• Piątek, 22 maja 2026

    imieniny: Wiesławy, Heleny, Julii

Krok po kroku przywracamy normalność

Wtorek, 18 lipca 2017 (04:22)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Znów opozycja totalna nawołuje do buntu przeciw demokratycznie wybranej władzy, a w Brukseli na wniosek Jean-Claude'a Junckera Komisja Europejska ponownie ma się zająć Polską. To przypadkowa zbieżność…?

– Nie, to nie jest przypadek, że fala, eskalacja buntu się nasila w Polsce właśnie teraz, a elity brukselskie dołączają do tego protestu i zamiast rozwiązywać realne problemy, z jakimi boryka się dzisiaj Europa, stają się stroną sporu politycznego w Polsce, przenosząc punkt ciężkości na wydumane problemy, jak chociażby rzekome przypadki łamania demokracji w naszym kraju. Słyszałem, że są dążenia, aby ponownie dyskutować w Brukseli o Polsce, ale temat tej dyskusji wywołuje automatycznie także inne państwa, w których towarzystwie powinniśmy się znaleźć. Skoro bowiem chce się krytykować polski rząd za zmiany w Krajowej Radzie Sądownictwa i ustroju sądów powszechnych, to należy zapytać, jak w kwestii powoływania sędziów rzecz ma się np. w Niemczech, Danii, Hiszpanii, Holandii, Szwecji czy Austrii. Jak to możliwe, że tam jest wszystko w porządku, a w Polsce, która chce wprowadzić podobne rozwiązania, już nie jest. Jeśli zatem w Polsce mamy – jak to lansuje tzw. totalna opozycja – do czynienia z pełzającym zamachem stanu, to sytuację w państwach, które wymieniłem, należałoby określić znacznie ostrzej – jako faszyzm, dyktatura, a zamachów stanu dokonano tam już dawno, skoro sędziów powołuje bądź to odpowiedni minister, bądź parlament.

Skąd zatem bierze się lament opozycji?

– Racjonalnie trudno to uzasadnić. W poprzedniej kadencji jeden z liderów tzw. totalnej opozycji, spec od mirabelek i szczawiu, którego nazwiska nie chcę wymieniać, nawoływał z mównicy sejmowej, że jak wygracie wybory, to wtedy będziecie sobie mogli przegłosować, co chcecie. Wybory wygraliśmy, ale w odróżnieniu od poprzedników nie głosujemy sobie tego, co chcemy, ale realizujemy program, z którym startowaliśmy do wyborów, do którego realizacji zobowiązali nas Polacy. Wyboru dokonał Naród i reforma sądownictwa nie jest działaniem z zaskoczenia, ale jest to kolejny punkt programu konsekwentnie realizowany przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Reforma sądownictwa jest precyzyjnie zawarta w naszym programie.

Nie da się ukryć, że hasło „ulica i zagranica” znów staje się faktem…

– Opozycja totalna przenosi spór na forum europejskie. Warto też zwrócić uwagę, że podejmowane przez nich działania są wbrew obowiązującemu prawu. Jak bowiem inaczej nazwać pogróżki Grzegorza Schetyny i Sławomira Neumanna wobec 49 parlamentarzystów, którzy podpisali się pod projektem ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustroju sądów powszechnych, że mogą się spodziewać zarzutów i odpowiedzą za zdradę stanu. Zapowiedzi m.in. blokowania sali plenarnej i mównicy sejmowej oraz wezwania społeczeństwa do wyjścia na ulice, do awantur jest to jawne działanie wbrew obowiązującemu w Polsce prawu.

Pytanie, czy i jak w tej sytuacji zareagować...

– To jest dobre pytanie. Mianowicie, czy dłużej wykazywać się pobłażliwością, licząc, że ci prowodyrzy w końcu sami się opamiętają. Natomiast jeśli ewidentne łamanie prawa będzie się dłużej powtarzać, to interwencja adekwatna do sytuacji musi być i  – jak zajdzie potrzeba – zostanie podjęta.

Grzegorz Schetyna w końcu przyznał, że w grudniu zorganizowali w Sejmie pucz, co więcej nawoływał do kolejnego…

– To wystąpienie podczas konferencji prasowej było jawnym nawoływaniem do buntu, do nieposłuszeństwa, do niepokojów społecznych i demolowania demokracji.

Nie obawia się Pan, że nawoływanie do wrogości przez Platformę i Nowoczesną i cała ta sytuacja w końcu może się wymknąć spod kontroli?

– Jest takie niebezpieczeństwo. Schetyna, Petru i cała reszta są w sytuacji podbramkowej. Mają świadomość, że przez półtora roku nic mądrego nie wymyślili, co byłoby do zaakceptowanie przez Naród. Stąd coraz częstsze zaczepki, prowokacje, szarpanie się. Stojąc na granicy śmieszności czy wręcz rozpaczy z powodu utraty wpływów, politycy Platformy, Nowoczesnej są zdolni podpalić Polskę. Dlatego obawiam się prowokacji, że w końcu może zadziałać psychoza tłumu i nawet tysiąc czy półtora tysiąca ludzi rozgrzanych przez nieodpowiedzialnych polityków może doprowadzić do dramatu. I choć – jak sądzę – jest to ostateczność, to nie mam żadnych wątpliwości, że ci sfrustrowani politycy mogą i zapewne będą usiłowali to wykorzystać. Myślę, że oliwy do ognia dolała wizyta prezydenta Trumpa w Polsce. Była to udana wizyta i wszelkie nadzieje opozycji, że będzie to wizyta niezauważona, po której będzie można krytykować polski rząd, spełzły na niczym. I stąd ta wściekłość.   

Protesty KOD-u wspieranego przez polityków Platformy i Nowoczesnej przed Sejmem nie zawrócą rządu Beaty Szydło z drogi reformowania wymiaru sprawiedliwości?

– Nie cofniemy się. Przypomnę, dlaczego wygraliśmy wybory, m.in. dlatego, że od dawna mówiliśmy o reformie sądownictwa. O to prosili nas ludzie podczas spotkań w małych miastach, miasteczkach i dużych aglomeracjach. Polacy mówili nam nie o wymiarze sprawiedliwości, ale o wymiarze niesprawiedliwości. Podając przykłady rażącego łamania prawa i skali tej niesprawiedliwości. Przecież dotychczasowe sądy to nic innego jak przedłużenie stanu z PRL-u, a w niektórych przypadkach jeszcze gorzej, i to zarówno, co do form, jak i osób piastujących funkcje. Ludzie tracili majątki i można tu wymieniać nie tylko Warszawę i kwestie związane z reprywatyzacją, gdzie odbierano majątki i dewastowano godność ludzi, ale skala przestępstw w wymiarze sprawiedliwości była tak ogromna, że miarka się w końcu przebrała. Ludzie powiedzieli dość, a my w kampanii wyborczej obiecaliśmy im, że przywrócimy i doprowadzimy wymiar sprawiedliwości do stanu normalnego. Polacy nam zaufali, uwierzyli, że w tym kraju po ośmiu latach rozgrabiania Polski może być normalnie i tę normalność przywracamy krok po kroku.

Jak Polska jest odbierana przez ludzi za granicą, i nie mam tu na myśli elit brukselskich?

– Obywatele wielu państw zachodniej Europy mają Polskę za wzór w przeciwieństwie do swoich przywódców. Dowodem na to niech będzie rekordowa ilość wniosków o wydanie polskich paszportów obywatelom Wielkiej Brytanii. Podobna sytuacja jest w przypadku Francuzów, obywateli państw Beneluksu czy też Niemiec. Jest to olbrzymia fala. Również w przypadku małżeństw mieszanych druga strona, która nie jest obywatelem Polski, stara się o polski paszport. Coraz większe zainteresowanie Polską występuje wśród instytucji okołobiznesowych, bankowych, które chcą lokować swoje przedsięwzięcia nad Wisłą. Również biorąc pod uwagę oceny agencji ratingowych, opinia o Polsce – nawet te z ostatnich dni – są bardzo pochlebne. Decyduje o tym stabilizacja polskiego prawa, przewidywalność gospodarcza, również prognozy długoterminowe są korzystne dla Polski. Polskę pokazuje się jako jeden z najstabilniejszych państw na świecie, gdzie warto inwestować. Wpływ na to mają także zapowiedzi PiS-u odnośnie do obszarów, które będziemy reformować i modernizować. Tu nie chodzi tylko o gospodarkę, ale również o wymiar sprawiedliwości. I od tej drogi nie możemy się odwrócić.                        

Jak rozumieć ten dysonans, bo z jednej strony mamy – jak Pan wspomniał – obywateli innych państw Europy Zachodniej, które chcą związać swoją przyszłość z Polską, a z drugiej strony jest tzw. totalna opozycja, która krzyczy, że w Polsce nie ma demokracji, i wtórująca tym gremiom Bruksela?

– Nie wiem, dla kogo autorytetem może być wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Timmermans. Przecież ten facet nie ma nawet politycznej legitymacji, aby sprawować tę funkcję w najważniejszym organie UE. Z przewodniczącym Junckerem sytuacja ma się podobnie. Przy okazji przypomnę, że KE to ciało, które nie pochodzi z wyboru, ale obsada stanowisk jest wynikiem konsensusu najbardziej liczących się państw zachodniej Europy. Zresztą bodajże dwa tygodnie temu odbyło się spotkanie mojej grupy EKR z przewodniczącym Junckerem, któremu wprost wyłuszczyłem, że zarówno on sam, jak i KE ponoszą winę za Brexit, i zapytałem, czy wyciągnął z tego jakieś wnioski. Powiedziałem też, co o nim myślę jako o człowieku, który stracił mandat polityczny po tym, jak po ostatnich wyborach formacja, którą reprezentował, poszła w niebyt. Nie ma więc żadnej politycznej legitymacji do pouczania Polski.

I jaka była reakcja Jean-Claude Junckera?

– W zasadzie żadna, a to, co mówił, że kiedyś bodajże trzy razy w życiu startował w wyborach i był wybrany,  wzbudziło śmiech na sali. Nie usłyszałem też żadnej odpowiedzi na pytanie: – co ma zamiar zrobić z problemami, z jakimi boryka się Europa, a więc z problemem imigracji muzułmańskiej i kryzysem w strefie euro. Przecież ta jego słynna Biała Księga, którą się wszędzie chwali, czyli pięć różnych wariantów i kiepskie nieprzystające do rzeczywistości analizy, to jest totalne nieporozumienie. Juncker okazał się także głuchy na pytanie o to, kiedy KE zacznie wreszcie odpowiadać na interpelacje eurodeputowanych, bo jak dotychczas ma z tym wyraźny problem, a jeśli już pada odpowiedź, to ma się nijak do rzeczywistości. To tak na marginesie. Natomiast wracając do pana pytania o dysonans w postrzeganiu Polski, to mogę powiedzieć, że ci, którzy myślą trzeźwo i chcą budować dobrą przyszłość Europy jako wspólnoty, postrzegają sytuację w Polsce i Polskę jako tak, jak to rzeczywiście wygląda, a nie jak fałszywie rysują to nieprzychylne Polsce media czy sami politycy. Powiedzmy sobie uczciwie, w życiu istnieją dwie więzi: więź matki i dziecka oraz więź grupy przestępczej – ludzi, którzy mają dużo do stracenia. I tej grupie bardzo zależy na tym, ażeby tego ducha odnowy zniszczyć. Tymczasem prezydent Trump niedawno w Warszawie zachęcał, wręcz nawoływał, aby Polska nie zbaczała z obranej drogi, bo może i jest wzorem dla świata. I tej wspomnianej grupie, która ma swoich przedstawicieli zarówno w Polsce jak i w Europie, ten projekt nie odpowiada.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki