Leśnicy nie niszczą Puszczy Białowieskiej
Niedziela, 20 sierpnia 2017 (20:28)Z ks. Tomaszem Duszkiewiczem, duszpasterzem Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych i ministra środowiska, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Rozpoczynając naszą rozmowę, chciałbym przede wszystkim zapytać, jak się Ksiądz czuje po ataku, do jakiego doszło w ostatnią środę ze strony tzw. obrońców Puszczy Białowieskiej?
– Czuję się już w miarę dobrze, choć samo zajście nie było przyjemne i z pewnością jakiś ślad pozostawia. Przerażające jest to, że ten incydent jest wykorzystywany dla wypaczania prawdy i faktów, jakie miały miejsce. Ci tzw. ekolodzy na portalach oraz przychylne im media po prostu kłamią, że niby nikt nic mi nie zrobił, niczego nie powiedział. Słyszę też głosy, że szynę unieruchamiającą rękę mam założoną pro forma i że w ogóle wszystko jest zmyślone. Manipulują faktami, podobnie zresztą jak kłamią w sprawie Puszczy Białowieskiej.
Proszę zatem powiedzieć, jak wyglądało to zajście?
– Przede wszystkim chcę podkreślić z całą mocą, że w tym momencie byłem w pracy, służbowo. W tych dniach na terenie Puszczy Białowieskiej gościła ekipa Telewizji Republika. Z ramienia Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku byłem odpowiedzialny za kontakt z realizującymi ten program na naszym terenie. W tym dniu była nadawana audycja „Poranek z Telewizją Republika” z Nadleśnictwa Browsk na łąkach, przy wieży widokowej. Następnie udawałem się do Nadleśnictwa Białowieża do Ośrodka Edukacji Leśnej Jagiellońskie, skąd następnego dnia miała być nadawana kolejna audycja. Otrzymaliśmy informację, że w pobliżu tego miejsca tzw. ekolodzy blokują sprzęt i wywózkę drewna. W związku z tym, że reporter chciał nagrać całe zdarzenie, aby pokazać je w telewizji, pojechał za moim samochodem. Na drodze prowadzącej z Browska do Białowieży natrafiliśmy na protest. Kamerzysta poszedł nagrywać, a ja zostawiłem samochód w pobliżu i postanowiłem zrobić kilka zdjęć. Wyciągnąłem telefon i wtedy jeden z kierujących całą akcją krzyknął do mnie, żeby nie robić zdjęć, bo on sobie tego nie życzy. Kiedy nie posłuchałem, wówczas ten osobnik podszedł do mnie i uderzył mnie po rękach. Obok stali inni ludzie, którzy widzieli, jak wyrywa mi telefon, a następnie wkłada mi aparat do kieszonki koszuli, nadrywając ją. Całe zajście widzieli świadkowie, strażnicy leśni. W tym momencie włączyłem nagrywanie. Wówczas podeszło do mnie dwóch mężczyzn spośród tzw. ekologów, którzy obrażali mnie i prowokowali.
Czy reagował Ksiądz na to poniżanie i obrażanie?
– Absolutnie nie. Jeden prowokował, a drugi nagrywał. Również ja cały czas nagrywałem tę część zajścia i nie dałem się sprowokować, bowiem znam taktykę ludzi z tego środowiska. W pewnym momencie mężczyzna, który nagrywał, przerwał filmowanie, podszedł do tego, który mnie wcześniej zaatakował, i powiedział: „Słuchaj, to ksiądz”. Wtedy tamten zaczął mi grozić, mówiąc: „Tylko to pokaż, to cię utną!”. Jedna z obecnych kobiet próbowała odciągnąć napastnika, zamykając mu usta.
Czy ten mężczyzna Księdzu groził?
– Nie jestem osobą bojaźliwą, ale przyznam, że w momencie ataku, kiedy ten mężczyzna mi groził, to zwyczajnie się przestraszyłem. Jako kapłan nie mam na co dzień do czynienia z tego typu ludźmi i agresją z czyjejkolwiek strony. Sądzę, że ten napastnik nie był pewny, czy przypadkiem nie nagrałem całego tego zdarzenia, także pierwszej fazy z atakiem fizycznym na moją osobę, stąd takie, a nie inne jego zachowanie. Żałuje, że tego nie nagrałem, bo – jak wspomniałem – wcześniej chciałem tylko zrobić kilka zdjęć. Zresztą mam jedno zdjęcie tego mężczyzny stojącego na czatach, zanim jeszcze zostałem przez niego zaatakowany.
