Przepisy przegrają z żywiołem
Poniedziałek, 14 sierpnia 2017 (22:07)Z dr. Jerzym Bukowskim, harcmistrzem, harcerzem Rzeczypospolitej, rzecznikiem Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, rozmawia Rafał Stefaniuk
Podczas obozu harcerskiego w Suszku doszło do tragedii i śmierci 2 osób. Co to wydarzenie oznacza dla całego środowiska harcerskiego?
– To wielka tragedia dla całego harcerstwa. Wszelkie podziały organizacyjne przestały w tym momencie mieć jakiekolwiek znaczenie. Na ręce przewodniczącego Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej harcmistrza profesora Grzegorza Nowika płyną wyrazy współczucia od wszystkich stowarzyszeń skautowych w Polsce, list kondolencyjny napisał też prezydent Andrzej Duda, były drużynowy 5. Krakowskiej Drużyny Harcerzy „Piorun” im. Legionistów 1914 Roku należącego do szczepu Związku Harcerstwa Polskiego „Wichry”, na którego obozie w latach 70. wydarzył się podobny dramat: podczas burzy utonęło w jeziorze trzech uczestników obozu na Mazurach.
Jak powinien zachować się harcerz, gdy przyjdzie mu zmierzyć się z wyjątkowo silnym wiatrem?
– Są odpowiednie procedury zapewniające bezpieczeństwo na obozach harcerskich. Mam nadzieję, że przestrzegano ich w Suszku, ale żywioł ma to do siebie, że jest nieobliczalny i nie da się przewidzieć jego skutków.
Jest Pan harcerzem od wielu lat. Często dochodzi do wypadków na obozach harcerskich?
– Prowadziłem w latach 70. i 80. minionego wieku kilkadziesiąt letnich i zimowych obozów harcerskich szczepu „Żurawie”. Zdarzały się na nich wypadki w okolicznościach, w których można było mówić o zapewnieniu pełnego bezpieczeństwa uczestnikom, przeżywaliśmy też dramatyczne chwili bardzo poważnego zagrożenia pożarem lub wichurą, a właśnie wtedy nic nikomu się nie stało. Podobnie było na innych obozach, ale w stosunku do liczby ich uczestników tych wypadków było na szczęście niewiele.
Jak ocenia Pan obowiązujące przepisy w sprawie organizacji obozów harcerskich?
– Obecne przepisy są bardzo rygorystyczne i jestem pewien, że i surowo przestrzegane. Instruktorzy mają pełną świadomość odpowiedzialności za życie i zdrowie swoich podopiecznych, więc dmuchają na zimne. Na kataklizm pogodowy nie ma jednak siły i trzeba to przyjąć ze zrozumieniem, zawsze przygotowując się jednak na najgorsze.
Różne państwowe organizacje – w tym Rządowe Centrum Bezpieczeństwa – wysyłają komunikaty o zbliżających się anomaliach pogodowych. Organizatorzy korzystają z ich wiedzy?
– Na pewno korzystają. W dzisiejszych czasach komunikacja jest ułatwiona (telefony komórkowe, internet) i komunikaty docierają natychmiast do komendantów obozów, którzy podejmują przewidziane regulaminami działania. Niestety, natury nie da się okiełznać i nadal góruje ona nad ludzką zapobiegliwością.
W przeszłości system ostrzegania działał sprawnie?
– Za moich czasów w ogóle nie było takiego systemu, opieraliśmy się na radiowych i gazetowych prognozach pogody oraz na rozpoznawaniu zjawisk atmosferycznych tradycyjnymi sposobami.
Potrzebny jest dodatkowy system ostrzegania przed niebezpieczną pogodą?
– Każda nowinka technologiczna jest potrzebna. Da się ją bez problemów pogodzić z puszczańskim stylem obozowania.
Nie obawia się Pan, że ta sytuacja zostanie wykorzystana przez osoby sceptyczne wobec idei harcerstwa i przepisy zostaną tak zaostrzone, że obozowanie straci swój sens?
– Obawiam się tego. Już czytam w mediach społecznościowych takie opinie, z którymi zasadniczo się nie zgadzam. Oczywiście, można w ogóle zakazać organizacji obozów albo ustanowić dla ich organizatorów tak restrykcyjne przepisy, że harcerki i harcerze pozostaną w domach lub będą spędzać czas w warunkach przypominających kolonie, czyli w solidnych budynkach. Ale czy o to chodzi? A poza tym w bezpiecznych z pozoru czterech ścianach też mogą zdarzyć się wypadki ze śmiertelnymi włącznie.
Młodzi harcerze stracili swoich przyjaciół. Co teraz powinni zrobić ich przełożeni, żeby sytuacja nie wpłynęła negatywnie na morale całej grupy?
– Instruktorzy harcerscy mają odpowiednie przeszkolenie pedagogiczne i psychologiczne, powinni więc poradzić sobie z tym problemem, dostaną też wsparcie ze strony osób i instytucji, które specjalizują się w niesieniu pomocy w takich przypadkach. Ten konkretny przypadek będzie na pewno szczegółowo analizowany, przeprowadzone zostanie także prokuratorskie śledztwo, na którego wyniki należy spokojnie poczekać. Emocje są złym doradcą, a uogólnienia nie sprzyjają szukaniu prawdy, zwłaszcza jeżeli postępuje się nazbyt pochopnie. Lepiej więc cierpliwie poczekać na ich ustalenia, a nie wydawać naprędce oceny oparte nie na twardych faktach, ale na czczych domysłach, a bywa że i na sympatii bądź antypatii do puszczańskiego stylu obozowania. Najlepiej ujął to w swoim rozkazie przewodniczący ZHR, pisząc w nim: „Człowiek jest bezradny wobec potęgi i sił natury. Z pokorą stajemy wobec tego faktu w momentach dla nas najboleśniejszych. Stawiamy sobie pytanie – czy mogliśmy uczynić coś jeszcze, aby tego uniknąć, aby temu zapobiec?”.