Każdy prezydent wywodzi się z określonej opcji
Poniedziałek, 7 sierpnia 2017 (19:47)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak ocenia Pan dwa lata prezydentury Andrzeja Dudy?
– Każdy prezydent jest indywidualnością, bo każdy człowiek jest inny, różne są jego predyspozycje czy zdolności i tak należy do tego podejść. Trudno oczekiwać, żebyśmy mieli dwóch takich samych prezydentów. Przede wszystkim Polacy zdają sobie sprawę, że mają innego prezydenta, który prezentuje swoją jakość. Z całą pewnością w osobie prezydenta Dudy zobaczyliśmy inny wizerunek, inną jakość. Każda ze stron ma inną ocenę i tak przeciwnicy tej prezydentury będą obstawać przy tezie, że te dwa lata zostały zmarnowane, natomiast zwolennicy, że były to lata naznaczone pasmem sukcesów. I jedna, i druga ocena jest przesadzona.
Skupmy się może na poszczególnych elementach tej prezydentury. Pierwszym z nich jest polityka zagraniczna...
– W skali ocen od 0 do 6, biorąc pod uwagę politykę zagraniczną, myślę, że możemy mówić o mocnej piątce. Po pierwsze, prezydent Duda bardzo dobrze się prezentuje pod względem wizerunkowym. Używając języka specjalistów od wizerunku, można powiedzieć, że bardzo dobrze się sprzedaje jako głowa państwa, jako dyplomata. Można powiedzieć, że prezydentura jest skrojona jakby pod niego. Nie ma zatem cienia wątpliwości, że w polityce zagranicznej Andrzej Duda się odnajduje i świetnie się porusza w tej sferze. I do tego nie można mieć większych uwag. Z pewnością sukcesem prezydenta Dudy jest szczyt NATO w Warszawie, obecność wojsk amerykańskich nad Wisłą, wybór Polski na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ na lata 2018-2019 czy wreszcie niedawna wizyta prezydenta Donalda Trumpa. Ważna jest także aktywność prezydenta Dudy na terenie Azji, szczególnie gdy chodzi o Chiny i współpracę gospodarczą. W ten klimat wpisują się również Światowe Dni Młodzieży, gdzie prezydent też był osobą aktywną i obecną. Myślę, że prezydent Duda świetnie się sprzedaje na zewnątrz wizerunkowo – w czym również spora jest rola pierwszej damy Agaty Kornhauser-Dudy. Jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to mocna piątka, nie szóstka, żeby nie psuć potencjału, bo przed Andrzejem Dudą jeszcze trzy lata tej kadencji, a niewykluczone, że na tym nie koniec.
A jak można ocenić aktywność prezydenta Dudy w Unii Europejskiej?
– Na tle bardzo aktywnej obecności prezydenta Dudy na arenie światowej aktywność głowy państwa na gruncie unijnym, brukselskim jest jakby wyciszona. Widać, że są problemy w odpowiednim odnalezieniu się w tym formacie. Te mankamenty – w pewnym stopniu – niweluje Grupa Wyszehradzka, gdzie Polska jest liderem. I choć współpraca między państwami V4 dość dobrze się układa, nie zmienia to faktu, że oczekiwałbym większej aktywności i reakcji prezydenta na to, co się dzieje na szczytach Unii.
Może ta – jak Pan określa – wyciszona obecność prezydenta w polityce unijnej, brukselskiej, wynika z faktu, że prym w tym obszarze wiedzie rząd i premier Szydło, której prezydent zostawił prymat?
– Owszem, ale między tymi organami na tym poziomie musi być współpraca. Konstytucja RP określa wyraźnie, że polityka zagraniczna jest prerogatywą rządu sprawowaną przez MSZ, ale także prezydenta RP, który reprezentuje państwo, współdziała z prezesem Rady Ministrów i szefem dyplomacji w kreowaniu polityki zagranicznej. I o ile w stosunku do działań szefa MSZ miałbym więcej uwag, to chcę powiedzieć, że prezydent Duda – bez wątpienia – jest tą jaśniejszą stroną polskiej dyplomacji, jest bowiem osobą, która niweluje wszystkie niedociągnięcia i wpadki min. Witolda Waszczykowskiego.
W jakich kategoriach należałoby spojrzeć na forsowaną przez prezydenta Dudę inicjatywę Państw Trójmorza…?
– To stara inicjatywa, do której powraca prezydent Duda – i słusznie. Jest to szukanie alternatywy, zważywszy na to, w jak różnych kierunkach może się rozejść Unia Europejska i to bynajmniej nie z powodu Polski, ale błędnej ideologii trockistowskiej, która dzisiaj kwitnie w najlepsze na salonach brukselskich i rozkłada wspólnotę od wewnątrz. Tym bardziej ważne i godne uwagi są poszukiwania alternatywy i widać, że prezydent Duda nie robi uników, ale chce prowadzić aktywną politykę.
Przechodząc na polski grunt, czy Pana zdaniem prezydent Andrzej Duda jest politykiem samodzielnym, bo co do tego zdania są podzielone?