Co wywołało taką agresję wobec Księdza?
– Myślę, że temu stojącemu na czatach mężczyźnie nie spodobało się to, że robię zdjęcia. Proszę mieć świadomość, że ci ludzie nie dopuszczają do dokumentowania swoich akcji nikogo spoza przychylnych sobie mediów.
Członkowie „Obozu dla Puszczy” usiłują bagatelizować całe zdarzenie, twierdząc, że była to tylko rozmowa. Czy rzeczywiście?
– Nic podobnego. Ci ludzie tak jak kłamią w sprawie Puszczy Białowieskiej, tak samo kłamią w tej sprawie. To był atak na moją osobę z konsekwencjami. Byłem u lekarza, mam założoną szynę unieruchamiającą przedramię. Przecież lekarz nie uczynił tego bez potrzeby. Temu agresorowi wybaczyłem, byłem nawet skłonny zabiegać, aby go nie karać za to, co zrobił, ale w momencie, kiedy słyszę kłamstwa i manipulacje co do tego zdarzenia, kiedy próbuje się winę zrzucić na moją osobę, nie mogę stać bezczynnie. Nieprawdą jest też, że rzekomo przyjechałem na policję z dokumentem, w obstawie policji i straży leśnej. Prawda jest taka, że sam przyjechałem prosto ze szpitala samochodem, podczas gdy strażnicy leśni byli już tam na przesłuchaniu. Ci leśni agresorzy, którzy atakują ludzi, muszą odpowiedzieć za swoje czyny, bo w przeciwnym wypadku będą jeszcze bardziej zuchwali. Dlatego policja wszczęła dochodzenie w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej i kierowania gróźb karalnych pod moim adresem. Co do szczegółów powinna się już wypowiedzieć policja.
Co wykazała obdukcja po tej – jak to określają terroryści ekologiczni – „rozmowie”?
– Obdukcja, wynik prześwietlenia RTG wykazały obrażenia przedramienia, zbicie ręki. Ręka jest opuchnięta. Oczywiście nie są to obrażenia typu złamania, tylko stłuczenia, które są wynikiem uderzenia przez napastnika. Prawdę mówiąc, lekarz chciał mi założyć gips, ale ostatecznie skończyło się na opatrunku i szynie usztywniającej. Na razie jestem na zwolnieniu lekarskim.
Wydawałoby się, że ataki na kapłana należą do przeszłości, tymczasem okazuje się, że nie…
– Niestety, agresja środowisk lewackich, nieprzychylnych Kościołowi jest coraz większa. Mamy do czynienia z agresją słowną wobec biskupów, kapłanów. Te środowiska przyzwyczaiły się do tego, że zło może się rozprzestrzeniać, dążą do tego, a często zło nazywają dobrem. Dotyczy to etyki i moralności. Pod hasłem wolności usiłują zalegalizować i rozpowszechnić ideologię gender, aborcję, małżeństwa homoseksualne i inne formy zła. Krytyka, nieposzanowanie autorytetów staje się codziennością, co nie oznacza, że mamy się na to godzić. Tym bardziej musimy nazywać rzeczy po imieniu: zło nazywać złem, a dobro dobrem. Dobro trzeba pomnażać, a zło likwidować. Nie ma półprawd, jest albo prawda, albo kłamstwo. Ze złem nie ma kompromisu. Kapłani są tymi, którzy głoszą Słowo Boże, Ewangelię Chrystusa, która jasno i czytelnie określa, co jest dobre, a co złe. Dlatego też stając w obronie prawdy, kapłani spotykają się z agresją. Zawsze było tak, że dobro jest ciche, a zło jest bardzo głośne. I dlatego teraz mamy tyle szumu i wrzasku, bo szatan zaczął wrzeszczeć, kiedy zło przegrywa. Jak to powiedział goszczący niedawno w Polsce prezydent Trump, Naród Polski przetrwał, bo miał w sobie ducha Bożego i ten duch wciąż jest w sercach Polaków. Metropolita krakowski ks. abp Marek Jędraszewski słusznie postawił diagnozę przyczyn ataków na Polskę, mówiąc wyraźnie, że chrześcijańska Polska z przywiązaniem do wartości, tradycji, do wolności jest nie w smak osobom kreującym politykę europejską. Mówienie prawdy jest powołaniem każdego człowieka, a kapłana w szczególności. Dlatego kapłanom nie wolno kneblować ust. Wierzę, że Polska atakowana przez lewaków zwycięży, pokona zło i wyjdzie z tej walki mocniejsza.
