Afera reprywatyzacyjna
Odzyskana działka
Czwartek, 27 lipca 2017 (19:50)Badająca reprywatyzację w Warszawie komisja weryfikacyjna zdecydowała wczoraj o uchyleniu – z klauzulą natychmiastowej wykonalności – decyzji w sprawie reprywatyzacji działki przy dawnej Chmielnej 70.
Komisja stwierdziła, że decyzja prezydent Warszawy, na mocy której działka zlokalizowana przy pl. Defilad, po południowej stronie Sali Kongresowej, trafiła w 2012 r. w ręce handlarzy roszczeń, wydana została z rażącym naruszeniem prawa. Chodzi przede wszystkim o nieprawidłowe ustalenia spadkobierców działki.
To od ujawnienia okoliczności zwrotu tej działki wybuchła afera reprywatyzacyjna. Dwie trzecie nieruchomości, do której roszczenia nabyli Janusz Piecyk, mec. Grzegorz Majewski i Marzena K., należało do Jana Henryka Holgera Martina. Komisja weryfikacyjna, opierając się m.in. na dokumentach urzędowych, także oświadczeniach sprzed lat samego Holgera Martina, stwierdziła, że był on obywatelem Danii – co jest kluczowe z punktu widzenia tej sprawy reprywatyzacyjnej. Starający się o przejęcie nieruchomości należącej do Holgera Martina przekonywali z kolei, że był on Polakiem.
– Ten pan był Duńczykiem. A w związku z tym, że Polska miała podpisaną umowę indemnizacyjną z Danią, w ogóle spadkobiercy po tym panu nie mieli prawa oczekiwać zwrotu działki – wyjaśnia przewodniczący komisji weryfikacyjnej, wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki. Na mocy umowy Polski z Danią zawartej po II wojnie światowej wszystkie roszczenia obywateli duńskich przejął duński rząd, za co Polska zapłaciła Danii uzgodnioną kwotę.
– Nikt z przedstawicieli urzędu miasta nie stwierdził, że ta część nieruchomości objęta jest umową indemnizacyjną. W międzyczasie roszczenia obywatela duńskiego podlegały handlowi – wskazał Jaki. – Urząd miasta jak gdyby nigdy nic w 2012 r. wydaje decyzję reprywatyzacyjną – że ta część, która należała się Skarbowi Państwa, przechodzi na rzecz handlarzy roszczeń, pomimo że – jak komisja udowodniła – już w 2010 r. UM dostaje wniosek adwokata Andrzeja M., który rywalizował o część tej nieruchomości, że pan Holger Martin jest obywatelem duńskim, i przekazał całą teczkę dokumentów z IPN potwierdzających, że Holger Martin był Duńczykiem. Urząd miasta w ogóle się do tego nie odnosi – zaznaczył szef komisji.
Tu wkracza prokurator
W toku prac komisji wyszło na jaw, że już rok przed wydaniem decyzji reprywatyzacyjnej 30 urzędników ratusza o okolicznościach sprawy doskonale wiedziało. Warszawski ratusz podnosi, że mimo decyzji reprywatyzacyjnej działka cały czas pozostaje we władaniu miasta.
Po wybuchu afery beneficjenci decyzji zrzekli się praw do działki. Jednak – stwierdził Jaki – to ich oświadczenie nie miało oczekiwanych skutków prawnych. Decyzja reprywatyzacyjna nie została uchylona i cały czas znajdowała się w obrocie prawnym.
W sprawie reprywatyzacji przy Chmielnej 70 mamy już także do czynienia z zarzutami prokuratorskimi. Postawiono je m.in. byłemu wicedyrektorowi miejskiego Biura Gospodarki Nieruchomościami, w którym przygotowywano decyzje reprywatyzacyjne. Gdy byłego urzędnika Jakuba R. zatrzymywano, podano do publicznej wiadomości, iż w zamian za pozytywną decyzję w sprawie Chmielnej 70 miał otrzymać korzyść majątkową w postaci nieruchomości, której wartość oceniana jest na 2,5 mln zł.
Patryk Jaki poinformował, że podczas rozpraw we wrześniu komisja zajmie się zamieszkanymi nieruchomościami przy Marszałkowskiej i Poznańskiej. W tych sprawach na wniosek komisji dokonany został już wpis w księgach wieczystych blokujący możliwości obrotu nieruchomościami.
Artur Kowalski