– Każdy prezydent w polskim systemie politycznym wywodzi się z określonej opcji. I tak Lech Wałęsa miał swoje korzenie w „Solidarności”, Aleksander Kwaśniewski był reprezentantem SLD, Lech Kaczyński wywodził się z PiS, Bronisław Komorowski z Platformy i obecny prezydent Andrzej Duda też wywodzi się z PiS. Pytanie, czy prezydent mimo swoich korzeni politycznych po wyborze może być samodzielny…? I problem odcięcia tej przysłowiowej pępowiny dotyczy wszystkich prezydentów – bez wyjątku. Trzeba przyznać, że prezydentowi Dudzie zajęło to najwięcej czasu, choć należy powiedzieć, że prezydent Komorowski w ogóle tej pępowiny łączącej go z Platformą nie odciął, stając się na zawsze „strażnikiem żyrandola” i zakładnikiem swojego potencjału i możliwości. Prezydentowi Dudzie to „usamodzielnienie” zajęło – jak wspomniałem – blisko dwa lata.
Czym można tłumaczyć tę zwłokę?
– Sądzę, że wynika to m.in. ze stosunkowo młodego wieku jak na prezydenta. Przypomnę, że w chwili wyboru na prezydenta Andrzej Duda miał 43 lata, w podobnym wieku był tylko Aleksander Kwaśniewski, który obejmując urząd, miał 41 lat. Tak czy inaczej młody wiek Andrzeja Dudy i silna osobowość prezesa Jarosława Kaczyńskiego, a jednocześnie dobre wychowanie i brak wrodzonego cwaniactwa i zdecydowania w stosunku do osób starszych, z którymi wcześniej współpracował, spowodowały, że ten czas odcinania się od przeszłości był u prezydenta Dudy dosyć długim procesem.
Oczywiście nie oznacza to wcale, że prezydent ma całkowicie zatracić korzenie, a odcięcie pępowiny nie oznacza, że przestaje szanować swoich kolegów, którzy pomagali mu w kampanii wyborczej. W polskiej rzeczywistości prezydent ma tak silne umocowanie, że nie może być zakładnikiem swojego zaplecza politycznego. W Konstytucji RP nie ma zapisu o roli zaplecza politycznego, ale jest zapis o roli prezydenta. Dlatego obrażanie się na to, że prezydent zachowuje się tak, a nie inaczej, źle świadczy o środowisku. Pod tym względem, przez pryzmat dwóch lat, samodzielność prezydenta Dudy oceniam na trójkę z tendencją zwyżkową. Ostatnie wydarzenia pokazują, że Andrzej Duda chce być prezydentem, czas szybko płynie i niebawem będzie miał za sobą połowę kadencji, a perspektywa bycia najmłodszym prezydentem emerytem z całą pewnością nie jest jego ambicją i marzeniem. Samodzielność prezydenta wcale nie oznacza arogancji czy lekceważenia swojego dawnego zaplecza politycznego. Prezydent ma stać na straży interesów państwa, a nie interesów partii.
Pytanie tylko, czy odcięcie tej pępowiny zwiększy poparcie dla prezydenta Dudy, czy może wprost przeciwnie, uszczupli głosy twardego elektoratu PiS?
– Póki co zawetowanie dwóch spośród trzech ustaw dotyczących reformy sądownictwa zaproponowanych przez PiS jest pierwszym aktem odcinania tej pępowiny. Z pewnością Andrzej Duda zyska głosy tych, którzy nie do końca byli do niego przekonani. Jednocześnie w szeregach elektoratu PiS tą decyzją obudował się jeszcze mocniej. Proszę zwrócić uwagę, że tym wetem prezydent Duda nie zanegował potrzeby zmian i reform w wymiarze sprawiedliwości, ale powiedział wyraźnie, że tak, potrzeba zmian, ale nie w tej formule. Stoi na stanowisku, że trzeba zrobić porządek, trzeba to zrobić dobrze, ale nie może to być łamanie prawa dla zasady.
Tą argumentacją prezydent Duda się obronił, ale jednocześnie wpadł w pułapkę, o czym wspomniał wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, mówiąc w komentarzu, że Sejm czeka na zapowiedziane przez prezydenta projekty. A przygotowanie dobrych projektów ustaw, zwłaszcza w tak skostniałym systemie jak sądownictwo czy w ogóle wymiar sprawiedliwości, już takie proste nie jest. Każdy wariant naprawy sądownictwa – nawet najłagodniejszy – będzie bolał. Nie ma znaczenia, czy to będzie mała czy duża zmiana – każda reforma tego obszaru będzie bolesna dla środowiska, dla którego najlepiej, gdyby zostało tak, jak jest. Jeśli jednak prezydent poważnie myśli o reformie sądów, to musi patrzeć nie na dobro „kasty”, ale pamiętać o ludziach. Sędziowie i sądy są dla obywateli, a nie dla samych siebie. Tymczasem mamy towarzystwo wzajemnej adoracji, które chce w tym błogim stanie trwać nadal. Stąd prezydent będzie miał trudne zadanie, nie da się bowiem podejmować decyzji, które będą miłe dla wszystkich.
Jak postrzega Pan aktywność prezydenta na krajowej scenie?
– Sprawy wewnętrzne są istotnym elementem działalności prezydenta RP i widać, że na tej płaszczyźnie Andrzej Duda wiele ma jeszcze do zrobienia. Z pewnością pozytywnym sygnałem jest to, że jeździ po kraju, że rozmawia z Polakami. Odwiedza przede wszystkim małe miejscowości, chcąc dotrzeć do wszystkich, a jednocześnie podkreślić wagę prowincji, która za rządów Platformy była marginalizowana.
Którą z inicjatyw prezydenta Dudy – dotyczącą spraw wewnętrznych Polski – wskazałby Pan jako najważniejszą?
– Jeśli zaś chodzi o inicjatywy ogólnopolskie, ogólnokrajowe, to sądzę, że na dzisiaj takiej jeszcze nie mamy.
A inicjatywa referendum w sprawie zmiany Konstytucji RP?
– Ta inicjatywa na razie jest jeszcze na etapie propozycji i uzgadniania. Póki co nie ma jeszcze pytań, na jakie mieliby odpowiedzieć Polacy. Jest to zatem pewna idea, która została ogłoszona publicznie, ale bez żadnych konkretów. Dlatego w sprawach dotyczących spraw wewnętrznych Polski widać, że potencjał prezydenta Dudy jest duży, a sam prezydent ma chęć, co jest bardzo ważne. Tylko że na dzisiaj istnieje problem zaplecza, które Andrzej Duda będzie jeszcze długo budował wokół siebie. Tak jak wspomniałem wcześniej, wiek Andrzeja Dudy wskazuje w naturalny sposób, że powinien walczyć o drugą kadencję, ale żeby ponownie zyskać zaufanie Polaków, musi mieć odpowiednie zaplecze – swoje zaplecze, nie tylko PiS, bo nie może być zakładnikiem partii.
Wspomniał Pan o zapleczu, które musi mieć prezydent, aby skutecznie pracować. Jak ocenia Pan rolę doradców prezydenta Dudy?
– Prezydent Duda z miesiąca na miesiąc udoskonala swoje zaplecze. Zarówno Kancelaria Prezydenta RP, jak i sztab ludzi, którymi się otacza, to sprawna ekipa, która czuje prezydenta i na odwrót. Nie ma możliwości na efektywną, skuteczną działalność polityka bez porozumienia się ze swoim zespołem. To musi być team.
Bywa jednak, że źli doradcy wpływają na negatywny wizerunek polityka…
– Dobry doradca to nie ten, który mówi to, co chce usłyszeć prezydent, ale dobry doradca to ten, który mówi to, co powinien usłyszeć prezydent, aby móc podjąć mądrą, dobrą decyzję. Proszę zwrócić uwagę, że doradca nie podejmuje decyzji, ale doradca pokazuje jedynie zagrożenia, które mogą wynikać ze złych decyzji prezydenta. Ostatecznie decyzja – jaka by ona nie była, w konsekwencji i tak spadnie na prezydenta i to on będzie winny. I na odwrót, mądra decyzja i związane z nią pasmo sukcesów w konsekwencji też będzie udziałem prezydenta. Na tym polega polityka. Nie ma dobrych bądź złych doradców, jest tylko zła refleksja końcowa prezydenta.
Czy prezydent, który ma ambicje być stabilizatorem na polskiej scenie politycznej, rzeczywiście nim jest?
– Andrzej Duda, podobnie jak każdy inny prezydent, ma bardzo ambitny plan bycia prezydentem wszystkich Polaków, działania dla dobra i w interesie Polski, bycia swoistym piorunochronem, który łagodzi napięcie na scenie politycznej i tonuje atmosferę w kraju. I pod tym względem plan prezydenta Dudy jest bardzo ambitny. Sam prezydent ma potencjał i możliwości, ważne jest to, aby konsekwentnie podejmował i realizował mądre decyzje, które mogą spowodować, że swoimi działaniami utrzyma on poparcie i wywalczy drugą kadencję – niezależnie od tego, jak się potoczą relacje między nim a prezesem Kaczyńskim.
PiS i każda inna partia, z której wywodzi się obecny, jak i przyszli prezydenci, powinny mieć świadomość, że prezydent RP nie jest ich własnością. Prezydent nie jest własnością ani partii, ani marionetką takiego czy innego lidera, ale wskazany przez suwerena, jest przywódcą, który ma mandat od obywateli, aby realizować swój program w oparciu o Konstytucję RP. Ostatnie decyzje prezydenta pokazują wyraźnie, że Andrzej Duda nie jest człowiekiem, którego interesuje wyłącznie dobre samopoczucie i bezwolne podpisywanie ustaw, które przygotuje rząd, ale jest i chce być prezydentem, który przejdzie do historii Polski. Moim zdaniem, druga kadencja jest w zasięgu prezydenta Andrzeja Dudy.