Wygląda na to, że ekoterroryści, którzy ubolewają nad wycinką de facto chorych drzew, nie dbają o ludzi.
– Naukowcy, mówiąc o organizacjach ekologicznych, coraz częściej podkreślają, że człowiek został zepchnięty niżej niż sprawy dotyczące ochrony przyrody i zwierząt. Przykładem może być Peru, gdzie była zatruta woda i pod wpływem nacisków Greenpeace zabroniono użycia chloru, na skutek czego tysiące ludzi zmarło. Przyroda okazała się ważniejsza niż człowiek.
Skąd bierze się ten cały protest tzw. ekologów w Puszczy Białowieskiej?
– Poprzednia władza uległa naciskom Unii Europejskiej, która z kolei jest pod wpływem lobby ekologicznego, a w tle tego wszystkiego są oczywiście pieniądze. Te organizacje pseudoekologów mają bardzo dobrze rozwiniętą siatkę, stąd informacje o rzekomej śmierci Puszczy Białowieskiej docierają na krańce świata. Tymczasem, kiedy problem kornika drukarza się pojawił, wystarczyło usunąć zainfekowane drzewa, których było 29 sztuk, aby zahamować postęp szkodnika drzew. Niestety, zaprzestano realizacji działań ochronnych, gospodarczych i doprowadzono do katastrofy ekologicznej, gdzie wraz z chorymi drzewami zginęły gatunki i siedliska zwierząt. Nikt wtedy jakoś nie protestował, że zostało złamane prawo UE.
Jest to zatem świadomy protest, aby prawda nie wyszła na jaw?
– Jestem przekonany, że ci aktywiści, którzy dzisiaj blokują działania leśników, doskonale wiedzą, do czego doprowadzili. Teraz pozostaje im albo się przyznać do winy, albo idąc w zaparte walczyć, żeby Puszcza Białowieska stała się Parkiem Narodowym. Tylko taki zapis może ich uratować od odpowiedzialności. Natomiast jeśli Puszcza nie będzie Parkiem Narodowym, to oni z całą pewnością zostaną rozliczeni. Są dowody na to, że zginęły siedliska ptaków i zwierząt, co jest wbrew prawu unijnemu. I kiedy zaczął się ten cały konflikt, kiedy ginęły siedliska zwierząt, trzeba było reagować, ale ówczesny rząd na to nie pozwolił. Leśnikom zmniejszono nawet limit cięć drzew na obszarach gospodarczych, co mogło zahamować proces degradacji. I w tym momencie doprowadzono do katastrofy ekologicznej. Urzędnicy unijni, którzy nie mają pojęcia, czym jest Puszcza Białowieska, też mają wiele na sumieniu. Leśnicy są najlepszymi lekarzami, jeżeli chodzi o ochronę przyrody i mimo przeciwności na tym mocno osłabionym organizmie przyrodniczym próbują uratować to, co się da. Ekoterroryści natomiast przeszkadzają leśnikom w pracy, próbują przeszkodzić min. Janowi Szyszko działać na rzecz ratowania Puszczy Białowieskiej, tego dobra narodowego należącego nie do tzw. ekologów, ale do polskiego Narodu i przyszłych pokoleń.
A zatem tzw. ekologom nie chodzi o obronę Puszczy?
– Aktywistom ekologicznym nie chodzi o żadną ochronę przyrody. Tutaj chodzi o pieniądze, i to bardzo duże pieniądze. Leśnicy nie niszczą Puszczy Białowieskiej, ale ją ratują. Proszę przyjechać i zobaczyć z bliska. Leśnicy wywożą z lasu posusz, czyli martwe drewno. Kornik –wbrew temu, co mówi nauka, że atakuje tylko chore, słabe, stare drzewostany – zaczął atakować młode drzewostany, a nawet sosny. W tym momencie mamy do czynienia z katastrofą ekologiczną, stąd tylko i wyłącznie wycinka tego posuszu może przynieść ratunek dla zdrowej Puszczy. Tymczasem kiedy jest wyrok Trybunału Sprawiedliwości, polscy leśnicy dokonują cięć tylko w miejscach szczególnie zagrożonych w celu zapewnienia bezpieczeństwa publicznego. Tymczasem ci ekoterroryści, nie mając rozeznania, blokują nawet prace ochronne prowadzone w celu zapewnienia bezpieczeństwa publicznego.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki