• Piątek, 22 maja 2026

    imieniny: Wiesławy, Heleny, Julii

Pozorowana pomoc tzw. frankowiczom

Środa, 2 sierpnia 2017 (21:54)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Andrzej Duda, jak informuje na Twitterze Kancelaria Prezydenta RP, proponuje kolejne regulacje korzystne dla tzw. frankowiczów. Czy to jest krok we właściwym kierunku?

– Przejrzałem ten projekt na stronie prezydenta RP oraz na stronach poselskich i muszę powiedzieć, że nie jest to żadna pomoc. Ta propozycja – mówiąc wprost – jest niczym innym jak kolejnym zasiłkiem socjalnym, a nie rozwiązaniem systemowym problemu, na co oczekują poszkodowani kredytobiorcy. Krótko rzecz ujmując, nie jest to żadne rozwiązanie, a jedynie próba udowodnienia, że trafne było powołanie do życia Funduszu Restrukturyzacyjnego, na który składają się banki, na którego koncie zgromadzono środki w wysokości ok. 600 milionów złotych, z czego na koniec 2016 r. wykorzystano jedynie ok. 2 procent.

To pokazuje, że jest to martwy fundusz i martwa pomoc. Nie tego oczekują środowiska de facto oszukane przez banki. Oszukani przez banksterów tzw. frankowicze nie chcą zasiłków, bo od tego typu wsparcia jest pomoc społeczna, a nie prezydent RP, od którego oczekują konkretów. Poszkodowani nie chcą daniny, łaski i cudzych pieniędzy. Środki pieniężne, jakie ci ludzie będą mogli otrzymać, żeby jeszcze przez kilka miesięcy utrzymać się na powierzchni, to nic innego jak odłożona w czasie egzekucja. Wiadomo, że czyjaś głowa spadnie, tylko nie wiadomo, kiedy to nastąpi. Nie jest to zatem żadne rozwiązanie.

Czego zatem oczekują frankowicze?    

– Rzecz w tym, że kredytobiorcy, którzy zaciągnęli kredyty mieszkaniowe, chcą rozwiązania problemu w oparciu o prawo. Dziś na różnych poziomach mamy dyskusję na temat łamanego prawa unijnego, ale w przypadku konsumentów, choć są dyrektywy unijne, to sądy czy trybunały dziwnym trafem na ten temat milczą.

Pokrzywdzone środowiska od ośmiu, dziewięciu lat domagają się uznania swoich słusznych racji i ukrócenia monopolistycznych praktyk bankowych. Tymczasem wciąż mamy brak respektowania prawa polskiego i prawa unijnego. Projekt ustawy skierowany dzisiaj do Sejmu to – jak czytamy – efekt wspólnych działań Kancelarii Prezydenta RP, Ministerstwa Finansów, Narodowego Banku Polskiego, Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i Komisji Nadzoru Finansowego, tyle tylko, że nie odpowiada on oczekiwaniom poszkodowanych obywateli. Dziwne, że Komisja Europejska nie zwraca na to uwagi.

Inicjatywa prezydenta to – jak wiemy – realizacja jednej z zapowiedzi wyborczych wówczas jeszcze kandydata Andrzeja Dudy…

– Nie zgodzę się z panem redaktorem, bo obietnice kandydata Andrzeja Dudy były zupełnie inne. Można powiedzieć, że dzisiaj prezydent Duda robi zupełnie coś innego, niż zapowiadał kandydat Duda. I na tym polega problem. Ale jest to już kłopot prezydenta. Z całą pewnością poszkodowani kredytobiorcy czują się oszukani.

Co konkretnie ma Pan na myśli?

– Wypowiedzi czy też zapowiedzi Andrzeja Dudy z kampanii prezydenckiej, a przypomnę, że problem dotyczy ok. 2 milionów Polaków – ludzi, którzy są związani kredytami tzw. frankowymi, oraz ich rodzin – były jednoznaczne, a mianowicie, że należy od początku te kredyty udzielane przez banki traktować jako kredyty złotówkowe, a nie walutowe. I jako kredyty złotówkowe powinny być przez nich spłacane. Przecież ci kredytobiorcy na oczy nie widzieli franka, a do ręki dostali złotówki, co więcej, na rynku franka szwajcarskiego nie zanotowano żadnych ruchów walutowych, co zresztą potwierdził Bank Centralny Szwajcarii. Mało tego – można zaryzykować stwierdzenie, że banki, które udzieliły tych kredytów ogółem przekraczających grubo kwotę 150 miliardów złotych, nawet nie miały pełnego pokrycia bądź też w ogóle nie miały pokrycia frankowego zabezpieczenia dla udzielanych kredytów. Stąd nie może być mowy o przewalutowaniu czegoś, co określoną walutą nie było. Kandydujący na urząd prezydenta RP Andrzej Duda ocenił, że ten problem uda się rozwiązać. Kiedy jednak został wybrany na najwyższy urząd w państwie – jak widać zmienił zdanie.

