosowane do dorosłości niż rówieśnicy, częściej popadają w narkomanię i popełniają samobójstwa. System Barnevernet to ogromne koszty i poważne pieniądze trafiające do rąk rodzin zastępczych oraz prywatnych firm, które je nadzorują. Liczne są też inne patologie. Wiemy o pedofilskich zachowaniach niektórych domów zastępczych. Trudno mówić, że jest to zasada działania tego urzędu, jednak dostałem już dowody niszczenia śladów tych zdarzeń przez norweską policję. Wiele osób zarzuca wreszcie Norwegii celowe odbieranie dzieci, które mogą łatwo zasymilować się z norweskim społeczeństwem. Dotyczy to głównie rodzin z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Wszystkie te kwestie należy dokładnie zbadać. Stąd mój wyjazd. Spotykam się z norweskimi prawnikami, organizacjami oraz ofiarami systemu – ich wynikiem będzie raport na temat Barnevernet.

Komu zamierza Pan przedłożyć te materiały?

– Z pewnością przedstawimy je polskim władzom, które pragną skutecznie chronić rodziny naszych rodaków w Norwegii. Warto także przedstawić nasze stanowisko międzynarodowym organizacjom, których powołaniem jest ochrona praw człowieka – Radzie Europy i Komitetowi Praw Dziecka.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Ambroziak