Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Budowa ruszyła
Niedziela, 6 sierpnia 2017 (19:02)Z Januszem Kotowskim, prezydentem Ostrołęki rozmawia Rafał Stefaniuk
Nareszcie! Ruszyły prace budowlane przy Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. Długo trwała batalia o muzeum.
– Ale w ostatnim czasie wszystko nabrało rozpędu. Rozpisaliśmy przetarg na prace budowlane, który wygrał Budimex. W moim przekonaniu, jest to bardzo solidna firma. Niezwłocznie budowlańcy wzięli się do pracy i na terenie muzeum pojawił się sprzęt. Równolegle do części budowlanej opracowywane są sprawy związane z narracją muzealną, a więc z tym, co ma się dziać w środku. Wszystko będzie żywe, multimedialne. Chcemy, żeby każdy, kto przejdzie przez muzeum, miał wyrytą w sercu opowieść o Żołnierzach Wyklętych. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie otwartość rządu. W czasach gdy ministrem kultury był Bogdan Zdrojewski, nasze wnioski o wsparcie były torpedowane. Wielu ludzi – osoby prywatne, przedsiębiorcy i politycy – ciągle nas jednak wspierało i dzisiaj wiem, że warto było walczyć.
Od czego zaczęli budowlańcy?
– Prace obejmują dwa obszary: adaptację głównego budynku z 1903 r., który jest w dobrym stanie, oraz dobudowę nowych obiektów. W tej chwili trwają rozbiórki i przygotowanie do tego, żeby w okresie zimowym odbywały się prace w budynku głównym. Z satysfakcją podkreślam to, że pierwszego dnia od podpisania umowy budowa ruszyła. Czas zakończenia prac nie jest odległy. Naszym marzeniem jest, aby muzeum zaprosiło do siebie pierwszych odwiedzających już podczas jubileuszu 100-lecia niepodległości Polski, a więc pod koniec 2018 roku. Ofiara Żołnierzy Wyklętych wpisuje się w dzieje walki o suwerenność naszego Narodu. Dlatego jest to dla nas szczególnie ważne, abyśmy zdążyli z otwarciem.
Dotrzymanie tak krótkiego terminu jest realne?
– Gdy patrzę na plac budowy, optymizm wzrasta. Terminy przetargu zostały zresztą jasno rozpisane. Chcemy otwarcia w końcówce 2018 roku. Po drodze pojawiły się opóźnienia, bo jedna ze stron przetargu postanowiła się od niego odwołać. Instytucja odwoławcza stwierdziła, że nie było żadnych uchybień w procedurze przetargowej i mogliśmy podpisać umowę z firmą, która wygrała przetarg. Budimex również nie prosił o przesunięcie terminów. Jest to zresztą poważna firma, od początku liczyła się z tym, że prace będą wymagające. Także moje doświadczenie samorządowca podpowiada mi, że plan zostanie zrealizowany.
Muzeum mieści się na terenie byłego więzienia. Jak zmieni się ten gmach?
– Rzeczywiście budynek został zbudowany w czasach carskich i od początku był przeznaczony do tego, aby służyć w więziennictwie. Jego późniejsze dzieje sprawiły, że został uświęcony krwią żołnierzy państwa polskiego. Te mury były świadkiem wielu dramatycznych historii, ale myślę, że teraz czeka go nowy czas. Chcemy, aby obiekt ten dostał nowego ducha. Zwłaszcza że mamy się do czego odwoływać, bo po II wojnie światowej zabijani byli tam żołnierze podziemia. To ich historia jest dla nas ważniejsza niż same mury.
Myśli Pan już o tym, jak będzie wyglądała ceremonia otwarcia?
– Dla mnie jest to wypełnienie powinności. O gali nie myślę. Nie wiem, kto będzie honorowym gościem albo kto przemówi jako pierwszy. Chciałbym, żeby otwarciu towarzyszyła modlitwa, taka wspólna, z głębi serca. Wszyscy wiemy, w jaki sposób komuniści mordowali ludzi wierzących. Niewielu mogło liczyć na ostatnie sakramenty. Dlatego nie chcę, aby forma otwarcia przykryła pamięć o Żołnierzach Wyklętych. W całej Polsce organizowane są wielkie i wspaniałe uroczystości na ich cześć. Nie chcę z nikim konkurować, bo uważam, że to, co służy Polsce, trzeba wspierać. Chciałbym natomiast, aby tego dnia byli z nami wszyscy ci, którzy poświęcili swoje siły na to, aby pamięć o Wyklętych była żywa. Bez względu na to, czy oddali się sztuce, nauce czy polityce. Każdy, kto dołożył swoją cegiełkę do tej idei, powinien być tego dnia w Ostrołęce. Podkreślę, że w żaden sposób nie chcemy rywalizować z Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie. Specyfika obu miejsc jest inna. Warszawa ofiarowała najlepszych synów w Powstaniu. Potem wiele wspaniałych osób zostało zamordowanych, bez wyroku albo na bazie sfałszowanych wyroków. Sama stolica nie była jednak miejscem otwartych walk. W Ostrołęce wojna trwała dalej. Dlatego wspólnie z muzeum na Rakowieckiej się uzupełniamy.
Muzeum prosiło o przekazywanie pamiątek, które mogłyby zasilić przyszłą ekspozycję. Z jakim odzewem spotkał się ten apel?
– Pamiątki spływają do nas z całej Polski. Nie da się wskazać, która jest najcenniejsza. Inną wartość ma karabin, inną ostatni list do rodziny, a jeszcze inną orzełek z munduru. My to wszystko zbieramy i tak samo cenimy, bo dla rodzin Żołnierzy Wyklętych to są najcenniejsze rodzinne pamiątki, często traktowane jak relikwie. My darzymy to największym szacunkiem, bo to służy wyjątkowo ważnej idei. Dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce Jacek Karczewski cały czas czeka na kolejne eksponaty. Gdyby ktoś chciał wesprzeć zbiory, to będziemy za to bardzo wdzięczni.