Prezydent zmienił zdanie czy może problem okazał się trudniejszy do rozwiązania, niż się wydawało?

– Uważam, że prezydent Andrzej Duda zderzył się ze ścianą instytucji finansowych, ze strefą wpływów i lobby finansowym, jakie dzisiaj funkcjonuje w Polsce. Tyle i aż tyle.

Na początku tego roku w wywiadzie udzielonym NaszemuDziennikowi.pl powiedział Pan, że osobiście zajmuje się frankowiczami, a oni sami nie muszą protestować na ulicy, ale są wysłuchiwani w Sejmie. Proszę zatem powiedzieć, jaki jest aktualny stan działań podejmowanych przez różne instytucje państwowe w ramach dążenia do systemowego rozwiązania problemu tzw. kredytów frankowych?

– Wszyscy politycy od lewa do prawa, w tym również instytucje rządowe, ale nie tylko politycy, wiedzą, że banki prywatne narozrabiały, i to mocno. Wszyscy wiedzą, że zyski – ogromne pieniądze z sektora bankowego – wciąż są transferowane za granicę do central, ale niestety wszyscy są bezradni wobec tego procederu. Jeśli chodzi o bankowość, to niestety nie jesteśmy dzisiaj państwem wolnym, niezależnym, ale jesteśmy wciąż kolonią finansową. Jeśli chodzi o te kwestie to jako organizm nie mamy prawidłowo funkcjonującego krwiobiegu.

Ostatnio jakby cicho o frankowiczach, rzadko, a właściwie wcale nie słychać o protestach kredytobiorców. Czy po tym dzisiejszym projekcie prezydenckim ws. frankowiczów aktywność tej grupy może się wzmocnić?   

– To nie jest tak, że kredytobiorcy są grupą nieaktywną. Przypomnę tylko, że w przygotowaniu jest projekt powołania komisji nadzwyczajnej do wyjaśnienia afery frankowej, również na poziomie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozpatrywany jest protest, bo Sąd Najwyższy nie uznał za zasadne rozpatrzenie spraw tzw. frankowiczów i nawet nie dopuścił do kasacji. Są zatem bardzo konkretne działania, tyle tylko, że nie są one odpowiednio nagłaśniane przez media, zwłaszcza telewizję, która na ten temat milczy.

Jaka w związku z projektem prezydenckim może być reakcja tzw. frankowiczów?

– Z całą pewnością nie będzie radości i zachwytu. Obawiam się, że przekaz będzie taki, że prezydent Duda próbuje pozorować działania, że jest to pozorowana pomoc tzw. frankowiczom.

Czy w tej sytuacji ma Pan jakieś propozycje?    

– Uważam, że należy mówić prawdę, bo tu – moim zdaniem – tkwi źródło problemu. Tyle i aż tyle. Tak długo jak nie wrócimy do źródeł problemu, tak długo ten problem nie będzie rozwiązany.

Do źródeł problemu, czyli…?

– To, co powiedziałem już wcześniej, a więc chodzi o uznanie, że były to kredyty złotówkowe, a nie walutowe, bowiem ludzie dostali do ręki złotówki i spłacali czy spłacają zaciągnięte kredyty w złotówkach. Natomiast wszystkie operacje przy tym wykonywane były stricte księgowe. Nie było żadnego zakupu waluty szwajcarskiej, nie było też żadnego ruchu na rynku walutowym, co więcej, banki nie mają żadnego zabezpieczenia w obcej walucie pod udzielone kredyty. Krótko mówiąc, wszystko to było i jest efektem tzw. kreatywnej księgowości wymyślonej i sprytnie realizowanej przez banki. Może najwyższy czas, żeby cała ta niewygodna prawda o tzw. kredytach frankowych przebiła się do mediów i od podstaw, ze szczegółami ujrzała światło dzienne.

Co w tej sytuacji zamierza zrobić Ruch Kukiz’15?

– W swojej ocenie sytuacji i podejmowanych działaniach jesteśmy konsekwentni i dalej będziemy robić swoje w tym zakresie. Przypomnę, że na dzisiaj w Sejmie mamy dwie ustawy okołofrankowe, które przeszły już pierwsze czytanie i są na etapie prac w komisjach. Mamy nadzieję je przyjąć. Będzie to test prawdy dla partii rządzącej i dla prezydenta Andrzeja Dudy. Afera z Amber Gold określana mianem największej afery finansowej ostatnich lat w Polsce dotyczy ok. 10 tysięcy poszkodowanych, tymczasem w tym przypadku banki oszukały grupę dwóch milionów obywateli. Proporcje są zatem bardzo wyraźne.

  Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki